Dlaczego przewróciłem okrągły stolik

aktualizacja: 06.02.2009, 19:26
Kornel Morawiecki
Kornel Morawiecki
Foto: Fotorzepa, dp Dominik Pisarek

Okrągły Stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Wepchnął Polskę w nomenklaturę, nieprawy kapitalizm. Przyniósł niewymierne straty moralne i słabnięcie polskiej tożsamości - pisze były lider Solidarności Walczącej

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/02/04/kornel-morawiecki-dlaczego-przewrocilem-okragly-stolik/" "target=_blank]blog.rp.pl[/link]
Dlaczego generałowie rządzący Polską z moskiewskiego nadania zdecydowali się na Okrągły Stół? Z jakich powodów i po co? Oni sami i ich mentorzy od 20 lat chcą nam wmówić, że z patriotyzmu i żeby oddać swą namiestniczą władzę w ręce narodu.
[srodtytul]Radykalna młodzież[/srodtytul]
Wolne żarty. Przypomnijmy ówczesne, arcyprzewrotne, reżimowe hasło: "Socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości". Aparat partyjny i wojskowi, którzy tak łatwo wygrali, wprowadzając w 1981 r. stan wojenny, w 1988 r. myśleli podobnie.Jedyne poważne odpowiedzi na postawione tu pytania są dwie. Pierwsza, że Okrągły Stół został wymuszony przez Moskwę, która w ten sposób chciała sprawdzić na polskim poletku doświadczalnym skutki pieriestrojki i głasnosti Gorbaczowa. Druga, że polskie władze podjęły koncepcję rozmów przy okrągłym stole ze strachu przed tym, co mogłoby je spotkać bez tej inicjatywy.
Obie te odpowiedzi się nie wykluczają, a nawet mogą się uzupełniać. Za pierwszą przemawia to, co jesienią 1989 stało się w pozostałych krajach obozu, a zwłaszcza wypadki rumuńskie w grudniu 1989 r. Przeciw tej hipotezie przemawia jednak brak w Instytucie Pamięci Narodowej i innych archiwach śladów rozmów i nacisków sowieckich na Warszawę. Są za to wypowiedzi członków kierownictwa moskiewskiego skierowane do najwyższych funkcjonariuszy PRL, w tym do samego gen. Jaruzelskiego, wykluczające spełnienie próśb "bratniej pomocy" w przypadku rozruchów w Polsce. To przemawia za drugą hipotezą. Zachowały się też eksperckie opracowania służb specjalnych oceniające zagrożenie dla reżimu ze strony Solidarności Walczącej i rosnącego wpływu radykalnych haseł na młodzież.
W drugiej połowie lat 80. można było dostrzec dwa przeciwstawne procesy. Zmęczenie ogółu społeczeństwa i brak wiary w zmiany na lepsze symbolizował tytuł artykułu Jacka Kuronia w "Tygodniku Mazowsze": "Krajobraz po bitwie".
Natomiast z drugiej strony pałeczkę w konspiracji przejmowało młode pokolenie. Jak grzyby po deszczu powstawały niezależne gazetki szkolne, formowały się nowe podziemne struktury.
[srodtytul]Zasługa przeciwników[/srodtytul]
W takich realiach Okrągły Stół stał się dla władz i dla obawiających się marginalizacji liderów tzw. konstruktywnej opozycji przysłowiową ucieczką do przodu. Solidarnościowi partnerzy władzy komunistycznej w parciu i przygotowaniach do Okrągłego Stołu niebezpiecznie ocierali się o zdradę pozostających w podziemiu kolegów, o zdradę niepodległościowych ideałów i solidarnościowych marzeń. Znów muszę tu przywołać najwybitniejszego przedstawiciela strony ugodowej Jacka Kuronia. W odtajnionej parę lat temu rozmowie z płk. SB Janem Lesiakiem Solidarność Walcząca jest przez Jacka postrzegana jako zagrożenie, które należy zneutralizować, w domyśle, we współpracy ze służbami specjalnymi.Czy nie podobnie sprawy widzieli Lech Wałęsa i jego najbliższe otoczenie? Czyżby im rozum odjęło? Nie. Może więc oni wszyscy, tzw. nasi architekci Okrągłego Stołu, po prostu nie wyobrażali sobie wtedy pokonania komunizmu, a tych, którzy takie szalone cele formułowali, uważali za zagrożenie dla swoich własnych koncepcji i pozycji? Jeśli tak – byłoby to małe i nikczemne.
Ale niektórzy z nich mogli rzeczy rozważać w kategoriach narodowego interesu i tu już można ich tłumaczyć. Przecież w upadek komuny nie wierzył ani Zachód, ani Kościół, ani większość polskiej inteligencji. Na zdrowy rozum biorąc, fantaści, którzy dążyli do upadku komuny, co według "okrągłostołowych mężów stanu" było kompletną utopią, mogliby pchnąć bezbronną polską młodzież na karabiny maszynowe.
Tak obie umawiające się strony połączyła wspólnota strachu. Czy uzasadnionego? Wydaje się, że nie. My, którzy dziś wiemy, jak się potoczyły dzieje, możemy jedynie spekulować, jak mogłyby się potoczyć. Nie zwalnia to nas z obowiązku oceniania ówczesnych postaw i wyborów.
Stawiam paradoksalną z pozoru tezę: na doprowadzenie do Okrągłego Stołu, jego przebieg i rezultat największy wpływ mieli nie uczestnicy, ale przeciwnicy takiego porozumienia. Oni stworzyli klimat zagrożenia dla wysokich dogadujących się stron, co skłaniało komunistów do większej otwartości i ustępliwości. Po to, żeby osiągnięte porozumienie sprzedać jako wzajemny sukces i żeby tak zostało odebrane przez większość społeczeństwa, koncesje komuny musiały być znaczne. Inaczej triumfowaliby kontestatorzy Okrągłego Stołu.
Przypomnijmy, jak pod tym naciskiem stopniowo poszerzało się pole społecznego manewru. Jak pierwsze propozycje zgody na "Solidarność" w poszczególnych zakładach pracy przekształciły się w relegalizację związku ogólnopolskiego. Jak zapisywano i uzgadniano kolejne, potem się okazało, że papierowe, zdobycze socjalne. Jak odzyskiwano "Tygodnik "Solidarność"", jak pączkowała "Gazeta Wyborcza".
Jak zgodzono się na wolne wybory do, wydawało się, mało istotnego Senatu, co wkrótce przypieczętowało wyborcze zwycięstwo obywateli. Te i inne ustępstwa, wymuszone ewentualnym brakiem akceptacji ugody, okazały się zbawienne. Polacy zobaczyli i poczuli słabość komuny. Kunktatorskie zagrywki "naszych" okrągłostołowych elit na nic się zdały.
[srodtytul]Linie krzywe[/srodtytul]
Mimo publicznego wyznania samego Wałęsy w czerwcu 1989 roku, że będzie głosował na komunistyczną listę krajową, przepadła ona z kretesem. Niewiele pomogło przeforsowanie przez Bronisława Geremka podobnej listy do drugiej tury. Nawet obłuda części solidarnościowych posłów przy głosowaniu za prezydenturą Jaruzelskiego – wszystko to nie było w stanie uratować systemu. W pierwszych częściowo wolnych wyborach powszechnych Polacy odrzucili komunizm.W cieniu Okrągłego Stołu rozgrywały się dramaty, morderstwo księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha. Ci sami dżentelmeni z przyjęć w Magdalence sterujący kamerami i światłami telewizyjnych jupiterów, z tym samym gen. Czesławem Kiszczakiem, nazywanym później przez okrągłostołowych partnerów człowiekiem honoru, z zimną krwią zlecali albo co najmniej kryli i tuszowali zbrodnie swoich podwładnych.
Po co to robili? Wtedy jeszcze w podziemiu pisałem, że testowali gotowość do ustępliwości solidarnościowych i kościelnych interlokutorów. Niestety, brak wyjaśnienia owych mordów po bez mała 20 latach wolnej pookrągłostołowej Polski utwierdza tamte ponure przypuszczenia.
Dzisiaj patrzymy na konsekwencje ugody Okrągłego Stołu, na nierozliczenie komuny, fałszywe autorytety, skrywanie agentów, na rozgrabienie społecznego majątku z jednej, a biedę i wegetację wielu działaczy podziemia z drugiej strony. Uświadamiamy sobie, że Okrągły Stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Nie tylko nas, Polaków, ale wszystkie po części naśladujące Polskę pokomunistyczne kraje wepchnął w nomenklaturowy, nieprawy kapitalizm. Obserwujemy niewymierne straty moralne, słabnięcie polskiej tożsamości.
Stało się to, przed czym przestrzegałem, pisząc wówczas, że zgniły kompromis spowoduje "ubytek polskiego ducha i materii". Gdy dziś przypominam sobie moje symboliczne publiczne przewracanie Okrągłego Stołu w 1991 r. przed kamerami TVP – jestem z tego gestu dumny. Ale nie ja byłem pierwszy. Mecenas Władysław Siła--Nowicki, uczestnik Okrągłego Stołu, w jego trakcie określił swoich solidarnościowych kolegów najcięższym polskim zarzutem: targowica.
Linie Okrągłego Stołu były splątane i krzywe. Ani komuniści nie zamierzali oddawać władzy, ani okrągłostołowi solidarnościowcy nie myśleli jej brać. Ani uczestnicy, ani przeciwnicy Okrągłego Stołu nie potrafili trafnie przewidzieć, co on nam przyniesie. Przy całej krytyce, którą tu prezentuję, przecież wiem, że były przy Okrągłym Stole osoby, które próbowały od samego początku wyrąbać maksymalnie dużo, które komunistów nie akceptowały i ugodę traktowały jako etap i instrument walki o pełną wolność.
Po tamtej targowicy sprzed 217 lat Polska straciła niepodległość. Przed 20 laty, mimo naszych realnych obaw przed kolejną targowicą, dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, ale również dzięki postawom samych Polaków, tych, którzy byli za, i tych, którzy byli przeciw Okrągłemu Stołowi, Polska niepodległość odzyskała. Tak Bóg (z naszą skromną pomocą) pisał prosto po liniach krzywych.
[ramka]Autor był w czasach PRL działaczem antykomunistycznej opozycji, a po wprowadzeniu stanu wojennego współtwórcą i liderem Solidarności Walczącej – radykalnej organizacji domagającej się pełnej niepodległości Polski. Jest specjalistą z dziedziny fizyki teoretycznej, wykładowcą w Instytucie Matematyki Politechniki Wrocławskiej[/ramka]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE