Internetowi naciągacze za dziesięć groszy

aktualizacja: 17.12.2008, 13:46
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Tuż przed świętami w sieci zaroiło się od witryn udających aukcje. Kuszą niezwykle tanimi produktami. Zdaniem ich konkurentów to bardziej hazard niż handel

Do wszystkich posiadaczy kont w portalu Interia dotarły w tym tygodniu zachęcające e-maile „Niesłychanie tanie kupowanie!”, a w nich przykładowe aukcje zakończone w świeżo uruchomionym portalu [link=http://www.Za10groszy.pl]Za10groszy.pl[/link]. I tak ich zwycięzcy zapłacili 30 zł za laptopa wartego 1399 zł czy 18 zł za 40-calowy telewizor LCD firmy Sony o wartości 3799 zł.
W tym samym czasie na największym w Polsce portalu [link=http://www.onet.pl]Onet.pl[/link] pojawiły się reklamy działającego od września na identycznych zasadach portalu Podbij.pl.
Powód zmasowanego ataku tego typu witryn jest prosty – święta. Jak oszacowała niedawno firma D-Link, w tym roku prezenty w sieci kupią 2 miliony Polaków.
Choć zdaniem właścicieli portali jest to świetny pomysł na biznes, według ich konkurentów – to zwykłe naciąganie. – To nie są serwisy aukcyjne. Jedyne, co je łączy z aukcjami, to podbijanie cen – mówi Rafał Agnieszczak, prezes zarządu [link=http://www.swistak.pl]Świstak.pl[/link]. – Ich działanie przypomina bardziej piramidę finansową, gdzie jeden człowiek wygrywa, a płacą głównie ci, którzy wzięli udział w aukcji – dodaje Tomasz Bator, wiceprezes sklepu [link=http://www.agito.pl]Agito.pl[/link].
Jak działają serwisy takie jak [link=http://www.Za10groszy.pl]Za10groszy.pl[/link], [link=http://www.Oligoo.pl]Oligoo.pl[/link] czy Podbij.pl? Aby wziąć udział w licytacji, trzeba wykupić tzw. punkty licytacyjne, których nazwy różnią się w zależności od witryny. Na przykład w Za10groszy.pl jeden taki punkt kosztuje od 10 do 24 groszy. Pozwala na podbicie wartości aukcji o 1 grosz. Tak więc jeśli użytkownik wylicytuje sprzęt wart 5000 zł za 1000 zł, wszyscy licytujący musieli przebić wcześniej cenę 100 tysięcy razy. Jeśli za każdą taką możliwość zapłacili 10 groszy, do właścicieli portalu trafia w sumie 10 000 zł plus wylicytowane 1000 zł. Na sukces zwycięzcy z nawiązką składają się więc wszyscy użytkownicy. Dla sklepu wystarczy, że towar zostanie wylicytowany za jedną dziesiątą jego wartości, by aukcja się zwróciła.
– To nie sprzedaż tylko loteria. Tyle że wartość środków przeznaczonych na nagrody jest dużo mniejsza niż w totolotku. Jeśli banki muszą podawać realne oprocentowanie, to taki serwis powinien podawać realne koszty brania udziału w licytacjach – mówi Tomasz Bator.
– W hazardzie istotny jest element losowy. U nas on nie występuje – ripostuje Marcin Gnarowski, rzecznik [link=http://www.Oligoo.pl]Oligoo.pl[/link].
Na dodatek każdy z użytkowników może ustawić sobie próg, poniżej którego system automatycznie podbija cenę aukcji. – Teoretycznie firma, która prowadzi serwis, ma dużą możliwość manipulacji. Automatyczne licytowanie może ustawić sobie np. ktoś związany ze sklepem i podbijać cenę do momentu, gdy będzie ona dla niego korzystna – mówi Bator.
– Jedynym sposobem na udowodnienie, że nie manipulujemy aukcjami, jest udostępnienie naszego kodu źródłowego. A tego nie możemy zrobić. Trzeba więc nam zaufać na słowo – odpowiada Gnarowski.
Co na to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? – Nie mieliśmy jeszcze skarg na taką działalność. W przyszłym roku robimy kontrolę świadczenia usług sieciowych, możliwe, że uwzględnimy tego typu witryny – mówi Maciej Chmielowski z UOKiK. – Z pewnością jednak przedsiębiorcy oferujący takie usługi muszą w sposób rzetelny informować konsumentów o zasadach, na jakich działają takie aukcje – dodaje.
[i]Masz pytanie wyślij e-mail do autora: [mail=h.salik@rp.pl]h.salik@rp.pl[/mail][/i]
Komentarz dnia

#RZECZoEKONOMII: Problemy energii słonecznej w Polsce

Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE