Gamety ważniejsze od ludzi

aktualizacja: 01.01.2009, 20:29
Wanda Nowicka
Wanda Nowicka
Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Według Gowina zapłodnienie in vitro służy zabijaniu, a nie niesieniu życia. Głównym przedmiotem jego zainteresowania nie jest pomoc parom w rozwiązywaniu problemów medycznych i etycznych, tylko ochrona zarodka – pisze Wanda Nowicka, feministka

[b]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/01/01/wanda-nowicka-gamety-wazniejsze-od-ludzi/]na blogu[/link][/b]
Od kilku miesięcy toczą się w Polsce spory wokół kwestii bioetycznych, zwłaszcza wokół zapłodnienia in vitro. Ich rezultatem jest projekt ustawy firmowanej przez posła PO Jarosława Gowina. Znaczenie tej ustawy trudno przecenić. Rozstrzygnięcie problemów bioetycznych pokaże bowiem, czy Polska zachowa resztki pluralizmu i neutralności światopoglądowej, czy też będzie to milowy krok na drodze do państwa wyznaniowego, w którym tworzenie prawa opiera się na wypowiedziach biskupów i stanowisku Watykanu.
[srodtytul]Konsultacje na niby[/srodtytul]
Projekt Gowina został co prawda poddany krytyce w Klubie PO, ale w pracach klubowych zapewne ulegnie tylko niewielkim korektom. Choć proponowane zmiany legislacyjne mają wprowadzić do polskiego systemu prawnego radykalne ograniczenia, które pozbawią wiele par możliwości posiadania dziecka, nad projektem nie toczy się publiczna dyskusja. Jest on utajniony.
Gowin, z naruszeniem standardów demokratycznych, zasady jawności życia publicznego, a także zaleceń Europejskiej Konwencji Bioetycznej, projekt udostępnił tylko wybranym. Jednocześnie Donald Tusk zapewnia, że prace nad ustawą będą szybkie. Wygląda na to, że Platforma Obywatelska próbuje stłumić dyskusję i szybko "przepchnąć" projekt, by – jak mówi premier – uniknąć wojny religijnej, czyli debaty publicznej.
[wyimek]Platforma, zamiast poważnie zająć się problemami par dotkniętych niepłodnością, przyczynia się do dalszego piętnowania grupy, która rzekomo w niemoralny sposób dąży do posiadania dziecka[/wyimek]
Szef rządu, próbując zachować pozory dialogu społecznego i procesu demokratycznego, powołał latem zespół ds. konwencji bioetycznej. Zupełnie zignorował jednak wyniki pracy części zespołu. Notabene gdyby efekty pracy podzespołu profesorów: Zielińskiej, Szawarskiego, Hołówki, Zaremby i Bartnik, zostały uwzględnione w projekcie ustawy, byłaby szansa na dobrą ustawę.
Zatem i te konsultacje, tak charakterystyczne dla rządów Platformy, były na niby, zgodnie z zasadą: wy sobie pogadajcie, a my i tak zrobimy swoje. Przypominają okrągły stół w służbie zdrowia czy negocjacje ze związkowcami w sprawie pomostówek.
[srodtytul]Niepłodność to choroba[/srodtytul]
O problemach bioetycznych i wspomaganej prokreacji można i należy rozmawiać. Trzeba je uregulować tak, by spełniały najlepsze standardy z poszanowaniem praw i wolności par oraz jednostek. Konieczna jest poważna debata o problemie niepłodności jako chorobie społecznej, współcześnie coraz groźniejszej, i o zobowiązaniach władz wobec obywateli dotkniętych tą chorobą.
Rząd polski w świetle malejącego przyrostu naturalnego, wydłużenia życia oraz nasilającej się niepłodności ma obowiązek prowadzić politykę, która umożliwi parom posiadanie potomstwa. Trzeba wyznaczyć standardy, jakie powinny spełniać kliniki zajmujące się leczeniem niepłodności, by zapewnić leczącym się osobom najwyższą jakość usług i by ochronić je przed szarlatanami.
Tymczasem Platforma Obywatelska, zamiast poważnie zająć się problemami par dotkniętych niepłodnością, przyczynia się do dalszego piętnowania grupy, która rzekomo w niemoralny sposób za wszelką cenę dąży do posiadania dziecka.
[srodtytul]Polki jako królice doświadczalne[/srodtytul]
Ustawa Gowina jest niebezpieczna, niespójna i fatalnie napisana. Gdyby weszła w życie, rząd przyznałby sobie ogromną władzę nad obywatelami, np. poprzez wpływanie na styl życia, decyzje o małżeństwie czy posiadaniu dzieci. Według Gowina zapłodnienie in vitro służy zabijaniu, a nie niesieniu życia. Głównym przedmiotem jego zainteresowania nie jest pomoc parom w rozwiązywaniu problemów medycznych i etycznych, tylko ochrona zarodka. Opierając się na tak karykaturalnych założeniach, stworzył ustawę, której istotą jest zakaz i kontrola, a nie poprawa standardów. Praktycznie każdy artykuł dotyczący wspomaganego rozrodu jest niezgodny z aktualną wiedzą medyczną i normami przyjętymi na świecie.
Efektem ustawy Gowina będzie drastyczne zmniejszenie liczby urodzonych dzieci z zastosowaniem technik wspomaganego rozrodu oraz ogromne wydatki budżetowe wyrzucone w błoto. Bo do tego doprowadzi zakaz zamrażania nadliczbowych zarodków.
Projekt dopuszcza wprawdzie mrożenie komórek jajowych, ale należy pamiętać, że ta metoda pozostaje wciąż w fazie eksperymentalnej. Czy polskie kobiety mają być królicami doświadczalnymi? Warto dodać, że światowe autorytety uważają za niezgodne z obecnym stanem wiedzy wskazywanie pacjentom techniki mrożenia jajeczek jako rzeczywistej alternatywy dla mrożenia zarodków. O małej skuteczności tej metody świadczy też fakt, że dotąd na całym świecie urodziło się ok. 260 dzieci. Zakaz diagnostyki preimplantacyjnej może doprowadzić do wielu tragedii, nie da się wytłumaczyć w sposób racjonalny i świadczy o braku myślenia w kategoriach dobra publicznego.
[srodtytul]Łamanie praw obywateli[/srodtytul]
Embrionocentryzm projektu znalazł odbicie w stworzeniu niezwykle zbiurokratyzowanej machiny kontrolnej, tj. Urzędu ds. Biomedycyny i Centralnego Rejestru Biomedycznego, które będą decydowały o losie każdego polskiego zarodka i gamety. Stworzenie – skądinąd pożądanej – Polskiej Rady Bioetycznej po doświadczeniach zespołu Gowina raczej budzi niepokój niż nadzieje.
Decyzje o implantacji zarodków innej kobiecie czy parze będzie podejmował sąd po sprawdzeniu kwalifikacji osobistych wnioskodawców i prezentowanych postaw rodzicielskich. Sąd przy pomocy kuratora i placówki specjalistycznej (?!) będzie sprawdzał postawę rodzicielską u osób, które nie mają dzieci.
Gowin próbuje przy okazji rozstrzygnąć inne kwestie związane z prawami reprodukcyjnymi, m.in. chce, nie zmieniając ustawy antyaborcyjnej, de facto wprowadzić całkowity zakaz aborcji poprzez ograniczenie dostępności legalnego przerywania ciąży. Do tego bowiem doprowadzi zapis zwalniający lekarzy odmawiających przerwania ciąży ze względu na klauzulę sumienia z obowiązku wskazania kobiecie innej placówki, gdzie mogłaby przerwać ciążę. A także pozbawiając kobiety, którym odmówiono aborcji, możliwości dochodzenia roszczeń z tego tytułu – zamyka więc drogę przed tymi, które chciałyby pójść śladem Alicji Tysiąc czy Barbary Wojnarowskiej. Według tej ustawy kobieta, która zajdzie w ciążę w wyniku gwałtu, będzie musiała rodzić, bo żaden lekarz nie przerwie ciąży i żaden sąd nie obroni jej praw. Jeśli Platforma pójdzie drogą wytyczoną przez Gowina, pozostanie nadzieja, że ustawa – choć z innych powodów – podzieli los ustaw zdrowotnych. Zła ustawa jest gorsza niż żadna. A ta ustawa stanowi zbyt dużą ingerencję w prywatne życie obywateli, by społeczeństwo bez protestów dało sobie odebrać swoje fundamentalne prawa.
[i]Autorka, z wykształcenia filolog klasyczny, jest działaczką feministyczną, przewodniczącą Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE