Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Ogarek gromnicy na Bugu we Włodawie

Maciej Rybiński
Fotorzepa, Darek Golik
Teza, iż gdybyœmy mieli euro, to nie byłoby kryzysu, jest równie uprawniona jak twierdzenie, że gdybyœmy mierzyli poziom rzek w calach, a nie w centymetrach, to nie byłoby powodzi
[b][link=http://blog.rp.pl/rybinski/2009/03/01/ogarek-gromnicy-na-bugu-we-wlodawie/]skomentuj na blogu[/link][/b] W czasach precywilizacyjnych wszelkie kryzysy i klęski, głód, susze, powodzie, pomory przypisywano gniewowi bogów. Kapłani, czarnoksiężnicy, wróżowie oglšdali wnętrznoœci zwierzšt ofiarnych albo gwiazdy i orzekali o przyczynach klęski i sposobach jej odwrócenia. Dla przebłagania bóstw palono stosy ofiarne, a na nich wdowy, okadzano posšgi i totemy, bito w tam-tamy, œpiewano chorały i tańczono ekstatycznie wokół ognisk. [srodtytul]Eurofideiœci [/srodtytul]
Dziœ palenie wdów, okadzanie totemów i tańce rytualne wyszły z mody, ale zasada została ta sama. Tyle że zamiast okadzić kryzys i zagłuszyć œpiewem, trzeba go zagadać. Ceremonie ku czci Œwiatowida czy innego bożka zastšpiły wystšpienia, przemówienia i telewizyjne rundy dyskusyjne polityków, dzisiejszych kapłanów wiedzy tajemnej. Postęp jest oczywisty, ale nie ma pewnoœci, czy postšpiliœmy w dobrš stronę. A może skuteczniejsze w zwalczaniu obecnego kryzysu od tego festiwalu wyjštkowo, nawet jak na polskie standardy, idiotycznego bełkotu pseudoekonomicznego byłoby spławienie kukły kryzysu Wisłš do Gdańska, przekłucie igłami figurek prezesów banków odpowiedzialnych za osłabienie złotego albo zarzšdzenie powszechnego biczowania na odpuszczenie grzechów. Postu nie trzeba zarzšdzać, przyjdzie sam. Z elementów religijnych mamy w tym kryzysie jedynie uwielbienie fetyszu euro. To jak z żarówkš – pstryk i wszystko jasne. To jest główna oœ rozmów o kryzysie, to jest remedium uniwersalne. Bałwan i fetysz, któremu oddaje się czeœć, liczšc na wzajemnoœć. Dzięki euro nie trzeba mówić ani o bezrobociu, ani o jego skutkach. O spadku wpływów do Narodowego Funduszu Zdrowia i ZUS oraz konsekwencjach dla chorych i emerytów. Wystarczy krótkie nabożeństwo za pomyœlnoœć euro w Polsce i kazanie o dobrych wskaŸnikach makroekonomicznych. Nie trzeba też mówić o wyprowadzaniu przez polskie banki (będšce własnoœciš upadajšcych banków międzynarodowych) dywidend z zysków za granicę. Mój przyjaciel, człowiek bardzo rozsšdny, stwierdził, że teza, iż gdybyœmy mieli euro, nie byłoby kryzysu, jest równie uprawniona jak twierdzenie, że gdybyœmy mierzyli poziom rzek w calach zamiast w centymetrach, nie byłoby powodzi. Na Wiœle w Miedoni przybyło 4 euro, na Bugu we Włodawie ubyło 2. Przyjaciel jest racjonalistš, większoœć to fideiœci. Z podziwem i rozbawieniem oglšdałem telewizyjne „Forum", podczas którego – zanotowałem natychmiast – Wojciech Maziarski z "Newsweeka" wygłosił następujšcš opinię: w Polsce ceny spadły, bo spadła wartoœć złotego. Boże, bšdŸ nam miłoœciw. Nikt nie zaprotestował, nikt nie próbował wyjaœnić Maziarskiemu i telewidzom, że obniżki cen sš rezultatem rozpaczliwych prób opróżnienia magazynów i podtrzymania produkcji. Ani że złoty spadł wobec innych walut, a wobec telewizorów i samochodów się wzmocnił. W tej samej audycji europoseł SLD Andrzej Szejna z dumš oœwiadczył, że przyłapał prezydenta Lecha Kaczyńskiego na sprzecznoœci, bo prezydent w swoim orędziu powiedział, iż euro nie jest lekarstwem, gdyż w krajach strefy euro też jest kryzys. Ale – triumfował europoseł – również kraje, gdzie nie ma euro, przeżywajš kryzys. Pan poseł Szejna jest ekonomistš, doktorem ze Szkoły Głównej Handlowej. Pewnie na SGH tego nie uczš, więc spieszę go poinformować, że kryzys generalnie polega na braku pieniędzy. A jakich pieniędzy brakuje, euro, dolarów, franków, jenów, juanów czy złotówek, to jest kwestia bez większego znaczenia. [srodtytul]Czuchnowski tumani i przestrasza [/srodtytul] Na szczęœcie nie we wszystkich dziedzinach mamy kryzys. Można się pocieszać, że w mediach publicznych, jest euro czy go nie ma, duch triumfuje nad materiš. Sobotnia „Gazeta Wyborcza" doniosła (jak to ona, piórem Kublik i Czuchnowskiego), że nastšpił „Koniec radia Sakiewicza i Ziemkiewicza". Nareszcie. Cóż to było za radio publiczne, w którym produkowali się wykolejeńcy ideowi, sprzeczni z jedynie słusznš liniš „Gazety Wyborczej". Ten najwznioœlejszy oœrodek myœli demokratycznej, ta oaza pluralizmu i wolnoœci słowa znieœć nie mogła sytuacji, w której każdy mógł gadać w radiu, co mu się podobało, oddalajšc Polskę od ideału jednomyœli. „Radio pozbyło się nominatów politycznych" – triumfujš niezależni publicyœci Kublik i Czuchnowski. Nominaci – bracia Karnowscy, Dorota Gawryluk, Tomasz Sakiewicz, Rafał Ziemkiewicz, a także senior satyryków polskich Jan Pietrzak, o którym zapomniano w "Gazecie" – zastšpieni teraz zostanš przez obiektywnych, apolitycznych i całkowicie neutralnych wybrańców LPR, Samoobrony i SLD. Triumf. Ja też zostałem wymieniony jako polityczny nominat, zatrudniony w radiu publicznym w 2006 roku. Otóż tylko gwoli prawdy – nigdy nie byłem zatrudniony w radiu. Zaproponowano mi wygłaszanie felietonów, z czego zrezygnowałem po kilku miesišcach, bo wišzało się to ze zbyt wieloma wyrzeczeniami, jak na przykład wstawanie o 5 rano. Nie mówišc już o tym, że więcej niż skromne honorarium nie pokrywało kosztów dojazdu do radia. A ja pracy społecznej w zawodzie nie lubię. Społecznie mogę zamiatać ulice, a wtedy zamiatacz niech społecznie pisze i czyta felietony. Co się teraz zapewne stanie. A przy okazji – nieco wczeœniej przez ponad rok prowadziłem audycję w będšcym własnoœciš Agory Radiu TOK FM. Przyłożyłem do tego faktu miarę etycznš Czuchnowskiego i Kublik i zadrżałem – czyżbym był w tym czasie nominatem politycznym Michnika? Podobna rewolucja moralna i oczyszczenie co w Jedynce nastšpiły też w radiowej Trójce. Wyrzucono dyrektora Trójki Krzysztofa Skowrońskiego wkrótce po innym artykule „Gazety Wyborczej", demaskujšcym go jako pazernego oszusta, który sam sobie wypłacał kosmiczne honoraria. Tę metodę znam też z autopsji. Za prezesury w TVP Bronisława Wildsteina starsza siostra „Gazety Wyborczej", „Trybuna" (bez „Ludu" – jak całe SLD), ogłosiła z hukiem na pierwszej stronie, że prezes Wildstein płaci mnie i Marcinowi Wolskiemu setki tysięcy złotych za scenariusz serialu. Zastanawiałem się nawet, czy nie iœć do sšdu i żšdać od „Trybuny" pokrycia różnicy między honorariami, jakie dostałem z TVP w cišgu całej prezesury Wildsteina – 150 złotych – a sumami podanymi przez ten dziennik. Ale nie chciało mi się, bo jestem leń. A teraz od czasu do czasu gdzieœ w Internecie jacyœ naiwni kretyni wypominajš mi, jak się wzbogaciłem. Owszem, napisaliœmy z Marcinem scenariusz serialu, ale nie dostaliœmy ani grosza, bo nie został zaakceptowany. Nie ma w tym nic dziwnego – akcja toczyła się w newsroomie telewizyjnym i prezentowała wszystkie sposoby manipulacji medialnej. Teraz Wolskiego wyrzucono też z Trójki, po 40 latach prowadzenia audycji satyrycznych, bardzo popularnych i trzymajšcych poziom. Jeszcze jeden nominat polityczny został zdemaskowany i usunięty, ale wiadomoœci, że zastšpi go Czuchnowski, sš jednak przesadzone. Jest na to zbyt zdolny, żeby kogokolwiek rozœmieszyć w sposób zamierzony. Jest jak połowa pana Twardowskiego – tylko tumani i przestrasza. [srodtytul]Nie ma żartów [/srodtytul] Ponieważ ekonomia (durniu) jest podstawš, a mamy kryzys także w wydatkach na reklamę, zastanawiam się, czy nie o to chodzi. To, co się dzieje z mediami publicznymi, ostatnio wyraŸnie zmierza do ich likwidacji. A wtedy ten kawałek reklamowego tortu może się dostać innym, choćby Agorze. Ale z kryzysem nie ma żartów. Może się okazać, że z tortu została tylko œwieczka. I to ogarek gromnicy. [i]Autor jest felietonistš i publicystš dziennika "Fakt"[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL