Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sylwetki

Najgorzej jest z tymi, którzy mówiš, że wszystko jest w porzšdku

Ludzie wyrzuceni z pracy muszš zmienić swoje życiowe priorytety. Na zdjęciu były pracownik Lehman Brothers
AP
W kryzysie menedżerowie tracš pewnoœć siebie. Im bardziej nie radzš sobie ze sobš, tym gorzej idzie im w pracy. A im gorsze majš wyniki, tym większy stres
Andrzej ma 37 lat, jest menedżerem w jednym z największych polskich banków. Dom pod Warszawš, dwa auta. Wszystko na kredyt. Żona od ukończenia studiów nigdy nie pracowała, wychowuje dwoje dzieci. Andrzej przez lata szedł jak burza przez kolejne szczeble kariery. Pół roku temu wszystko się zmieniło. Andrzej się zmienił. Zaczšł panicznie bać się utraty pracy. Przestał radzić sobie z codziennymi zajęciami i czuje, że przełożeni to wykorzystujš. Kazali mu np. przyjœć do biura 1 listopada. Zamiast jechać z rodzinš na groby, spędził dzień w firmie, robišc coœ, co mogło zaczekać. Mimo wszystko Andrzej miał szczęœcie. Nie wypierał ze œwiadomoœci faktu, że ma problem. Poszukał pomocy u psychologa. Powiększył coraz liczniejszš grupę menedżerów œredniego i wyższego szczebla, którzy nie potrafiš sobie samodzielnie poradzić ze skutkami kryzysu. – W ostatnich miesišcach liczba osób, które zgłaszajš się do nas z problemami spowodowanymi skutkami kryzysu finansowego, wzrosła trzykrotnie – mówi Monika Dreger z Warszawskiej Grupy Psychologicznej. – Ponad połowa z nich to pracownicy banków. Sporš grupę stanowiš ludzie z firm leasingowych. Ostatnio zaczęli się pojawiać prawnicy z międzynarodowych kancelarii – dodaje.
Według Moniki Dreger w większoœci przypadków historie sš podobne. Obcišżeni kredytami ludzie zaczynajš się bać zwolnienia z pracy. Tracš pewnoœć siebie. Coraz częœciej pojawiajš się też pacjenci, którzy nie radzš sobie ze stresem zwišzanym z rosnšcym tempem pracy. Dajš z siebie dużo więcej, a mimo to majš słabsze wyniki, przełożeni sš niezadowoleni itd. Oni też tracš pewnoœć siebie. [wyimek]Przez lata nauczyli się wygrywać, ale nadal nie wiedzš, jak poradzić sobie z porażkš. Paraliżuje ich już sama œwiadomoœć, że otoczenie będzie œwiadkiem ich klęski[/wyimek] Rzadziej przychodzš ludzie, którzy stracili częœć majštku na giełdzie, w funduszach inwestycyjnych lub też ci, którzy majš problemy z działalnoœciš własnej firmy – tracš klientów, nie majš pomysłu na trudne czasy. Często takie osoby bojš się przyznać rodzinie. Zwykle nie szukajš pomocy, bo decyzja o tym oznaczałaby przyznanie się, że problem faktycznie jest. – Większoœć tych osób łšczy jedno – przez lata nauczyli się wygrywać, ale nie nauczyli się, jak poradzić sobie z porażkš – wyjaœnia Monika Dreger. – Paraliżuje ich już sama œwiadomoœć, że otoczenie, sšsiedzi, rodzina będš œwiadkami ich klęski. A za takš uznajš utratę pracy, obniżenie standardu życia. To samonakręcajšca się spirala. Bo im bardziej nie radzš sobie ze sobš, tym gorzej idzie im w pracy. A im gorsze majš wyniki, tym większy stres. [srodtytul]Spotkanie w hotelu[/srodtytul] 42-letni Mirosław jest właœcicielem sieci hurtowni na Mazowszu. Miał odwagę przyznać się, że nie radzi sobie z porażkami. A tych w ostatnich tygodniach ma na koncie sporo. Traci stałych klientów, inni przestali regulować faktury. Jeœli sytuacja szybko się nie zmieni, jego firma – budowana od lat – pewnie zbankrutuje. Dla rozwiedzionego i bezdzietnego Mirosława firma jest całym œwiatem. Nie zna już innego życia. Może dlatego zrozumiał, że musi szukać pomocy. Boi się jednak, że w poczekalni gabinetu psychologicznego spotka kogoœ znajomego. Boi się do tego stopnia, że dwa razy w tygodniu wynajmuje pokój w hotelu i tam spotyka się z psychologiem. Ela i Maciej, małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, prowadzš wspólnie firmę szkoleniowš w dużym mieœcie na południu kraju. Ona prowadzi szkolenia, on dba o finanse. Od pewnego czasu interes nie idzie dobrze, ale Maciej ukrywa to przed żonš. Na razie skutecznie. Choć zaczynajš tonšć w długach, w styczniu zabrał jš na narty do Austrii. Spotkał się z psychologiem, ale potem uznał, że poradzi sobie sam. – Wielu biznesmenów skupia się jeszcze na szukaniu dobrych pomysłów na czas kryzysu. Na ratowaniu firm. Sš zmobilizowani do działania i wierzš, że znajdš ratunek – mówi Benedykt Peczko, psycholog i dyrektor Polskiego Instytutu NLP. – To kosztuje ich jednak wiele stresów, napięć. Jeœli kryzys będzie się utrzymywał, po jakimœ czasie przyjdzie okres odreagowania napięcia. Wtedy jeszcze więcej menedżerów może szukać pomocy specjalistycznej – uważa. Benedykt Peczko dodaje, że w Kalifornii w cišgu kilku ostatnich miesięcy 2008 r. liczba zaburzeń psychicznych wzrosła aż o 200 proc. Jak zaznacza, w Polsce ten proces wydaje się przebiegać wolniej i nie jest tak paraliżujšcy jak na Zachodzie. Doœwiadczenie, inteligencja, zdolnoœci, które torujš drogę na szczyt, nie dajš gwarancji zwycięstwa nad stresem. Jednš z pierwszych ofiar kryzysu, w sensie dosłownym, był Kirk Stephenson odpowiedzialny za finanse grupy kapitałowej Olivant i były bankowiec inwestycyjny z Morgan Stanley. 47-letni brytyjski finansista stracił fortunę. Pod koniec wrzeœnia rzucił się pod pocišg. W grudniu 65-letni Francuz Rene-Thierry Magon de la Villehuchet, którego fundusz inwestycyjny został oszukany przez Bernarda Madoffa na 1,4 mld dol., zabił się w swoim nowojorskim biurze. Kilka dni po nim pod pocišg rzucił się 74-letni niemiecki miliarder Adolf Merckle. Załamał się, gdy jego firmy zaczęły tracić płynnoœć. Dobiły go gigantyczne straty, które poniósł, spekulujšc akcjami Volkswagena. Samobójstwo popełnił też jeden z najgłoœniejszych graczy na irlandzkim i brytyjskim rynku nieruchomoœci 42-letni Patrick Rocca. Właœciciel Accorp Properties zastrzelił się w domu. Podobne historie z ostatnich tygodni można mnożyć. – Odpornoœć na stres jest zjawiskiem indywidualnym – tłumaczy Jacek Santorski, psycholog biznesu. – Po częœci uwarunkowanym genetycznie, a po częœci efektem doœwiadczeń życiowych. Dlatego dwie osoby na tym samym stanowisku, z podobnym przebiegiem kariery będš w identycznej sytuacji różnie reagować – dodaje. [srodtytul]Nic się nie dzieje[/srodtytul] Zdaniem Jacka Santorskiego najgorszy jest mechanizm zaprzeczenia. Człowiek zaczyna odczuwać przecišżenie, strach, ma problemy ze snem, jest stale poirytowany, mimo to nie dopuszcza tych sygnałów do œwiadomoœci. To newralgiczny moment. Takie osoby najbardziej zaskakujš otoczenie. W cišgu dnia poprowadzš ważne zebranie z podwładnymi, a nocš targnš się na swoje życie. – Z badań wynika, że mechanizmowi zaprzeczenia ulega ok. 40 proc. społeczeństwa. Pozostała częœć dzieli się – mniej więcej po połowie – na tych, którzy szukajš jedynie prostego rozładowania, i tych, którzy do danej sytuacji podchodzš jak do wyzwania. Ci ostatni majš największe szanse na wyjœcie z problemów – uważa psycholog. [srodtytul]Przetrwanie gatunku[/srodtytul] – Oczywiœcie, że będš się zdarzać w Polsce przypadki depresji, nawet samobójstw. Czasy kryzysu nie sprzyjajš zdrowiu psychicznemu – twierdzi doc. Joanna Meder, dyrektor ds. lecznictwa w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. – Ale nie spodziewam się fali samobójstw. To mogš być pojedyncze przypadki osób, dla których utrata majštku oznacza koniec – dodaje. Podkreœla, że byłoby najlepiej, gdyby ci, którzy nie radzš sobie z sytuacjš, mieli wsparcie bliskich. – Ważne, by żona razem z mężem poszła do psychologa. I razem z nim starała się szukać wyjœcia z sytuacji. Pomogła zrozumieć, że sš w życiu ważniejsze wartoœci niż pienišdze. Zwyczajnie zadbała o niego, zrobiła herbatę. I mówiła „my”, a nie „ty” – radzi Meder. Kryzys finansowy skłonił psychologów amerykańskich i brytyjskich do badań nad jeszcze jednym zjawiskiem. Nazwano je niedawno seksem kryzysowym. – Kiedyœ myœleliœmy, że np. większa liczba urodzeń po stanie wojennym wynikała z tego, że gasło œwiatło. Ludzie zostawali w domu – mówi Jacek Santorski. – Okazuje się jednak, że to atawizm. W sytuacji zagrożenia osobnik, by przetrwać, zaczyna się rozmnażać. Tak robili ludzie po ataku na World Trade Center czy po tšpnięciu na Wall Street w 2000 r. I okazuje się, że już w grudniu i styczniu w USA i Wielkiej Brytanii o 20 – 30 proc. wzrosła liczba odwiedzin w dzielnicach rozrywki. Ale też o 30 – 40 proc. wzrosła liczba wizyt u prawników rozwodowych. Bo to też atawizm. Partnerka, której mšż stracił pracę, zaczyna podœwiadomie szukać silniejszego samca. Takiego, który da większe szanse na przetrwanie gatunku – tłumaczy Jacek Santorski.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL