Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Media

Andrzej Tadeusz Kijowski: Trzecie odzyskanie mediów

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek
Nowa arystokracja dšży do tego, by kontrola medialna i władza realna podlegały procesowi dziedziczenia. Posłów, dziennikarzy, prezydentów wykonujšcych swoje „mandaty” w drugim pokoleniu coraz liczniejsze można podawać przykłady – pisze publicysta
Telewizja nasza!” – zakrzyknęła 25 wrzeœnia 1989 roku „Gazeta Wyborcza”, informujšc, że Tadeusz Mazowiecki mianował Andrzeja Drawicza prezesem Radiokomitetu. Ale słowo „nasza” rozumiane przez ówczesnych czytelników „Gazety” uogólniajšco – jako: „polska”, „społeczna”, może nawet „antykomunistyczna” – dla establishmentu opozycji skupionego wokół ówczesnego organu „»Solidarnoœci” („Nie ma wolnoœci bez Solidarnoœci«”) – miało o wiele bardziej konkretny, polityczny, a z czasem także handlowy wymiar. [srodtytul]Godzi w każdego[/srodtytul] Obecnie po raz trzeci w ostatnim dwudziestoleciu obserwować możemy próbę przeforsowania zmian, które „ich” media majš uczynić „naszymi”. I po raz trzeci łšczy się to ze zdobyciem władzy przez tzw. naszych.
Pierwszym było „odzyskanie” mediów w latach 1989 – 1992. Zniesienie cenzury, reglamentacji papieru i monopolu dystrybucji RSW Prasa. Drugim nieudana próba ataku na ich niezależnoœć przez reformatorów ustawy medialnej skupionych wokół rzšdu Millera. To wszystko, co – jakkolwiek zdecydujš sšdy – historycy po wsze czasy kojarzyć już będš z grupš trzymajšcš władzę i aferš Rywina. Po raz trzeci odzyskać media, a w szczególnoœci radio i telewizję publicznš, stara się obecny rzšd. Ale nie tylko. Propozycja zniesienia art. 212 k.k. w częœci dotyczšcej oszczerstw prasowych wyszła wszak z przeciwnej strony. A przecież, jeœli się chce wolnoœci, trzeba przyjšć i odpowiedzialnoœć. Dlatego w momencie zniesienia cenzury po roku 1989 znaczenia nabrały prawo prasowe i kodeks karny z art. 212 przewidujšcym kary dla tych, którzy wolnoœci słowa nadużywajš. Art. 212. głosi: „§ 1. Kto pomawia innš osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawnš lub jednostkę organizacyjnš niemajšcš osobowoœci prawnej o takie postępowanie lub właœciwoœci, które mogš poniżyć jš w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalnoœci, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolnoœci do roku. § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu okreœlonego w § 1 za pomocš œrodków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolnoœci albo pozbawienia wolnoœci do lat dwóch”. Niektórzy powiadajš, że ten paragraf ogranicza wolnoœć prasy, że godzi w dziennikarzy. Azaliż!? Ten artykuł godzi w każdego, kto bezpodstawnie, ale z wykorzystaniem mediów, oskarży drugiego: zwoła konferencję prasowš, wygłosi oszczerstwa, opublikuje je w Internecie, sprawi, że żšdne sensacji gazety powtórzš lekkomyœlne słowa. Tš osobš może być przełożony, burmistrz, premier, zawistny kolega. I nie dziennikarz będzie odpowiadał za zrelacjonowanie zdarzeń, lecz ten, kto fakt prasowy stworzył! [srodtytul]Przeszkadza politykom[/srodtytul] Niebywałe, z jakim spokojem projektodawcy poselskiego przedłożenia z 4 lipca 2008 r. stwierdzajš: „powstanie negatywnego wyobrażenia w œwiadomoœci osób trzecich oraz poczucia moralnej krzywdy osoby, której dobro naruszono, jest zjawiskiem w zasadzie nieodwracalnym. Całkowite usunięcie skutku upowszechnienia za pomocš œrodków masowego przekazu informacji nieprawdziwej zdaje się obecnie niemożliwe. Czynnikiem łagodzšcym te dotkliwe dla poszkodowanego konsekwencje jest jedynie bezpoœredni i bliski zwišzek czasowy pomiędzy opublikowaniem materiału prasowego i sšdowym rozstrzygnięciem w postępowaniu o ochronę dóbr osobistych”. Nic podobnego! Co mi z tego, że będę mógł wymóc szybkš reakcję, jeœli za fałszywym oskarżeniem wypowiedzianym przez kogoœ publicznie pójdzie równie kłamliwe doniesienie, np. do prokuratora o wyimaginowanych nadużyciach. Prasa będzie kryta. Minie rok albo półtora roku, zanim prawomocnie oczyszczony będzie mógł… po raz kolejny złšczyć swoje nazwisko z oskarżeniami w prasie i przechowujšcym jej informacje Internecie. [wyimek]Chęć zniesienia art. 212 k.k. dowodzi wspólnego przekonania rzšdzšcej kasty, że media sš przez niš już na tyle kontrolowane, iż ich wyroki mogš się stać w praktyce niepodważalne[/wyimek] O nie! W atmosferze ogólnonarodowej nagonki zwykłym obywatelom pozostaje jako obrona jedynie surowe ukaranie i napiętnowanie oszczercy. Fakt, że art. 212 sytuuje obmowę jako przestępstwo œcigane z kodeksu karnego. Trudno się więc nie zgodzić, że zdecydowanie negatywnym stanowiskiem rzšdowym przedstawionym miesišc temu, 5 listopada 2008: „projektowana depenalizacja zniesławienia i zniewagi mogłaby doprowadzić do eskalacji zachowań niepożšdanych z punktu widzenia obowišzujšcego porzšdku prawnego”. Słuszne to stwierdzenie. Nie należy jednak przed pierwszym czytaniem tego dokumentu w Sejmie zapominać, iż stanowisko rzšdowe w równej mierze krytykuje wszystkie elementy przedłożenia opozycji nt. „Zmian prawa prasowego oraz niektórych innych ustaw”. Ma więc charakter polityczny i może się stać ofiarš politycznych przetargów. Czytajšc zaœ prasę, trudno było nie spostrzec, że projekt przeniesienia oszczerstw w sferę ochrony jedynie cywilnoprawnej podobał się prawie wszystkim politykom. Art. 212 k.k. przeszkadza bowiem politykom. I to politykom wszelkich maœci. Obrzucajšc błotem siebie nawzajem, politycy – wszyscy politycy – coraz częœciej krzywdzš przy okazji otoczenie. A to otoczenie: księgowi, lekarze, urzędnicy – nie weŸmie udziału w telewizyjnych połajankach, po których nic już do końca nie wiadomo. Otoczenie może co najwyżej pójœć do sšdu. Rzecz jasna niezawisłego. Za złe słowa zażšda surowych wyroków. [srodtytul]Pitera zmiesza Ziobrę[/srodtytul] Gdzie drwa ršbiš, tam wióry lecš. Członkowie elity piętnujš się wzajemnie, palš na stosie, urzšdzajš inkwizycyjne sšdy. Ofiary z tego grona sš jednak obecnie raczej wirtualne. Cezar zabijał, Borgia truła, skazywano na banicję, za restauracji pojedynkowano się namiętnie. Dziœ co najwyżej jakaœ Pitera zmiesza z błotem pewnego Ziobrę, a każdy z Kurskich innego premiera spostponuje. Ponieważ pojęcie honoru dawno przestało w polityce obowišzywać, trup œciele się dziœ gęsto. Jednak powaleni powstajš, zmieniajš plac i rodzaj broni, lecz pozostajš idolami areny. Niczym w grze komputerowej ludzie mediów (zarówno dziennikarze, jak i politycy) majš kilka istnień. Dla elit sš zresztš inne prawa. Tu zadbano o szybkie wyroki wydawane w 24-godzinnym trybie wyborczym. Ktoœ kogoœ naobraża, potem przeprosi, za rok i tak już nikt tego nie będzie pamiętał. Człowiek mediów sobie poradzi – ktoœ napisze, że ukradł: To on mu odpisze, może nawet opublikuje odpowiedŸ w Internecie: zajrzycie w Google,u, przeczytacie trochę złego, ale i wiele dobrego na temat osoby publicznej. Inaczej zwykli ludzie. Dla nich artykuł prasowy oparty na poszlakach czy zwyczajnym kłamstwie, jakiœ odprysk znalezienia się w orbicie politycznego kacyka może się okazać końcem życia zawodowego. Można do œmierci nie oczyœcić się z tego, co jakiœ podlec nagada. Jaki bowiem normalny obywatel ma czas i œrodki, by wodzić się po cywilnych sšdach latami, gdy ktoœ nakłamie, a prasa to powtórzy? Jakie szanse na obronę ma uczciwy człowiek, któremu jeden szkalujšcy go artykuł prasowy może – przechowywany dziœ w Internecie latami – przekreœlić karierę? [srodtytul]Nowa klasa społeczna[/srodtytul] Ale czy komukolwiek jeszcze o tego przeciętnego obywatela chodzi? Wszyscy już wiedzš, że prawie nikomu! Ludziom współczesnej polityki nie chodzi ani o obywateli, ani nawet o naród. Chodzi im wyłšcznie o nich samych. A œciœlej – jakby powiedział marksista – o ich interes klasowy. W blasku jupiterów politycy i dziennikarze tworzš dziœ wspólnie nowš media-politycznš klasę społecznš. Nie ma premiera, który nie redagowałby kiedyœ pisma. Każdy naczelny redaktor czuje, że nosi prezydenckš buławę w plecaku. Nowa arystokracja dšży do tego, by kontrola medialna i władza realna znalazły się w rękach tych samych elit i podlegały procesowi dziedziczenia. Posłów, dziennikarzy, prezydentów wykonujšcych swoje „mandaty” w drugim pokoleniu coraz liczniejsze (nie tylko zresztš w Polsce) można podawać przykłady. Ta nowa klasa społeczna – wiele na to wskazuje – pragnie się teraz uwłaszczyć na tym, co pozostało z mediów publicznych. Histeria, jaka zapanowała w mediach, gdy Irlandczycy odrzucili traktat unijny, pokazała, że współczeœni dziennikarze i politycy kwestionujš istotę demokracji. Odmawiajš szeregowym obywatelom Europy: Francuzom, Holendrom, ostatnio Irlandczykom (pewnie i Polakom, gdyby nas o to w plebiscycie zapytać!), tym samym obywatelom, którzy w drodze referendum zaakceptowali poszerzenie wspólnoty – prawa zatrzymania elit w ich niepohamowanym marszu po władzę. Adam Michnik w komentarzu „Gazety Wyborczej” z 14 czerwca 2008 niechybnie wskazał winnego. Irlandzkie elity media-polityczne otrzymały odeń czerwonš kartkę, bo nie umiały zmanipulować swego społeczeństwa. [srodtytul]Logika terroru[/srodtytul] Chęć zniesienia czy osłabienia mocy art. 212 k.k. dowodzi wspólnego przekonania tworzšcej się kasty, że media sš przez niš już na tyle kontrolowane, iż ich wyroki mogš się stać w praktyce niepodważalne. To dowód przeœwiadczenia, że w istocie gazeta ani telewizja nie wyda dziœ wyroku prasowego bez płynšcego od władzy lub ze strony opozycji – zawsze jednak politycznie zaakceptowanego – przyzwolenia. Media politycy zdajš się tkwić w przekonaniu, że sojusz drugiej (wykonawczej) i czwartej (medialnej) władzy daje im nieograniczonš moc ferowania wyroków. W tej sytuacji trzecia (sšdownicza) władza zdaje się w praktyce bezradna. Jaki bowiem wyrok wydany po latach procesu zdoła zmienić kapturowo ukształtowany osšd medialny!? Bezradny sšd jest zbędny. Skoro więc wyrok sšdu nie zmieni opinii nagłoœnionej przez media, nie ma sensu – według naszych władców – truć im życia i kwestionować raz upowszechnionych opinii. Jest w tym logika. Ale to już logika terroru. Logika, która prędzej czy póŸniej doprowadzić musi do całkowitego zwštpienia obywateli w pseudodemokratyczny mechanizm. Do kolejnej „naszej” rewolucji. Buntu przeciwko waszej telewizji, waszej demokracji, waszej władzy i waszym wyrokom, które przyjdzie zmienić w wyniku przejęcia władzy, uzyskania kontroli nad mediami, które – jak to one – za winnych uznajš przegranych, rację przyznawszy zwycięzcom. [i]Autor jest publicystš i menedżerem kultury. W latach 1992 – 1995 współtworzył Nowš Telewizję Warszawa w prywatnej sieci Polonia 1. W latach 2001 – 2002 był dyrektorem Centrum Monitoringu Wolnoœci Prasy przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL