Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Niemen pokazał na Zachodzie, że jest duchowym siłaczem

Czesław Niemen zmarł 17 stycznia 2004 r.
Rzeczpospolita
Pišta rocznica œmierci. Wielkiego muzyka wspomina Józef Skrzek, który grał z nim w czasach kontraktu z amerykańskš wytwórniš płytowš CBS w latach 70.
Kiedy Czesław Niemen zaangażował do współpracy Józefa Skrzeka i przyszłych muzyków SBB, miał już ugruntowanš pozycję twórcy przebojów, ale i rockowego „Bema pamięci rapsodu żałobnego”. – Uważano go za gwiazdę, a pozostał skromnym człowiekiem – mówi Józef Skrzek. – Pochodziłem ze zwykłej górniczej rodziny, ale odziedziczyłem po dziadkach dom, dlatego gdy zaprosił mnie do mieszkania przy Teatrze Wielkim, przeżyłem szok: powinien mieć pałac, a miał kawalerkę, czyli prawie nic. Jednak nie przykładał wagi do spraw materialnych, zarażał wszystkich swojš witalnoœciš. Przed wyjazdem do Niemiec nowa grupa Niemena, a grali w niej również Helmut Nadolski, Jerzy Piotrowski i Antymos Apostolis, wyjechała na próby do Łagowa.
– Wylšdowaliœmy w pięknym zamku joannickim położonym pomiędzy dwoma jeziorami – kontynuuje lider SBB. – Mieliœmy próby w jednym z apartamentów, a w przerwach Czesław chodził na ryby. Wracał z pełnš siatkš, wpuszczał je do wanny i obserwował. A jak już się napatrzył – wypuszczał z powrotem do jeziora. Kiedy wyjechał do Norymbergi z moimi kolegami, a ja nie dostałem paszportu, dał dowód solidarnoœci. Przysłał faks do Pagartu z groŸbš, że jeżeli nie przyjadę na sesję, agencja będzie musiała zapłacić gigantyczne odszkodowanie. Dostałem paszport w godzinę. Na tamten czas przypadła rewolucja w muzyce Niemena. – Nagrań Czesława z tamtych lat się nie puszcza, bo nie sš komercyjne, przerobił przecież „Dziwny jest ten œwiat” nie do poznania w „Strange Is the World”, wydał „Ode to Venus” i „Marionetki” – uważa Skrzek. – Pamiętam znamiennš scenę ze studia w Monachium. Przyjechał włoski producent, liczył na hity w stylu lat 60., jakie nasz lider grał wczeœniej. Kiedy zaczęliœmy grać, widziałem jego zażartš dyskusję z Czesławem. Włoch już więcej nie wrócił, bo nie było szans na przeboje, z wielkš pasjš graliœmy rocka. Rok 1972 to był czas koncertów z Jackiem Bruce’em i The Mahavishnu Orchestra. – Były basista The Cream zachowywał się jak gwiazdor, siedział z panienkami, popijał whisky, do nas raczył powiedzieć „Hello” – wspomina lider SBB. – Co innego Mahavishnu. Z nimi spotkaliœmy się na festiwalu przed olimpiadš w Monachium, przez tydzień siedzieliœmy w jednym hotelu. Ian Hammer gadał do nas po czesku, my do niego po polsku, a John McLaughlin i Czesław rozmawiali jak równy z równym, bo żaden nie był pozerem. Emanowała od nich czystoœć. Ani nie palili, ani nie pili, co wœród muzyków w tamtych czasach było rzadkoœciš. Na „Marionetkach” Niemen œpiewał poezje Norwida, Iwaszkiewicza, Leœmiana. – Wszyscy byliœmy zafascynowani anglosaskim rockiem, a Czesław jako jedyny potrafił dodać do niego coœ własnego, polskiego – mówi Skrzek. – Tomik Norwida miał przy sobie zawsze niczym Pismo Œwięte. Był ciekaw nowoœci w kinie i teatrze. Miał w tym œwiecie przyjaciół, widywałem go z Jerzym Skolimowskim, Alinš Janowskš. Bardzo mi imponował jego spokój. Nie pamiętam, żeby się kiedyœ uniósł, krzyknšł czy podniósł na kogoœ rękę, choć ćwiczył na hantlach i miał imponujšce bicepsy. Był siłaczem duchowym.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL