Finanse

Polscy specjaliści od przejęć

Kazimierz Marcinkiewicz, były premier
Rzeczpospolita, Raf Rafał Guz
Bankierzy inwestycyjni doradzają przy fuzjach i pozyskiwaniu kapitałów. Teraz muszą się mierzyć z kryzysem
O zarobkach bankierów inwestycyjnych krążą legendy. – W Polsce to nie jest takie eldorado – zastrzega Michał Popiołek, dyrektor Departamentu Finansowania Strukturalnego i Mezzanine (finansowanie przejęć) BRE Banku.
Zarobki najlepszych w branży plasują się tuż poniżej wynagrodzeń prezesów banków. Duży udział mają tu premie za sfinalizowanie transakcji. Są liczone w milionach. Kiedy dopytuję: „złotych czy dolarów”, słyszę: „a co za różnica”. – Często jest to wielokrotność rocznego zarobku – przyznaje Marek Dojnow, partner zarządzający firmy doradczo-inwestycyjnej Fidea. Z kolei Jacek Lewandowski, założyciel i prezes DM Ipopema, uważa, że zarobki polskich bankierów inwestycyjnych często nie różnią się od tych w londyńskim Citi. Ostrzega tylko przed zachłystywaniem się liczbami. – To zawód wymagający ogromnej cierpliwości – wyjaśnia. Praca nad transakcją może trwać od pięciu miesięcy do ponad roku. A dopiero jej zakończenie daje premię. Sam pracował ostatnio pół roku nad dealem, który nie doszedł do skutku. Powód? „Zmiany otoczenia rynkowego”. Z jaką firmą? Nie zdradzi.
[srodtytul]Na matematykę[/srodtytul] Jedną z cennych cech bankiera inwestycyjnego jest dyskrecja. – Liczą się też opanowanie wobec ogromnych liczb i umiejętność pracy pod dużą presją – zauważa Marek Dojnow. Nie bez znaczenia jest również umiejętność rozmowy, przełożenia trudnego języka finansowego na prostszy. – Nie jest sztuką przyjść na spotkanie z klientem i rzucić kilka wyrażeń finansowych z angielskiego – zauważa Hubert Huruk, dyrektor Erste Securities Polska. Ważne jest, żeby klient zrozumiał mechanizm transakcji. Wśród polskich bankierów inwestycyjnych przeważają mężczyźni po studiach finansowych, prawniczych czy naukach matematycznych. Znacznie wyżej niż wykształcenie cenione są osobiste predyspozycje i kontakty. Znane nazwisko otwiera mnóstwo drzwi. Dlatego do branży coraz częściej trafiają byli politycy, jak choćby Kazimierz Marcinkiewicz, czy prezesi banków komercyjnych, jak Cezary Stypułkowski. Większość bankierów inwestycyjnych określa się też jako osoby ze smykałką do biznesu, którym bardzo blisko do prowadzenia własnej firmy. – Bankowość inwestycyjna to też nic innego jak pośredniczenie w sprzedawaniu ryzyka, dlatego liczą się cechy dobrego sprzedawcy – zauważa Michał Popiołek. Czym uwodzą klientów? Drogimi winami, gadżetami, kolacjami w ekskluzywnych restauracjach? – Uwodzi się na matematykę, na wyjaśnienie, ile można zarobić, pokazując wcześniej przeprowadzone transakcje – wyjaśnia dyrektor BRE Banku. – Największe wrażenie na klientach robi pokazanie, że się rozumie ich biznes – dodaje Jacek Lewandowski. Jego zdaniem kluczowy z punktu pozyskania transakcji jest pomysł, z którym idzie się do prezesa firmy, żeby przejął taką to a taką spółkę. Pokazanie mu, dlaczego warto to zrobić, i jak można to sfinansować. [srodtytul]Doświadczenia z bessy[/srodtytul] Czy obwinianie bankierów inwestycyjnych za obecny kryzys (rozpoczął się od kłopotów w USA właśnie największych banków inwestycyjnych Morgan Stanley i Lehman Brothers) obniża prestiż tego zawodu? – Nie uważam. Winę ponoszą wszyscy po trochu – ci, co sprzedawali i kupowali, ale również agencje, które wydawały ratingi – mówi bankier z BRE Banku. Zwraca uwagę, że kryzys subprime dotyczył USA, a nie Polski. U nas problemy mogą być tylko z opcjami walutowymi. Co kryzys zmienił w Polsce? – Banki nie chodzą już za klientami, ale odwrotnie. To powoduje, że można wybierać i pracować przy naprawdę ciekawych transakcjach – zapewnia Michał Popiołek. Bankier z Erste Securities zauważa, że praca w bankowości inwestycyjnej będzie wymagać większego doświadczenia, kreatywności, umiejętności znalezienia klientów. – W cenie będą ludzie z doświadczeniem nie tylko z hossy, ale i bessy, którzy pracują w tej branży dłużej niż pięć lat. A przyszłość bankowości inwestycyjnej w Polsce? Zdaniem Lewandowskiego to oczywiste: – Na rynku zostaną tylko te firmy, które będą umiały zamykać transakcje. [ramka][srodtytul]Niektórzy polscy bankierzy inwestycyjni[/srodtytul] [b]CAIB[/b] Paweł Roszczyk, Jacek Radziwilski [b]Credit Suisse[/b] Michał Szwarc, Marek Gul [b]Deutsche Bank [/b] Krzysztof Kalicki [b]Goldman Sachs [/b] Kazimierz Marcinkiewicz [b]ING Bank [/b] Andrzej Olszewski [b]JP Morgan[/b] Cezary Stypułkowski [b]Merrill Lynch [/b] Marek Wężyk [b]Nomura bank[/b] Piotr Chudzik [b]Rothschild Polska[/b] Jacek Chwedoruk Działający jako butiki inwestycyjne Krzysztof Opawski, Marek Dojnow, Igor Chalupec, Paweł Szymański[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL