Powstanie, polskość, los

Już dawno żadna książka eseistyczna nie wywołała takiej dyskusji jak „Kinderszenen” Jarosława Marka Rymkiewicza. I dobrze. Bo rzecz to ze wszech miar godna uwagi, przykład refleksji nad polskością, jej sensem i przeznaczeniem. I ceną – krwią, grozą, masakrą – jaką trzeba było zapłacić.
A jednak gdy czytałem ten tom Rymkiewicza – niektórzy piszą, że to manifest polskiego konserwatyzmu i myśli prawicowej – ogarniały mnie coraz większe wątpliwości. Przede wszystkim, co zrobić z radykalnym subiektywizmem Rymkiewicza, tak dobrze znanym wszystkim, którzy zetknęli się z historykami Holokaustu.Dla Rymkiewicza niezwykłość i niewspółmierność Wydarzenia sprawia, że nie da się o nim napisać prawdy. Po prostu wszystkie relacje powstańców stają się prawdziwe („prawdziwe tylko w pewnym sensie”) przez samo to, że pochodzą od ludzi, którzy w owym „niebywałym fenomenie dziejowym” uczestniczyli.Mniejsza z tym. Rymkiewicz nie jest w końcu i nie mieni się historykiem. Znacznie więcej wątpliwości budzi coś, co można nazwać jego rozumieniem powstania.Kiedy czytałem „Kinderszenen”, miałem osobliwe wrażenie, jakbym czytał Heideggera, z całym jego pustym patosem i neopogańską fascynacją losem, heroizmem, nadawaniem światu wartości.Powstanie staje się w tym ...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL