Kuba: pół wieku tyranii braci Castro

aktualizacja: 31.12.2008, 12:01
Fidel Castro (z lewej) i Raul Castro
Fidel Castro (z lewej) i Raul Castro
Foto: AFP

Omar Lopez Montenegro, szef działającej w Miami Fundacji na rzecz Praw Człowieka na Kubie, nie zamierza świętować 50-lecia rewolucji. – Należy raczej zapłakać nad latami represji i losem ludzi zamkniętych w więzieniach – mówi w rozmowie z Małgorzatą Tryc-Ostrowską

[b]Będzie pan świętował 50-lecie rewolucji? [/b]
[b]Będzie pan świętował 50-lecie rewolucji? [/b]
[b]Omar Lopez Montenegro:[/b] Nie ma czego świętować. Należy raczej zapłakać nad 50 latami represji, przymusowego wygnania i nad losem 300 więźniów politycznych.
[b]Omar Lopez Montenegro:[/b] Nie ma czego świętować. Należy raczej zapłakać nad 50 latami represji, przymusowego wygnania i nad losem 300 więźniów politycznych.
[b]Co oznacza dla pana data 1 stycznia 1959 roku? [/b]
[b]Co oznacza dla pana data 1 stycznia 1959 roku? [/b]
Nastanie totalitarnej dyktatury. Tego dnia nie wyglądało to jeszcze na totalitarną dyktaturę, ale wkrótce potem Fidel Castro ogłosił decyzję o wejściu na drogę komunizmu i rozpoczął się proces eliminowania na Kubie podstawowych swobód, łamanie praw człowieka, systematyczne wysyłanie ludzi do więzień za wyrażanie opinii innych niż te głoszone przez rząd. Dla mnie osobiście 1 stycznia 1959 roku oznaczał zasadnicze zmiany w moim życiu. Miałem niespełna pięć lat, ale wkrótce przekonałem się na własnej skórze, że nie żyję w normalnym kraju.
Nastanie totalitarnej dyktatury. Tego dnia nie wyglądało to jeszcze na totalitarną dyktaturę, ale wkrótce potem Fidel Castro ogłosił decyzję o wejściu na drogę komunizmu i rozpoczął się proces eliminowania na Kubie podstawowych swobód, łamanie praw człowieka, systematyczne wysyłanie ludzi do więzień za wyrażanie opinii innych niż te głoszone przez rząd. Dla mnie osobiście 1 stycznia 1959 roku oznaczał zasadnicze zmiany w moim życiu. Miałem niespełna pięć lat, ale wkrótce przekonałem się na własnej skórze, że nie żyję w normalnym kraju.
[b]Czy losy Kuby mogły się ułożyć inaczej? Czy gdyby Stany Zjednoczone pomogły wtedy Fidelowi Castro, wyspa nie wpadłaby w objęcia Związku Radzieckiego? [/b]
[b]Czy losy Kuby mogły się ułożyć inaczej? Czy gdyby Stany Zjednoczone pomogły wtedy Fidelowi Castro, wyspa nie wpadłaby w objęcia Związku Radzieckiego? [/b]
Mogłoby się to potoczyć inaczej, ale zapewne nie tak, jak myśli wielu ludzi. Jest oczywiste, że bracia Castro od samego początku chcieli dla siebie dożywotniej władzy. A przecież w systemie demokratycznym nikt nie może sprawować władzy dożywotnio, bo musi się poddawać ocenie wyborców. Kuba zmierzała nieuchronnie w stronę systemu dyktatorskiego. Myślę, że jedynym sposobem zmiany biegu historii było wówczas masowe wsparcie przez Kubańczyków organizacji będących w stanie prowadzić walkę bez użycia przemocy, tak jak robiła to „Solidarność” w Polsce. Ale wtedy było to niemożliwe. Mówimy o roku 1959, o latach 60., gdy świat ogarnęła fala przemocy, wszędzie wszystkie problemy rozwiązywano wówczas przy użyciu siły. Nie sądzę, by Stany Zjednoczone chciały pomagać totalitarnemu reżimowi na Kubie, a bracia Castro chcieli totalitarnych rządów. Zresztą, niezależnie od tego, czego pragnąłby Waszyngton, Fidel Castro potrzebował superpotężnego wroga, takiego jak Stany Zjednoczone, by stanąć po stronie komunizmu w czasach zimnej wojny i dożywotnio sprawować władzę.
Mogłoby się to potoczyć inaczej, ale zapewne nie tak, jak myśli wielu ludzi. Jest oczywiste, że bracia Castro od samego początku chcieli dla siebie dożywotniej władzy. A przecież w systemie demokratycznym nikt nie może sprawować władzy dożywotnio, bo musi się poddawać ocenie wyborców. Kuba zmierzała nieuchronnie w stronę systemu dyktatorskiego. Myślę, że jedynym sposobem zmiany biegu historii było wówczas masowe wsparcie przez Kubańczyków organizacji będących w stanie prowadzić walkę bez użycia przemocy, tak jak robiła to „Solidarność” w Polsce. Ale wtedy było to niemożliwe. Mówimy o roku 1959, o latach 60., gdy świat ogarnęła fala przemocy, wszędzie wszystkie problemy rozwiązywano wówczas przy użyciu siły. Nie sądzę, by Stany Zjednoczone chciały pomagać totalitarnemu reżimowi na Kubie, a bracia Castro chcieli totalitarnych rządów. Zresztą, niezależnie od tego, czego pragnąłby Waszyngton, Fidel Castro potrzebował superpotężnego wroga, takiego jak Stany Zjednoczone, by stanąć po stronie komunizmu w czasach zimnej wojny i dożywotnio sprawować władzę.
[b]Sytuacja gospodarcza Kuby jest dziś najgorsza od rozpadu Związku Radzieckiego. Przyznał to publicznie kilka dni temu Raul Castro. Ogłosił stopniowe odchodzenie od bezpłatnych usług i od subwencji. Jak przyjmie to społeczeństwo przywiązane do tak zwanych zdobyczy rewolucji? [/b]
[b]Sytuacja gospodarcza Kuby jest dziś najgorsza od rozpadu Związku Radzieckiego. Przyznał to publicznie kilka dni temu Raul Castro. Ogłosił stopniowe odchodzenie od bezpłatnych usług i od subwencji. Jak przyjmie to społeczeństwo przywiązane do tak zwanych zdobyczy rewolucji? [/b]
Społeczeństwo kubańskie od dawna nie korzysta ze zdobyczy społecznych. System opieki zdrowotnej podzielił się na służbę zdrowia dla cudzoziemców i dla Kubańczyków. W aptekach dla Kubańczyków czasem nie ma nawet aspiryny. W ośrodkach zdrowia i w szpitalach cudzoziemcy mają wszystkie potrzebne leki i pełną opiekę, a Kubańczyk musi nieraz czekać cztery, pięć, sześć miesięcy na liście kolejkowej, by móc się poddać operacji. Bardzo zła sytuacja panuje w szkołach. Nie ma co marzyć o wyposażeniu klas w komputery, a dzieci nomenklatury je mają. Myślę, że jedynym sposobem na zmianę tego stanu jest organizowanie się ludzi wokół konkretnych żądań, walka obywatelska bez stosowania przemocy. Klasycznym tego przykładem była kampania „Jeden pieniądz”. Grupa kobiet ze wsi zażądała prawa do płacenia wszędzie i za wszystko krajową walutą, bo – jak pani wie – Kubańczycy zarabiają w pesos kubańskich, ale płacić muszą w pesos wymienialnych. Ta kampania trwa już półtora roku, w tym czasie kobiety złożyły ponad 20 tysięcy podpisów w Zgromadzeniu Narodowym Władzy Ludowej. Przeprowadziły też trzy akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego w restauracjach. Mówiły, że zapłacą za posiłek zwykłymi pesos, a jak nie, to niech je aresztują. W miarę pogarszania się sytuacji ludzie zaczną się włączać do takich przedsięwzięć i stawiać czoło reżimowi. Ostatnio widać dość wyraźną tendencję do takich zachowań.
Społeczeństwo kubańskie od dawna nie korzysta ze zdobyczy społecznych. System opieki zdrowotnej podzielił się na służbę zdrowia dla cudzoziemców i dla Kubańczyków. W aptekach dla Kubańczyków czasem nie ma nawet aspiryny. W ośrodkach zdrowia i w szpitalach cudzoziemcy mają wszystkie potrzebne leki i pełną opiekę, a Kubańczyk musi nieraz czekać cztery, pięć, sześć miesięcy na liście kolejkowej, by móc się poddać operacji. Bardzo zła sytuacja panuje w szkołach. Nie ma co marzyć o wyposażeniu klas w komputery, a dzieci nomenklatury je mają. Myślę, że jedynym sposobem na zmianę tego stanu jest organizowanie się ludzi wokół konkretnych żądań, walka obywatelska bez stosowania przemocy. Klasycznym tego przykładem była kampania „Jeden pieniądz”. Grupa kobiet ze wsi zażądała prawa do płacenia wszędzie i za wszystko krajową walutą, bo – jak pani wie – Kubańczycy zarabiają w pesos kubańskich, ale płacić muszą w pesos wymienialnych. Ta kampania trwa już półtora roku, w tym czasie kobiety złożyły ponad 20 tysięcy podpisów w Zgromadzeniu Narodowym Władzy Ludowej. Przeprowadziły też trzy akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego w restauracjach. Mówiły, że zapłacą za posiłek zwykłymi pesos, a jak nie, to niech je aresztują. W miarę pogarszania się sytuacji ludzie zaczną się włączać do takich przedsięwzięć i stawiać czoło reżimowi. Ostatnio widać dość wyraźną tendencję do takich zachowań.
[b]Jak ocenia pan dziesięć miesięcy rządów Raula Castro? Czy spodziewa się pan jeszcze po nim jakichkolwiek reform? [/b]
[b]Jak ocenia pan dziesięć miesięcy rządów Raula Castro? Czy spodziewa się pan jeszcze po nim jakichkolwiek reform? [/b]
Nie było żadnych reform, a miał aż nadto czasu, by je przeprowadzić. Jedyną rzeczą, jaką zrobił, było pozwolenie Kubańczykom na zakup komputerów i telefonów komórkowych. Pod warunkiem, że zapłacą za nie w walucie innej niż ta, w której zarabiają. Zniósł zakazy, które były – jak sam przyznał – absurdalne. Ale to tak, jakby powiedział: „Teraz możesz tu zamieszkać. Nie masz pieniędzy na mieszkanie? Jaka szkoda!”. Rezultat jest ten sam. Dla Kubańczyków stało się oczywiste, że nic się nie zmieni. Zachowano wszystkie zawarte w kodeksie karnym figury retoryczne pozwalające karać za wyrażanie poglądów czy niezależną działalność handlową. Zachowano ustawę 88 potępiającą praktykowanie wolnego dziennikarstwa. Nadal istnieje tylko jedna legalna partia. 10 grudnia obchodzono 60. rocznicę uchwalenia powszechnej deklaracji praw człowieka – setki Kubańczyków zostało tymczasowo aresztowanych za próbę jej uczczenia. Rząd pozostał tym, czym był: totalitarnym reżimem, który sprawuje władzę, systematycznie łamiąc prawa człowieka.
Nie było żadnych reform, a miał aż nadto czasu, by je przeprowadzić. Jedyną rzeczą, jaką zrobił, było pozwolenie Kubańczykom na zakup komputerów i telefonów komórkowych. Pod warunkiem, że zapłacą za nie w walucie innej niż ta, w której zarabiają. Zniósł zakazy, które były – jak sam przyznał – absurdalne. Ale to tak, jakby powiedział: „Teraz możesz tu zamieszkać. Nie masz pieniędzy na mieszkanie? Jaka szkoda!”. Rezultat jest ten sam. Dla Kubańczyków stało się oczywiste, że nic się nie zmieni. Zachowano wszystkie zawarte w kodeksie karnym figury retoryczne pozwalające karać za wyrażanie poglądów czy niezależną działalność handlową. Zachowano ustawę 88 potępiającą praktykowanie wolnego dziennikarstwa. Nadal istnieje tylko jedna legalna partia. 10 grudnia obchodzono 60. rocznicę uchwalenia powszechnej deklaracji praw człowieka – setki Kubańczyków zostało tymczasowo aresztowanych za próbę jej uczczenia. Rząd pozostał tym, czym był: totalitarnym reżimem, który sprawuje władzę, systematycznie łamiąc prawa człowieka.
[b]Jaką politykę powinien prowadzić wobec Kuby nowy amerykański prezydent? Bracia Castro zgłosili gotowość dialogu z nową administracją. Raul Castro chce wymieniać więźniów politycznych na kubańskich szpiegów. Czy Barack Obama na to pójdzie? [/b]
[b]Jaką politykę powinien prowadzić wobec Kuby nowy amerykański prezydent? Bracia Castro zgłosili gotowość dialogu z nową administracją. Raul Castro chce wymieniać więźniów politycznych na kubańskich szpiegów. Czy Barack Obama na to pójdzie? [/b]
To nie do przyjęcia. Państwo wymienia swych szpiegów na szpiegów innego państwa, których więzi u siebie. Pięciu Kubańczyków aresztowanych w Stanach Zjednoczonych przyznało się, że prowadzili działalność szpiegowską na terenie obcego państwa. Są to Kubańczycy uwięzieni i skazani przez Stany Zjednoczone za szpiegostwo na terytorium tego kraju. Więźniowie polityczni na Kubie są Kubańczykami więzionymi przez własny rząd za to, że próbowali korzystać z wolności słowa albo domagali się poszanowania praw człowieka. Nie może być mowy o wymianie, bo nie są sobie równi. Myślę, że Raul Castro mówi o tym, by postawić warunek niemożliwy do spełnienia, jakoś usprawiedliwić uchylanie się od dialogu. Co powinien zrobić Barack Obama? Ułatwić podróże amerykańskich Kubańczyków na wyspę, kontakty międzyludzkie, pozwolić, by Kubańczycy mieszkający w Stanach Zjednoczonych mogli regularnie wysyłać pieniądze rodzinom, czego zakazała administracja Busha. Takie zmiany są możliwe. Natomiast jakiekolwiek negocjacje z rządem kubańskim powinny zakładać uwolnienie więźniów politycznych, a nie ich wymianę na kogokolwiek, umożliwienie działalności opozycji i przeprowadzenie wolnych wyborów, czyli to, co ma każde normalne, cywilizowane państwo. Myślę, że bracia Castro – właściwie Raul Castro, bo Fidel w tej chwili nie jest w stanie niczego zrobić – próbują stawiać warunki niemożliwe do spełnienia, by usprawiedliwić swą niechęć do nawiązania rozmów.
To nie do przyjęcia. Państwo wymienia swych szpiegów na szpiegów innego państwa, których więzi u siebie. Pięciu Kubańczyków aresztowanych w Stanach Zjednoczonych przyznało się, że prowadzili działalność szpiegowską na terenie obcego państwa. Są to Kubańczycy uwięzieni i skazani przez Stany Zjednoczone za szpiegostwo na terytorium tego kraju. Więźniowie polityczni na Kubie są Kubańczykami więzionymi przez własny rząd za to, że próbowali korzystać z wolności słowa albo domagali się poszanowania praw człowieka. Nie może być mowy o wymianie, bo nie są sobie równi. Myślę, że Raul Castro mówi o tym, by postawić warunek niemożliwy do spełnienia, jakoś usprawiedliwić uchylanie się od dialogu. Co powinien zrobić Barack Obama? Ułatwić podróże amerykańskich Kubańczyków na wyspę, kontakty międzyludzkie, pozwolić, by Kubańczycy mieszkający w Stanach Zjednoczonych mogli regularnie wysyłać pieniądze rodzinom, czego zakazała administracja Busha. Takie zmiany są możliwe. Natomiast jakiekolwiek negocjacje z rządem kubańskim powinny zakładać uwolnienie więźniów politycznych, a nie ich wymianę na kogokolwiek, umożliwienie działalności opozycji i przeprowadzenie wolnych wyborów, czyli to, co ma każde normalne, cywilizowane państwo. Myślę, że bracia Castro – właściwie Raul Castro, bo Fidel w tej chwili nie jest w stanie niczego zrobić – próbują stawiać warunki niemożliwe do spełnienia, by usprawiedliwić swą niechęć do nawiązania rozmów.
[i]rozmawiała Małgorzata Tryc-Ostrowska [/i]
[i]rozmawiała Małgorzata Tryc-Ostrowska [/i]
[ramka][b]Omar Lopez Montenegro[/b] urodził się 25 września 1954 r. w Hawanie. Studiował ekonomię na miejscowym uniwersytecie. Po studiach w Kubańskim Instytucie Książki uzyskał tytuł wydawcy. Działalność w organizacjach broniących praw człowieka rozpoczął w 1988 r. Założył Stowarzyszenie na rzecz Wolnej Sztuki (APAL). W październiku 1988 r. wraz z 15 członkami APAL wziął udział w pierwszej demonstracji opozycji w Hawanie. Jej uczestnicy domagali się wolności słowa. Zostali pobici przez tłum, sześciu manifestantów zatrzymano i skazano na kary od 6 miesięcy do roku więzienia. 28 maja 1992 roku opuścił kraj i odtąd żyje w Miami na Florydzie. Jest dyrektorem ds. praw człowieka w Narodowej Fundacji Kubańsko-Amerykańskiej. Relacjonował sytuację na Kubie m.in. w ONZ, w Kongresie Stanów Zjednoczonych, na uniwersytetach Europy i Ameryki Łacińskiej, m.in. na UW i Uniwersytecie Jagiellońskim. [i]-mt-o[/i][/ramka]
[ramka][b]Omar Lopez Montenegro[/b] urodził się 25 września 1954 r. w Hawanie. Studiował ekonomię na miejscowym uniwersytecie. Po studiach w Kubańskim Instytucie Książki uzyskał tytuł wydawcy. Działalność w organizacjach broniących praw człowieka rozpoczął w 1988 r. Założył Stowarzyszenie na rzecz Wolnej Sztuki (APAL). W październiku 1988 r. wraz z 15 członkami APAL wziął udział w pierwszej demonstracji opozycji w Hawanie. Jej uczestnicy domagali się wolności słowa. Zostali pobici przez tłum, sześciu manifestantów zatrzymano i skazano na kary od 6 miesięcy do roku więzienia. 28 maja 1992 roku opuścił kraj i odtąd żyje w Miami na Florydzie. Jest dyrektorem ds. praw człowieka w Narodowej Fundacji Kubańsko-Amerykańskiej. Relacjonował sytuację na Kubie m.in. w ONZ, w Kongresie Stanów Zjednoczonych, na uniwersytetach Europy i Ameryki Łacińskiej, m.in. na UW i Uniwersytecie Jagiellońskim. [i]-mt-o[/i][/ramka]

POLECAMY

KOMENTARZE