Wielki głód: polskie ofiary

aktualizacja: 22.11.2008, 02:44
Martwi byli wszędzie: na drogach, na podwórzach. Zbierali ich i wywozi...
Martwi byli wszędzie: na drogach, na podwórzach. Zbierali ich i wywozili za wieś – wspomina Stanisława Kajgorodowa
Foto: Forum

Na Ukrainie cierpieli i umierali także Polacy, traktowani przez bolszewickie władze tak samo jak Ukraińcy.

– Pamiętamy o wielkim głodzie, bo o tym zapomnieć nie można. Przecież dotknął nasze najbliższe rodziny: dziadków, babcie – mówi „Rz” Larysa Wermińska, szefowa polskiego pisma „Mozaika Berdyczowska”.
– Opowiadali nam o nim nasi ojcowie, nasze matki. To było straszne. Wiem o Polakach, którzy wówczas umarli – dodaje Stanisław Kostecki, prezes Związku Polaków na Ukrainie.
Według danych ze źródeł radzieckich w wyniku wielkiego głodu z lat 1932 – 1933 na Ukrainie zmarło 21 tys. Polaków. Trudno powiedzieć, jaka była rzeczywista liczba ofiar. Są badacze, którzy podają na przykład 60 tys. (z około pół miliona). W każdym razie było to proporcjonalnie mniej niż Ukraińców.
– Polacy mieszkali głównie na ówczesnym zachodzie kraju, czyli na dzisiejszej Ukrainie centralnej – Wołyniu żytomierskim, Podolu. Tam na szczęście ratowały ich lasy, gdzie szukali jagód, oraz rzeki, w których można było łowić ryby. W skali całej Ukrainy najbardziej ucierpiała bezleśna strefa stepowa, czyli okolice Chersonia, Mikołajowa, Zaporoża i Dniepropietrowska, a tam polskich wsi było niewiele – mówi prof. Henryk Stroński z Uniwersytetu Tarnopolskiego.
Opowieści pamiętających tamte czasy Polaków po prostu przerażają. – W miastach było trochę lepiej. Moja babcia Stanisława Orłowska opowiadała mi, jak głodni i wychudzeni mieszkańcy okolicznych wsi usiłowali znaleźć coś do jedzenia w Berdyczowie. A nasza cukrownia wyrzucała odpady, melasę. Zdesperowani jedli tę melasę i umierali – mówi Larysa Wermińska.
„Mozaika Berdyczowska” opublikowała niedawno wstrząsające wspomnienia z czasów wielkiego głodu.
Stanisława Kajgorodowa: Mieszkaliśmy we wsi Pogoriła w obwodzie winnickim, zamieszkanej głównie przez Polaków. Głód był okropny. Pierwszy zmarł dziadek. My, dzieci, byłyśmy spuchnięte od niedożywienia. Bracia poumierali, ja przetrwałam cudem. Czego ja nie jadłam: i żaby, i psy, i koty, i ptaki, osty, burzany. Martwi byli wszędzie: na drogach, na podwórzach. Zmarłych zbierali i wywozili za wieś. Tam do głębokiego dołu wrzucano trupy. Bez trumien, bez obrządków...
Walentyna Ostrożyńska: Mieszkałam w Skraglówce koło Berdyczowa. Mieszkało tam kilka polskich rodzin. Bywało, że trupów nie było komu grzebać i mogły leżeć po kilka tygodni, a obok nich leżeli jeszcze żywi, ale osłabieni przez głód, członkowie rodziny. Czasami nawet jedli ludzi. Pamiętam, jak w naszej wsi był jarmark rolniczy. Sprzedawano tam galaretę z mięsa. Mama kupiła talerzyk. Znalazłam w nim paznokieć...
Takich opowieści, jak te opisane w „Mozaice”, wciąż można usłyszeć wiele. I od Polaków, którzy mieszkali we wsiach polskich i mieszanych, i od mieszkańców miast, którzy ze wsią mieli kontakty. Jak ta opisywana 12 lat temu w „Rz”, a opowiedziana przez Jadwigę Konoplanę z Kijowa: – Wyjechałam na praktyki do wsi Bezpieczne niedaleko Białej Cerkwi. Nie było nic do jedzenia. Dzieci w szkole po prostu umierały z głodu. Dziecko mówiło: chcę wyjść. Wychodziło, siadało za progiem i umierało. Dziesięć minut później zabierali ciało. Wymarła cała wieś.
Dziś ukraińscy Polacy podkreślają: wielki głód to wspólna tragedia wszystkich, którzy na Ukrainie mieszkają. – Śmierć nie wybierała, nie kierowała się narodowością – podkreśla Stanisław Kostecki. Tyle że, jak wskazują nasi rodacy, w Polsce wciąż o tym za mało się mówi.
[ramka]W intencji milionów ofiar bolszewickiej kolektywizacji w 75. rocznicę tragedii narodu ukraińskiego w Warszawie 23 listopada zostanie odprawiona:
— msza św. z panachydą w soborze prawosławnym pw. św. Marii Magdaleny na Pradze (al. Solidarności 52), godz. 10 — msza św. w kościele św. Marcina przy ul. Piwnej, godz. 11
— msza św. z panachydą w greckokatolickiej cerkwi oo. Bazylianów pw. Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy przy ul. Miodowej 16, godz. 11[/ramka]
[ramka]Obchody ze sprzeciwem Rosji w tle
Prezydent Wiktor Juszczenko zaprosił na sobotnie obchody 75. rocznicy wielkiego głodu delegacje z kilkudziesięciu państw, w tym Polski. Zaproszenie odrzucił prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Oskarżył Kijów o lansowanie tezy, że wielki głód był ludobójstwem. Ukraińscy historycy są zdania, że tragedia została wywołana przez reżim stalinowski. Potwierdzają to m.in. raporty polskiej dyplomacji i wywiadu działającego w tym czasie na sowieckiej Ukrainie. Dokumenty zaprezentowane w Kijowie mówią o odmiennym traktowaniu chłopów zamieszkujących w latach 30. wsie ukraińskie oraz żyjących w sąsiedztwie, na terenach Rosji. Juszczenko zlecił rządowi obronę interesów Ukrainy w sprawach wielkiego głodu.
[/ramka]

POLECAMY

KOMENTARZE