Historia

Nielegalnie czczą pamięć UPA

Posąg przedstawiający martwe dzieci oplecione drutem kolczastym usunięto z pomnika, który upamiętnia ofiary rzezi na Wołyniu
Rzeczpospolita, Paweł Bugira Paw Paweł Bugira
Skandal na Podkarpaciu. Ktoś stawia pomniki gloryfikujące działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii
Spór o pomniki zaognił się kilka dni temu. Władze Przemyśla na polecenie sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika 8 października usunęły z pomnika ofiar UPA nielegalnie dołączoną do niego rzeźbę. Przedstawia ona martwe polskie dzieci oplecione drutem kolczastym.
Oburzyło to polskie stowarzyszenia kresowe. Przemyski europoseł Andrzej Zapałowski twierdzi, że to skandal. – Ten pomnik był symbolem zbrodni UPA, które w takiej formie miały miejsce – grzmi. – Dlaczego polskie władze nie reagują w ten sam sposób na liczne nielegalne pomniki postawione na cześć UPA? – pyta. Jakie? W ostatnim czasie w masywie Chryszczata koło Komańczy w Beskidzie Niskim niespodziewanie stanęło siedem żelaznych krzyży i betonowy monument z tryzubem – godłem Ukrainy, z dwujęzycznym napisem: „Cześć pamięci żołnierzom UPA poległym 23.01.1947 w walce z żołnierzami WP w obronie podziemnego szpitala. Cześć ich pamięci. Towarzysze broni“.
– Nikt nie składał wniosku o upamiętnienie tego miejsca – mówi Małgorzata Guła z Wydziału Polityki SpołecznejPodkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. Pomnik prawdopodobnie jest dziełem ukraińskiej wycieczki z Kanady, która przebywała w okolicy. – Elementy żelazne i betonowe przynieśli pewnie w plecakach – przypuszczają leśnicy z Komańczy. Po wojnie w masywie Chryszczata znajdowała się jedna z głównych baz UPA. Władze nadleśnictwa w Komańczy nie wiedzą, co zrobić. – To samowolka, ale jak usuniemy krzyże i pomnik, to podniesie się alarm, że w Polsce niszczy się ukraińskie pomniki – uważa nadleśniczy Wiesław Budzyń. Wicewojewoda podkarpacki Małgorzata Chomycz poleciła zbadanie sprawy. – Przystępujemy do inwentaryzacji wszystkich nielegalnych miejsc pamięci na Podkarpaciu wzniesionych na cześć UPA – zaznacza Guła. Ostatni taki spis pochodzi z 2006 roku. Wtedy doliczono się na Podkarpaciu ok. 60 nielegalnych upamiętnień dokonanych przez Ukraińców. Władze Związku Ukraińców w Polsce twierdzą, że problemem są skomplikowane przepisy, które wymagają uzgodnień aż na szczeblu rządowym. – Od momentu odsłonięcia pomnika w Pawłokomie w 2006 roku z udziałem prezydentów obu krajów i później w Piskorowicach nic się nie dzieje – twierdzi szef ZUwP Piotr Tyma. I dodaje ostro: – Największym problemem z ukraińskimi upamiętnieniami w Polsce jest Andrzej Przewoźnik. On powoduje, że nasze wnioski są sabotowane z byle powodu. Od dwóch lat rządy obu krajów nie mogą się porozumieć w sprawie upamiętnienia zbrodni dokonanych na Ukraińcach w: Derce, Gorajcu, Kobylnicy Ruskiej, Łańcucie, Woli Zaleskiej. Wszystkie propozycje zostały rozpatrzone negatywnie: ze względów architektonicznych lub historycznych. [ramka][b]Opinia dla "Rz"[/b] [i]Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa[/i] Od lat rozmawiamy z przedstawicielami ukraińskiego rządu. To są skomplikowane sprawy, ale posuwamy się do przodu. Musimy postępować zgodnie z prawem, dogadywać wszystkie sporne kwestie. Zwróciliśmy się też do Instytutu Pamięci Narodowej, by w spornych sprawach przedstawił swoją opinię. Ale nie możemy się zgodzić na proponowaną przez Ukraińców zasadę wzajemności: pomnik za pomnik, bo skali nie da się porównać. Ukraińskich miejsc wymagających upamiętnienia w Polsce jest około stu,a naszych tylko na Wołyniu około trzech tysięcy.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL