Świat

Ucieczka z celi śmierci

Joaquin Jose Martinez został w 1997 roku skazany za zabójstwo syna i synowej szeryfa: syn był dilerem narkotyków, a jego żona – striptizerką. W czerwcu 2001 roku okazało się jednak, że przedstawione przed sądem dowody zostały sfabrykowane przez szeryfa
AFP
Kara śmierci to sankcjonowana przez państwo zemsta – uważa Joaquin Jose Martinez. Hiszpan został skazany w Stanach Zjednoczonych na karę śmierci za podwójne zabójstwo, którego nie popełnił. Teraz walczy o jej zniesienie
[b]Rz: W 1997 roku usłyszał pan wyrok śmierci. Jak to zmieniło pana życie?[/b] [b]Joaquin Jose Martinez:[/b] Straciłem wszystkich przyjaciół i wszystko, co posiadałem. Wcześniej prowadziłem typowy amerykański styl życia: własny biznes, dom, samochód, modne ubrania. Byłem uosobieniem amerykańskiego snu. Bawiłem się, korzystałem z życia. Miałem 24 lata i wszystko, czego tylko zapragnąłem. Nie zostało mi nic. [b]Jak większość Amerykanów był pan zwolennikiem kary śmierci?[/b]
Gdy telewizja pokazywała seryjnych zabójców, gwałcicieli czy pedofilów, mówiłem: Zabijcie ich! Niech jak najszybciej zginą! Uważałem trzymanie ich w więzieniach za stratę pieniędzy podatników. [b]Dlaczego pan tak myślał?[/b] Żyłem w Ameryce, gdzie wiara w karę śmierci jest częścią narodowej tożsamości. Miałem dom na plaży, byłem członkiem klubu sportowego, jeździłem drogim samochodem i wierzyłem w karę śmierci. Niekoniecznie w tej kolejności. Są rzeczy, nad którymi człowiek się na co dzień nie zastanawia. Nie chcę krytykować amerykańskiego stylu życia, ale Amerykanie często bezmyślnie akceptują wszystko, co wmawiają im politycy i media. [b]Czym jest kara śmierci dowiedział się pan dopiero w więzieniu?[/b] Nie wiem, jak to jest, gdy jest się winnym morderstwa, ale wiem, jak to jest, gdy jest się niewinnym i siedzi się w celi śmierci. Szukałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego tam trafiłem. Myślałem o tych, którzy przede mną zostali skazani na śmierć, i już nie żyją. Ludziach, na których wyrok został wykonany. Jeden z moich współwięźniów siedział 20 lat w celi śmierci. Twierdził, że jest niewinny. Został stracony. Dzięki testom DNA stwierdzono potem, że mówił prawdę. Ale było za późno. Bałem się, że ze mną będzie podobnie. [b]Co pozwoliło panu przetrwać?[/b] Na początku myślałem, że zwariuję. Nie pozwalali mi opuścić celi. Nikt mnie nie odwiedzał. Trzy posiłki dziennie, trzy prysznice tygodniowo i cztery ściany. Jadłem rozgotowaną papkę plastikową łyżeczką. Uratowali mnie rodzice i setki listów poparcia, które dostawałem z całego świata. Od zwykłych ludzi, polityków i organizacji walczących o prawa człowieka. Nawet Jan Paweł II wysłał mi list. To wiele dla mnie znaczyło, bo jestem katolikiem. To, że papież się za mnie modli, dodało mi otuchy. [b]Proces został wznowiony i w 2001 roku wyszedł pan na wolność. Nie czuł panu żalu do systemu, który pana skazał?[/b] Myślę, że więzienie zrobiło ze mnie lepszego człowieka. Można wyjść stamtąd przepełnionym nienawiścią, żądnym zemsty albo wykorzystać to doświadczenie, by pomóc innym. Wybrałem drugą opcję. [b]Nie wszyscy siedzący w celach śmierci są niewinni. Wielu uważa, że stracenie takich ludzi działa odstraszająco.[/b] Nie ma na to dowodów. Przez trzy lata spędzone w celi śmierci zetknąłem się z ponad 300 mordercami, pedofilami i seryjnymi gwałcicielami. Wszyscy wiedzieli, że na Florydzie istnieje kara śmierci. Żaden się nad tym nie zastanawiał, gdy popełniał zbrodnie. Dla mnie kara śmierci to sankcjonowana przez państwo zemsta. Rodzina ofiary chce, by morderca został stracony. Ten często też ma rodzinę i dzieci. Gdy umiera, jego dzieci dorastają w nienawiści do systemu, który zabrał im ojca. Mszczą się, popełniając kolejne zbrodnie. Powstaje krąg zemsty. To nikomu nie służy. [b]Jaka jest alternatywa?[/b] Ludzie popełniają zbrodnie, bo się im na to pozwala. Większość to recydywiści.Mimo iż wielokrotnie są skazywani za różne zbrodnie, po kilku latach wychodzą na wolność i znów robią to samo. Kary powinny być surowsze, a dożywocie oznaczać dożywocie, bez możliwości warunkowego zwolnienia. Niech pani mi uwierzy: śmierć nie jest żadną karą. Najgorszą karą jest bycie zamkniętym przez lata w celi dwa metry na dwa. Wiem coś o tym, bo to przeżyłem. Bałem się śmierci, ale bardziej się bałem, że zostanę w tej celi na całe życie. [b]Wielu morderców w celach śmierci udziela wywiadów, pisze książki. Nie lepiej ich stracić, niż utrzymywać z kieszeni podatników?[/b] To prawda, że niektórzy zarabiają duże pieniądze na swych zbrodniach. To wina mediów, które opanowały wszystkie dziedziny życia. Amerykanie delektują się szczegółami okrutnych morderstw. Każdy seryjny zabójca jest kimś w rodzaju gwiazdy filmowej. To chore, ale nie może służyć jako argument za karą śmierci. [b]Nie rozumie pan rodziców, którzy chcą, by morderca ich dziecka został stracony?[/b] Kilka lat temu 17-letni motocyklista zabił mi ojca. Gdybym go dopadł, zatłukłbym go na śmierć, tak byłem wściekły. Upłynął jednak jakiś czas i byłem w stanie mu wybaczyć, choć nie było łatwo. Nienawiść to niszczące uczucie. Musimy wybaczać tym, którzy nas skrzywdzili. Zabicie tego chłopaka nie zwróciłoby mi ojca ani nie ukoiło bólu. Oko za oko to nie jest właściwa droga. Dlatego nie przestanę walczyć o zniesienie kary śmierci. [i]Joaquin Jose Martinez gościł w Polsce na zaproszenie Amnesty International[/i] [ramka][srodtytul]3300 ludzi czeka w Ameryce na egzekucje[/srodtytul] Kara śmierci obowiązuje w USA od 1776 roku. W 1972 roku Sąd Najwyższy wprowadził moratorium na jej wykonanie. Uznał, że w większości stanów była ona orzekana zbyt arbitralnie. Skazywano na nią za sodomię, gwałt, porwanie czy rozbój. W styczniu 1977 roku moratorium zostało jednak zniesione. Teraz śmiercią karane są tylko dwa przestępstwa: zabójstwo pierwszego stopnia i zdrada państwa. Pierwszą osobą straconą po przywróceniu kary śmierci był 37-letni Gary Mark Gilmore. Został rozstrzelany za zabójstwo hotelarza w Provo w stanie Utah. Obecnie 38 z 50 stanów stosuje karę śmierci, w tym Teksas, Floryda i Karolina Południowa. W stanach Nowy Jork, Kansas, Dakota Południowa i New Hampshire nie wykonano do dziś, mimo obowiązujących przepisów, ani jednego wyroku. Mimo to Stany Zjednoczone należą do krajów, w których wykonuje się najwięcej egzekucji. Wyprzedzają je tylko Chiny, Iran i Wietnam. Od 1976 roku w USA stracono ponad tysiąc osób, z tego 62 procent w Teksasie. 3,3 tys. więźniów czeka w celach śmierci na egzekucję. 129 osobom udało się w ostatnich 30 latach jej uniknąć. Zostali uniewinnieni, zanim wyrok został wykonany. Większość osób przebywających w celach śmierci to mordercy skazani w latach 80., gdy nie stosowano jeszcze badań DNA. Według danych Amerykańskiego Centrum Informacji o Karze Śmierci od 1982 roku w USA nikt, kto w sensie prawa jest niewinny, nie został stracony. Najczęściej stosowaną metodą egzekucji jest zastrzyk z trucizną. Tylko w stanie Nebraska wciąż obowiązuje krzesło elektryczne, a w Delaware skazany może wybierać między zastrzykiem a powieszeniem. Amerykanie są przywiązani do kary śmierci. Według sondażu Instytutu Badań Opinii Publicznej Gallupa opublikowanego w grudniu 2007 roku popiera ją 69 procent obywateli. – To jest ostateczna kara za ostateczną zbrodnię i jedyna gwarancja, że skazany już nigdy nikogo nie skrzywdzi – tłumaczy w rozmowie z „Rz” Rusty Hubbarth, członek teksańskiej organizacji Justice for All. Według niego dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia na ogół nie oznacza, że skazany nie wyjdzie na wolność. – Może uzyskać złagodzenie kary lub zostać zwolniony z powodów zdrowotnych – podkreśla Hubbarth. Kara śmierci to jego zdaniem jedyna sprawiedliwa kara. – Życie za życie. Częścią sprawiedliwości jest zemsta, a ona jest naturalnym prawem człowieka – podkreśla. [i]—Aleksandra Rybińska[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL