Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Unia narodowych interesów

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek
Wchodzimy w erę wzmacniania państw narodowych. Teraz struktury europejskie mogš być wykorzystywane przez regionalne mocarstwa do narzucenia korzystnych dla siebie rozwišzań innym krajom – pisze Bronisław Wildstein publicysta „Rzeczpospolitej”
Nieobecnoœć Unii Europejskiej w kontekœcie œwiatowego kryzysu finansowego jest zjawiskiem niezwykle znaczšcym. Chodzi o nieobecnoœć struktur unijnych, podczas gdy poszczególne państwa Unii podejmujš nawet bardzo radykalne decyzje w celu uniknięcia gospodarczych zagrożeń. Dokonujš tego jednak na własnš rękę. Dopiero potem usiłujš harmonizować swoje przedsięwzięcia. Nadal jednak sš to spotkania i uzgodnienia poszczególnych państw poza unijnymi instytucjami. Niekiedy nawet pod jakimœ europejskim szyldem, np. krajów strefy euro, wœród których, co też znamienne, prym wiodła nienależšca do tej strefy Wielka Brytania. Natomiast szczyt UE został zwołany na końcu, nie tylko po spotkaniu G7, ale nawet G20, który obok tradycyjnych potęg gospodarczych łšczy takie kraje, jak Chiny, Indie czy Brazylia. Nastšpił po spotkaniach i uzgodnieniach najsilniejszych państw Unii. Szczyt służył zatwierdzeniu strategii unijnych potęg i rozszerzeniu jej na pozostałe kraje zwišzku, co właœciwie wprost deklarujš zarówno przywódcy krajów unijnych, jak i Komisji Europejskiej.
[srodtytul]Nieskuteczna Unia[/srodtytul] Ujawnienie się kryzysu spowodowało podjęcie działań wyjštkowych przez poszczególne kraje Unii. Irlandia, Wielka Brytania, Holandia, Francja czy Niemcy dokonywały fundamentalnych posunięć polityczno-gospodarczych, nie oglšdajšc się na pozostałych członków UE. Owszem, wystšpiła potem próba koordynacji planów, premier Gordon Brown przekonywał do pójœcia w œlady jego kraju, Nicolas Sarkozy, wykorzystujšc unijne przewodnictwo Francji, usiłował zsynchronizować działania poszczególnych państw w wymiarze europejskim. Struktury europejskie nie odgrywały w tym żadnej roli. [wyimek]W retoryce europejskiej powraca wizja równego dystansu do USA i Rosji. W ten sposób Moskwa uzyskuje potwierdzenie skutecznoœci prowadzonej przez siebie polityki[/wyimek] Ujawnił się paradoks UE. Z jednej strony następuje prawna integracja tego zwišzku, próby narzucenia odgórnego porzšdku wszystkim krajom w nim uczestniczšcym. Z drugiej okazuje się, że wobec kryzysu natury politycznej czy gospodarczej demonstruje on swojš bezradnoœć. Wnioski takie wysnuć można było również z lekcji, jakiej Rosja udzieliła UE, najeżdżajšc w sierpniu Gruzję. Sarkozy jako przedstawiciel Unii usiłował odegrać w tym konflikcie rolę szczególnš. W efekcie można przyjšć, że zarówno jego wysiłki, jak i postawa całoœci UE doprowadziły jš do granicy kompromitacji. Rosjanie, którzy już w sierpniu zobowišzali się do wycofania na tereny wyjœciowe w cišgu paru dni, dotšd nie spełnili swoich obietnic. A europejska dyplomacja stopniowo zapomina o swoich żšdaniach i zobowišzaniach Moskwy. Jakakolwiek wspólna akcja poza paroma deklaracjami spaliła na panewce, a kontynentalne potęgi, zwłaszcza Niemcy, nawołujš do powrotu uprzywilejowanych relacji z Moskwš. Można powiedzieć, że w Europie wręcz osłabła wola przyjęcia do struktur NATO krajów postkomunistycznych, takich jak Gruzja czy Ukraina. To samo dotyczy rozpoczęcia działań na rzecz ich integracji z UE. W retoryce europejskiej powraca wizja równego dystansu do USA i Rosji. Można uznać, że Moskwa uzyskuje potwierdzenie skutecznoœci prowadzonej przez siebie polityki. [srodtytul]Powrót państw narodowych[/srodtytul] Kryzys finansowy odsłonił to, co ukrywało się dotšd pod hasłami głębszej integracji. Jednš z jej konsekwencji jest uzależnianie słabszych krajów europejskich od kontynentalnych potęg. Potęgi owe (nie tylko zresztš one) w sytuacji zagrożenia podejmujš zasadnicze rozwišzania polityczne, nie konsultujšc ich z nikim, usiłujšc potem narzucić je słabszym partnerom czy – w języku bardziej dyplomatycznym – skłonić ich do przyjęcia identycznych. Wykupywanie większoœciowych udziałów w najbogatszych bankach komercyjnych poszczególnych krajów, co w dużej mierze prowadzi do ich nacjonalizacji, jest działaniem nieomal rewolucyjnym. Rzšdy krajów europejskich decydowały się na to absolutnie samodzielnie, bez uzgadniania tego z kimkolwiek na europejskim szczeblu. Uderzajšce jest, że nie pojawiła się nawet idea ponadnarodowych europejskich funduszy, który wzięłyby na siebie rolę wspomagajšcš unijny system finansowy. Napomknęła o tym w wywiadzie francuska minister finansów Christine Lagarde, co spotkało się z gwałtownš reakcjš rzšdów innych krajów, zdezawuowane zostało przez władze francuskie, a sama pani minister błyskawicznie zredukowała swojš wypowiedŸ do nieznaczšcej dywagacji. Nie chodzi o to, że pomysł tego typu europejskich funduszy miałby być dobrym rozwišzaniem wobec nadchodzšcego kryzysu. Chodzi o to, że byłby on logicznš konsekwencjš obecnego kierunku rozwoju Unii. Fakt, że w ogóle nie został wzięty pod uwagę wobec realnego zagrożenia, pokazuje, jak iluzoryczne i nieprzygotowane sš wielkie projekty europejskiej federalizacji, które znajdujš odbicie w projekcie kontynentalnej konstytucji czy lizbońskiego traktatu, stanowišcego nieomal literalne przeniesienie owej odrzuconej konstytucji na poziom międzyrzšdowego traktatu. Najprawdopodobniej, w warunkach współczesnych, wspomaganie sektora finansowego z poziomu UE jest zupełnie nierealne. Pokazuje to zresztš dobitnie utopijnoœć obecnego europejskiego projektu. Forsowanie go może jednak przynieœć zupełnie konkretne szkody. Przede wszystkim narusza naturalnš, oddolnš drogę integracji zapoczštkowanš przez ojców założycieli wspólnoty europejskiej już prawie 60 lat temu. Komercyjne banki miały być niezależne od państwa, co więcej, zwłaszcza w jednoczšcej się Europie, miały być coraz bardziej ponadnarodowe. Nawet częœciowa i czasowa (w każdym razie w zamierzeniu) nacjonalizacja nie tylko podporzšdkowuje je władzy politycznej, ale zdecydowanie przywraca im narodowš tożsamoœć. Ma to daleko idšce konsekwencje. W wypadku Polski, w której ogromna częœć sektora finansowego jest własnoœciš podmiotów zagranicznych, stwarza zagrożenie ze strony nowych władz banków kierujšcych się interesami, które nie zawsze muszš być zgodne z naszym. [srodtytul]Nacjonalizacja finansów[/srodtytul] Nacjonalizacja banków następuje w imię obrony interesu narodowego. To w obawie przed konsekwencjami ich upadku, który może pocišgnšć katastrofę gospodarczš całego kraju, rzšdy postanawiajš ratować prywatne instytucje. Przejmujšc nad nimi kontrolę, będš podporzšdkowywać je swoim państwowym, narodowym interesom. Obawy takie byłyby mniej uzasadnione, gdyby pomoc instytucjom finansowym odbywała się na ponadnarodowym, poziomie. Tyle tylko, że pomysł taki okazał się nierealny. Instytucje działajšce na terenie danego kraju, w tym wypadku Polski, sš do pewnego stopnia niezależne od spółek matek czy też większoœciowych udziałowców zagranicznych. Posiadajš własne struktury zarzšdzajšce. Jest to jednak niezależnoœć względna. Właœciciel zawsze może wymóc posłuszeństwo na przedsiębiorstwie znajdujšcym się w jego posiadaniu. Oczywiœcie nie ma co zakładać, że strategia zagranicznych właœcicieli będzie rozbieżna z naszym interesem. Wystarczy jednak przyjšć, że może się tak zdarzyć. W przeddzień swojej upadłoœci z filii Lehman Brothers w Londynie przetransferowanych zostało do centrali w USA 8 mld dolarów. Struktury europejskie powinny być miejscem mediowania w tego typu sprawach, zwłaszcza gdy decyzje ekonomiczne coraz bardziej nabierajš narodowego charakteru. W obecnej, kryzysowej sytuacji, gdy każdy na własnš rękę szuka recepty i dominować zaczyna egoizm narodowy, może się to okazać trudne. [srodtytul]Lekcja kryzysu[/srodtytul] Obecny kryzys wskazał utopijne podstawy, na których oparty jest obecny, odgórny projekt integracji UE. Zakłada on, że rola państw narodowych, zwłaszcza w Europie, wyczerpuje się i na jej miejsce budować można metodš inżynierii społecznej nowe „europejskie” społeczeństwo. Ten stan rzeczy prowadzić miałby do „postpolityki”, odejœcia władz państwowych od podejmowania zasadniczych decyzji na rzecz administrowania krajem i cedowania ważniejszych rozstrzygnięć na ponadnarodowe gremia. Postawę takš, przy aprobujšcej klace dominujšcych oœrodków opiniotwórczych, prezentuje w Polsce rzšd Donalda Tuska. Widmo kryzysu pokazało, że w sytuacjach trudnych stare państwa Unii, kierujšc się swoimi interesami, ratujš się na własnš rękę. Co najwyżej póŸniej porozumiewajšc się między sobš. Stosunek do krajów nowo przyjętych trudno uznać za partnerski. Wobec wyzwań sprawdzajšcych obecnš Unię jej ponadnarodowa spoistoœć okazała się mitem. Cała wielka biurokracja brukselska jest nieprzydatna, gdyż uzgadnianie narodowej polityki w gronie sojuszników, podejmujšcych jednak suwerenne decyzje, odbywać się może na zwyczajnych międzynarodowych spotkaniach. Co więcej, krwioobieg gospodarki, jaki stanowi jej finansowy sektor, został w dużej mierze znacjonalizowany, co oznacza: podporzšdkowany partykularnym interesom narodowym. [srodtytul]Potrzebne silne państwo[/srodtytul] Wchodzimy w erę ponownego, choć czasowego wzmocnienia roli państw narodowych. Kolejne działania ze strony Brukseli będš miały na celu już wyłšcznie narzucenie okreœlonego lewicowo-liberalnego porzšdku ideologicznego, gdyż realna integracja zatrzymała się wobec reakcji państw narodowych. Ewentualnie struktury europejskie mogš być wykorzystywane przez regionalne mocarstwa do narzucenia korzystnych dla siebie rozwišzań innym państwom. Demonstruje to fiasko postpolityki i potrzebę budowy w Polsce – usytuowanej między Rosjš a Niemcami – silnego państwa, które będzie w stanie przeciwstawić się zagrożeniom.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL