Teatr z agentką

aktualizacja: 20.01.2009, 07:00

Trudno zrozumieć, dla kogo i po co Radio TOK FM postanowiło zbudować esbeckiej agentce Nenie Obretenny nową tożsamość sprzeczną z prawdą historyczną – pisze publicystka Amelia Łukasiak.

Spowiedź stojącej nad grobem agentki to temat nośny medialnie. Tym atrakcyjniejszy, że skruszonych donosicieli jest jak na lekarstwo. Nic dziwnego, że sztuka radiowa o Nenie Obretenny, żonie pisarza Pawła Jasienicy – przygotowana przez Radio TOK FM – wzbudziła wielkie zainteresowanie. Szkoda tylko, że to historia całkowicie zmyślona.
Sztuka w TOK FM była szeroko reklamowana jako „dramat Neny Obretenny, najlepszej agentki SB, opowiadający o ostatnim roku jej życia”. Z zajawek audycji wynikało, że autorzy odkrywają nowe, nieznane fakty z jej biografii.
[srodtytul]Między zdradą a miłością[/srodtytul]
W sztuce Nena to postać tragiczna zawieszona między zdradą a miłością, targana wielkimi wyrzutami sumienia. Kobieta wzbudzająca współczucie i sympatię słuchaczy. Sanitariuszka w powstaniu warszawskim, która po jego upadku trafia do obozu jenieckiego. Tam poznaje przyszłego męża – Irlandczyka. Wychodzi za mąż, rodzi syna. Małżeństwo szybko się rozpada.
[wyimek]Prawda o Nenie podobna jest do dziesiątek innych historii agentów. Jeszcze za jej życia pojawiały się oskarżenia o jej współpracę z SB. Ona sama wszystkiemu z furią zaprzeczała[/wyimek]
Ona zostaje sama z małym dzieckiem bez środków do życia. Odwraca się od niej rodzina. Zakochuje się bez pamięci w przystojnym oficerze SB. Zostaje agentką wbrew własnej woli. Bezpieka rzuca ją w ramiona wroga systemu pisarza Pawła Jasienicy. Jednak Nena naprawdę się w nim zakochuje. W jednej ze scen opowiada wnuczce pisarza Annie o ich żarliwej, namiętnej miłości „jak z powieści”. W sztuce Nena przekonuje, że chciała, aby Jasienica poznał prawdę. Zostawiała w domu dekonspirujące ją ślady. Ale on tego nie zauważał. Nie chciał.
Dla słuchacza to jasna sugestia, że pisarz dobrze wiedział, czym zajmuje się jego żona, i to akceptował. Nena zresztą szczerze nienawidzi oficerów SB. Wciąż ją nachodzą i szantażują. Walczy z nimi i ma wyrzuty sumienia. Przed śmiercią zwierza się pielęgniarce w hospicjum. Jest szczęśliwa, że po ziemskiej tułaczce w końcu dołączy do ukochanego męża.
[srodtytul]Fikcja w roli prawdy[/srodtytul]
Premiera sztuki poprzedzona była intensywną kampanią promocyjną na antenie Radia TOK FM. Emisja miała miejsce w poniedziałek 12 stycznia po godzinie 20. Ale przez cały dzień w innych audycjach temat zdrady i odkupienia był szeroko omawiany.
W swojej audycji o godz. 13 Mikołaj Lizut pytał gości: Paulinę Holtz – aktorkę, Macieja Knapika – dziennikarza i Grzegorza Lindenberga – wydawcę, czy dla zdrajcy możliwe jest odkupienie. Knapik uznał, że próba rozliczania się z przeszłością za pomocą sztuki jest najbardziej efektywna. Holtz dodała, że życie z poczuciem winy i wyrzuty sumienia już są wystarczającą karą dla agenta. Tylko Lindenberg stwierdził, że problem, nad którym debatują, jest pozorny, bo dotychczas nie spotkał żadnego skruszonego agenta. Przeciwnie, wszyscy idą w zaparte i mają komfortowe życie.
Nena Obretenny miała wiele czasu na rozliczenie się z przeszłością. Przeżyła Jasienicę o 27 lat. Zmarła w 1997 roku. Nie zrobiła rachunku sumienia. Tę rolę wzięło na siebie Radio TOK FM. Problem w tym, że historia opisana w radiowej sztuce to literacka fikcja niemająca pokrycia w faktach. A przecież imiona i nazwiska bohaterów nie zostały zmienione. Słuchacz był przekonany, że dowiaduje się prawdy opartej na historycznych ustaleniach, ubranej tylko w teatralny kostium.
Prawda o Nenie jest prozaiczna. Podobna do dziesiątek innych historii agentów. Jeszcze za jej życia wśród znajomych pisarza pojawiały się plotki, a nawet jawne oskarżenia, o jej współpracy z SB. Ona sama jednak wszystkiemu z furią zaprzeczała. Córka pisarza Ewa Beynar-Czeczott przyznaje, że współczuła macosze, uważając, że jest niesłusznie oskarżana.
Agentka ze łzami w oczach przekonywała, że oczerniać w ten sposób mogą ją tylko ludzie podli. Tłumaczyła, że miała znajomości w milicji, ale wykorzystywała je w dobrej sprawie. Dzięki jej zabiegom Paweł Jasienica miał w marcu 1968 roku uniknąć aresztowania. Gdy był już bardzo chory, załatwiała mu niezbędne lekarstwa i butle z tlenem. Ich małżeństwo trwało zaledwie osiem miesięcy. Nena odziedziczyła po pisarzu cały majątek: mieszkanie oraz wartościowy księgozbiór. Córka i wnuczka Jasienicy opiekowały się nią do końca życia. Nawet kiedy odwiedzały ją umierającą na raka w hospicjum w Wołominie, nie zdobyła się na zwierzenia.
Prawdę Ewa Beynar-Czeczott poznała dopiero kilka lat po śmierci macochy w 2001 r. Zgłosiła się do IPN, aby ostatecznie oczyścić dobre imię ojca, któremu komuniści insynuowali zdradę przyjaciół. Przypomnijmy, podczas nadzwyczajnego zebrania warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich 29 lutego 1968 r. – poprzedzającego wydarzenia marcowe – uchwalono rezolucję potępiającą zakaz wystawiania „Dziadów”, zdjętych z afisza z powodu antyradzieckich demonstracji w czasie spektaklu. Wniosek, żeby głosowanie nad rezolucją było tajne, zgłosił Paweł Jasienica. W płomiennym wystąpieniu sprzeciwił się represjom wobec wiecujących studentów UW. Ostro potępił antysemityzm.
W odwecie Wiesław Gomułka oznajmił z trybuny w Sali Kongresowej, że pisarz wyszedł z więzienia w 1948 r. za cenę zdrady legendarnego „Łupaszki”, dowódcy wileńskiej brygady AK, którego był adiutantem. Jasienica, choć dokumenty potwierdzają jego niewinność, do końca swych dni musiał żyć z tym piętnem. Zmarł przedwcześnie zaszczuty przez bezpiekę.
[srodtytul]Misja bez abonamentu[/srodtytul]
Z dokumentów w IPN córka się dowiedziała, że Nena podjęła współpracę z SB dla pieniędzy, ale raporty pisała z zaangażowaniem i pasją. Za Jasienicę też wyszła na zlecenie bezpieki. Ostatni raport na pisarza napisała po jego pogrzebie. Ale działalności nie przerwała – teraz donosiła na jego przyjaciół. Zaszkodziła wielu osobom. W szufladach Jasienicy odnalazła pamiętnik pisany w ostatnich miesiącach życia. Z premedytacją puściła go w tzw. drugi obieg, dzięki czemu SB mogła mocno penetrować wydawnictwa podziemne. Służba Bezpieczeństwa bardzo ceniła jej usługi. Z jej donosów wyciągała więcej, niż mogli się dowiedzieć oficerowie SB.
Nena żyła w dostatku i niezwykle rozrywkowo. Niedługo po śmierci męża znalazła sobie kochanka. O pisarską spuściznę Pawła Jasienicy też dbała na niby. Córce pisarza obiecała przed śmiercią, że w testamencie zagwarantuje wszystkie prawa autorskie rodzinie męża. Skłamała. Po jej śmierci się okazało, że żadnego testamentu nie ma. Prawa spadkowe nabył jej syn Paweł.
Sprawa spadkowa przez wiele lat toczyła się w sądzie. Ewa Beynar-Czeczott musiała udowadniać, że Nena wyszła za jej ojca w złej wierze. Dopiero dwa lata temu uzyskała korzystny wyrok. To dlatego książek Pawła Jasienicy próżno było szukać w księgarniach. Pisarz nawet po śmierci nie może się zresztą uwolnić od agentki. Wciąż spoczywa z nią w jednej mogile w Alei Zasłużonych na Powązkach.
Trudno zrozumieć, dla kogo i po co Radio TOK FM postanowiło zbudować Nenie Obretenny nową tożsamość sprzeczną z prawdą historyczną. Jedyne racjonalne wytłumaczenie może być takie, że skoro przeciwnikom lustracji nie udało się zamurować esbeckich archiwów ani wmówić opinii publicznej, że funkcjonariusze bezpieki mieli tylko fikcyjnych agentów, to teraz próbują zrobić z agentów targane wyrzutami sumienia ofiary systemu. A żeby było zabawniej, teatr radiowy TOK FM jest reklamowany jako „realizacja misji bez abonamentu”.
[i]Autorka jest dziennikarką. Pracowała m.in. w tygodniku „Newsweek”. Była zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” oraz dyrektorem programów informacyjnych i publicystycznych telewizji Puls[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE