Plus Minus

Schronienie ostatnich marzycieli

Zachód słońca w Luang Prabang
Fotorzepa, Jacek Pałkiewicz
Luang Prabang to klejnot ze śladami francuskiej przeszłości kolonialnej, miasto dla tych, którzy potrafią docenić niepowtarzalny klimat egzotycznego ducha południowo-wschodniej Azji
Sto lat temu francuska lekarka Marthe Bassene zapisała w swoich notatkach: „Och, co za wspaniały raj słodkiego nieróbstwa emanuje w tym kraju. Osłonięty przez góry i dziką barierę wielkiej rzeki uchronił się przed postępem i ambicjami, których nie potrzebuje! Czy to Luang Prabang pozostanie w czasach nauk ścisłych i dominacji pieniądza schronieniem ostatnich marzycieli?”. W 2009 roku odpowiadam na to pytanie twierdząco. Przylot do dawnej stolicy Laosu z hałaśliwego, opanowanego przez smog, przytłaczającego wszechobecnym chaosem Bangkoku, musi robić niezatarte wrażenie na każdym przybyszu. Wydaje mu się, że przeniósł się w jakiś surrealistyczny świat, gdzie globalizacja jeszcze nie zapuściła korzeni, gdzie nie ma wieżowców ani spalin samochodowych. Urzeka niespotykane, dziwnie nierealne światło, pogodne ciepło miasteczka, jego cisza, zapach jaśminu i drewna sandałowego, a także relaksowy klimat i cudowni przyjaźni ludzie, nie mówiąc o oso...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL