Spór o in vitro

Metoda in vitro jest niemoralna

Rzeczpospolita
Jest wiele zastrzeżeń: wyrwanie poczęcia z naturalnego środowiska, tworzenie embrionów zapasowych, pytanie o to, kto jest twórcą i dawcą życia - mówi ks. Franciszek Longchamps de Berier, prawnik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego.
[b]Rz: Był ksiądz członkiem zespołu do spraw bioetycznych przy premierze i w sprawie zapłodnienia in vitro reprezentował stanowisko episkopatu...[/b]
Ks. Franciszek Longchamps de Berier: Nie występowałem w imieniu episkopatu, ale rzeczywiście reprezentowałem stanowisko zgodne z nauczaniem Kościoła, czyli przeciwne metodzie in vitro. Powodem mojego sprzeciwu nie są zastrzeżenia religijne, tylko moralne. Ta metoda jest po prostu niemoralna. [b]Dlaczego?[/b]
Jest wiele zastrzeżeń: wyrwanie poczęcia z naturalnego środowiska, tworzenie embrionów zapasowych, pytanie o to, kto jest twórcą i dawcą życia. I rzecz podstawowa: ta metoda nie jest leczeniem niepłodności, tylko technicznym tworzeniem człowieka. Są dwie podstawowe wartości: dobro dziecka i godność człowieka. Na przykład co ma zrobić kobieta, która w piątym miesiącu ciąży – w wyniku zapłodnienia in vitro – dowiaduje się, że ma jeszcze sześć innych zarodków. Pyta zatem: czy teraz mam donosić sześcioro moich dzieci? Jeżeli etykę zaczniemy dostosowywać do człowieka, to stracimy punkt orientacyjny. [b]Jeżeli niemoralna jest już sama metoda, to jak ocenia ksiądz jej refundację?[/b] Budzi ona poważne wątpliwości, gdyż państwo daje pieniądze na niemoralną procedurę, choć nie ma ich np. na szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy. Ale decyzja o refundacji zapłodnienia in vitro i szczepionek jest kwestią polityczną. Niektórzy twierdzą, że Kościół chce wpływać na prawo. Czy w państwie pluralistycznym Kościół może wpływać na kształt stanowionego prawa? Kościół nie chce wpływać na prawo, tylko stara się zachęcić ludzi, by myśleli o dobru dziecka i godności człowieka. Kościół to i duchowieństwo, i świeccy. Nad tą ustawą w Sejmie też będą pracowali świeccy – katolicy i niekatolicy. [b]A jeżeli politycy deklarują się jako katolicy i uchwalają niemoralne z punktu widzenia nauki Kościoła prawo, to co wtedy? Stawiają się poza Kościołem? [/b] To zależy, w jakim zakresie stanowią to prawo i przed jakimi stoją wyborami. Przede wszystkim musi określić swoje poglądy i opowiedzieć się za rozwiązaniem, które jest im bliższe. Trzeba uwzględniać isteniejące możliwości. Jeżeli premier szuka pól kompromisu, to sam nie stawia się poza Kościołem. Jako prawnik wiem jednak, że prawo ma także funkcje edukacyjne i jeśli dopuszcza się jakieś rozwiązanie, to powstaje wrażenie, że jest ono moralne. [b]A jeżeli takie prawo stanowi właśnie polityk katolik? [/b] Ależ nie żyjemy w monarchii absolutnej! Nikt nie chce niczego przemycić. Można tylko w czasie dyskusji wypracowywać pola możliwego kompromisu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL