Historia

Do grobu cadyka w Leżajsku

Zdjęcia z obchodów 221. rocznicy śmierci Elimelecha w Leżajsku, marzec 2007 roku
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Przemierzają tysiące kilometrów, by oddać cześć cadykowi i prosić go o wstawiennictwo u Najwyższego. Do Leżajska na Podkarpaciu pielgrzymują chasydzi z całego świata, bo dzięki Elimelechowi, to dziś jeden z największych ośrodków chasydyzmu.
Przed każdą rocznicą śmierci cadyka Elimelecha na rzeszowskim lotnisku w Jasionce pełna mobilizacja służb, bo takie oblężenie lotnisko przeżywa tylko raz w roku. Co chwilę lądują wyczarterowane boeingi z Nowego Jorku, Tel Awiwu, Londynu, Brukseli, Paryża. I tak przez kilka dni. Niektórzy przylatują do Krakowa, Warszawy, bo lotnisko w Jasionce nie jest w stanie naraz przyjąć tylu samolotów. Następnie wynajętymi autobusami i taksówkami wprost udają się do Leżajska. – Wożę chasydów już wiele lat. To trudni klienci i potrafią się targować – opowiada rzeszowski taksówkarz. – Ci z Londynu czy Brukseli to jeszcze płacą według stawki, ale z Izraela potrafią nawet o połowę zbić cenę. Modlą się w taksówce i targują. Większość chasydów nie należy do najbogatszej kasty żydowskiej. Kosztowną podróż finansuje im gmina lub sponsorzy. Jest to dla nich podróż życia. Najwięcej przyjeżdża starszych chasydów, biegle władających językiem polskim. Radują się, że odwiedzili kraj, który kiedyś był ich ojczyzną. [srodtytul]Modlitwa i tańce[/srodtytul]
Nareszcie są w upragnionym miejscu. Tłum ortodoksyjnych wiernych w czarnych chałatach, w kapeluszach lub wysokich futrzanych czapach, z charakterystycznymi pejsami przyciska się do odbudowanej mykwy, by obmyć się przed wejściem na cmentarz. Ci, co nie zdążą, mogą to zrobić za cmentarną bramą. Młodzi chłopcy z Leżajska zwietrzyli interes. [wyimek]Wierzą, że wszystkie ich prośby zostaną spełnione. Przyjeżdżają prosić cadyka o zdrowie, posag, powodzenie w interesach, płodność. – Za dwa miesiące biorę ślub. Przyjechałem się tu modlić, by żona była dobra oraz byśmy mieli dużo zdrowych dzieci – mówi młody chasyd z Brooklynu [/wyimek] Ustawili kilka plastikowych wiader z wodą, by chasydzi za opłatą mogli obmyć przynajmniej dłonie. Z mykwy szybkim krokiem, w skupieniu z pochylonymi głowami i targanymi wiatrem pejsami podążają ulicą w dół, a następnie wspinają się do góry w kierunku białego ohelu, kaplicy, w której jest grób cadyka Elimelecha. Mężczyźni idą na prawo, a kobiety na lewo. Ohel w Leżajsku to od lat najchętniej odwiedzany grób cadyka w Polsce i Europie. W ciągu roku odwiedza go ponad 10 tysięcy ortodoksyjnych chasydów z całego świata. Najwięcej w marcu, w rocznicę śmierci Elimelecha Wienbluana. W niewielkim budynku robi się coraz ciaśniej. Jeden przy drugim, głowa przy głowie, pochylając się, zanoszą modły. Wierzą, że wszystkie ich prośby zostaną spełnione. Przyjeżdżają prosić cadyka o zdrowie, posag, powodzenie w interesach, płodność. – Za dwa miesiące biorę ślub. Przyjechałem się tu modlić, by żona była dobra oraz byśmy mieli dużo zdrowych dzieci – mówi młody chasyd z Brooklynu. W osobnej sali modlą się kobiety, starsze odziane w kwieciste chusty. Przez cały czas pobytu chasydki usuwają się w cień, starają się nie wchodzić do pomieszczeń przeznaczonych dla mężczyzn. Po modlitwie jest koszerna stołówka, gdzie ucztują przy zupach, rybach, zapiekankach z cynamonem (kuglach) czy makowcach. Na koniec piją koszerną wódkę, wznosząc toast „lechaim! – pijmy za pomyślność”, i tańczą, śpiewając radosne pieśni. [srodtytul]Chasydzkie miasteczko w szkole[/srodtytul] Kiedyś wszystkie produkty przywożono z Izraela. Teraz większość kupują na miejscu, ale wcześniej są dokładnie sprawdzane. Od kilku lat tysiące chlebów i bułek na chasydzkie stoły dostarcza leżajski piekarz Michał Garbacz. – Mąka jest badana w Izraelu – zaznacza. Z Izraela dostaje też dodatki: sok z winogron, spulchniacze, żelatynę oraz specjalny zakwas. Przy wypieku obecny jest rabin, a na bułki posypane wiórkami kokosowymi nakleja karteczki ze znakiem koszerności. [wyimek]Miasto chce zatrzymać pielgrzymów na dłużej, by Leżajsk nie kojarzył się żydowskim pielgrzymom tylko z cmentarzem i białymi namiotami. Ma temu służyć centrum kultury żydowskiej. Są plany, ale realizacja inwestycji się przeciąga[/wyimek] Pobliska szkoła podstawowa w Leżajsku w tych dniach zamienia się w małe chasydzkie miasteczko. W potężnych namiotach ogrzewanych piecykami olejowymi mieszczą się sypialnie i restauracja. Białe namioty kontrastują z czarnymi ubiorami chasydów. Wynajmują też pomieszczenia szkolne. Nauczyciele mówią, że to doskonale zorganizowani pielgrzymi. Zgłaszają się kilka miesięcy wcześniej, by dokładnie obejrzeć budynek, warunki pobytu i ustalić cenę. Szkoła zarabia na tym kilka tysięcy złotych, dzięki czemu ma nowoczesną pracownię komputerową, wyremontowane sale lekcyjne. Część śpi w malutkich pokoikach hotelu Fundacji Rodziny Nissenbaumów. [srodtytul]Nauka tolerancji[/srodtytul] Liczący 611 lat Leżajsk, któremu prawa miejskie nadał król Władysław Jagiełło, był kiedyś wielonarodowym miastem. Tuż przed wybuchem wojny żyło tam ponad 3,5 tysiąca Polaków, 1,6 tysiąca Żydów oraz 400 Ukraińców. Zniszczony i zdewastowany cmentarz żydowski odrestaurowano pod koniec lat 80. dzięki Fundacji Rodziny Nissenbaumów. Nie zachowała się jednak spalona przez hitlerowców synagoga. Od 1990 roku w Leżajsku jest mykwa, czyli rytualna łaźnia żydowska. Urządzono ją w miejscu dawnej łaźni miejskiej. Sigmund Nissenbaum wykupił obiekt i urządzono tam hotel, synagogę, koszerną stołówkę, a także dom gościnny. Chasyd spod Londynu opowiada, że pierwszy raz był w Leżajsku ponad 20 lat temu. Koszerne jedzenie przywozili ze sobą, a pilnowały ich kordony milicjantów. – Ale nie było problemów, bo za pieniądze można wszystko załatwić – wspomina. – Dla miasta to przede wszystkim promocja, bo finansowe korzyści są niewielkie – zaznacza sekretarz miasta Eugeniusz Mazur. Jeszcze kilkanaście lat temu widok ludzi w czarnych długich płaszczach z pejsami wzbudzał wielką sensację. – Teraz mieszkańcy już przywykli do tego. Bardziej interesuje to fotoreporterów, którzy tłumnie zjeżdżają na czas pielgrzymki – zaznacza sekretarz. Miasto chce zatrzymać pielgrzymów na dłużej, by Leżajsk nie kojarzył się żydowskim pielgrzymom tylko z cmentarzem i białymi namiotami. Ma temu służyć centrum kultury żydowskiej. Są plany, ale realizacja inwestycji się przeciąga. [srodtytul]Poznają żydowską kulturę[/srodtytul] Powojenne pokolenie Polaków niewiele wie o życiu Żydów i ich kulturze. Obcowanie z inną kulturą wzmaga tolerancję dla innej tradycji, zwyczajów, religii. – Nie spotkałam się z jakimikolwiek przejawami antysemityzmu – mówi Anna Ordyczyńska. – Przez ćwierć wieku, mieszkając w Leżajsku, nie miałam pojęcia o roli społeczności żydowskiej w moim rodzinnym mieście. Dopiero z czasem zaczęłam się interesować przyjeżdżającymi z całego świata grupami chasydów. Zaczęłam zgłębiać wiedzę o Żydach – opowiada. Dziś w Leżajsku trudno byłoby spotkać osobę lepiej znającą kulturę żydowską. Chłonie ją przede wszystkim młodzież.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL