Słowacja
Góry Choczańskie: z zielonych szczytów do rdzawej wody
Dzikie góry, wcięte w skały dolinki, którymi prowadzą urozmaicone szlaki z drabinkami i łańcuchami, a po zejściu ze szczytów kąpiele w basenach termalnych – to atrakcje Gór Choczańskich.
Słowacja wiosną ma różne odcienie zieleni: świeże łąki, łagodne wzniesienia pokryte buczyną i strome szczyty pokryte lasami iglastymi. Oddzielające Orawę od Liptowa, wciśnięte między Tatry a Wielką i Małą Fatrę, Góry Choczańskie sprawiają wrażenie jeszcze zieleńszych niż reszta kraju.
Wielki Chocz (1611 m n.p.m.) prowokuje samą swoją obecnością. Najwyższy szczyt Gór Chczańskich - wyniosły i samotny - widoczny jest z Babiej Góry, a także z Tatr Zachodnich oraz Wielkiej i Małej Fatry. Pochylona piramida z daleka wygląda kusząco – głównie dlatego, że w jej okolicy nie ma szczytów o podobnej wysokości.
Nie ma tu parku narodowego, co z punktu widzenia ochrony przyrody zapewne nie jest korzystne, ale ma jedną ogromną zaletę: można chodzić poza szlakami, zagłębić się w gęsty bukowy las, wchodzić w głębokie jary, wspinać się na wapienne skały. Oczywiście z poszanowaniem przyrody i omijając rezerwaty: Chocza, Doliny Prosieckiej i Doliny Kwaczańskiej.
Atutem jest niewielu turystów zapuszczających się w te rejony, chociaż i tak jest ich więcej niż wilków i niedźwiedzi. Te ostatnie można spotkać tylko przy dużym szczęściu (lub jak kto woli – pechu), bo tylko zapuszczają się tu z rzadka z Tatr i Wielkiej Fatry. Łatwiej za to jest spotkać lisa, sarnę, jelenia, żmiję czy padalca.
Chodź na Wielki Chocz
Perspektywa rozległych widoków na całą północną Słowację i kawałek Polski motywuje nas do wędrówki na Wielki Chocz. Na szczyt wiele dróg, szlaki wiodą z Rużomberka i prawie z każdej podgórskiej wsi.
Wycieczkę zaczynamy we wsi Lucky (po polsku Łączki) – niedużym kurorcie z basenami termalnymi o właściwościach zdrowotnych. Wejście jest łatwe, chociaż długie i męczące. Droga prowadzi przez las, gdzieniegdzie w oddali wyłania się skalisty szczyt. Po godzinie szybkiego marszu pojawiamy się na polanie u jego podnóża, a znaki pokazują, że na szczyt pozostały 2 godziny. Teraz wąska ścieżka powoli pnie się pod górę przez las, a w prześwitach wyłaniają się okoliczne szczyty i gęsta sieć leśnych dróg na dole.
Ostatni etap to przedzieranie się przez kosodrzewinę. Droga wydaje się nie mieć końca, ale po dojściu na szczyt zapominamy o zmęczeniu. Widoki rekompensują wszystkie niedogodności. Gdzie okiem sięgnąć, tam góry: na wschodzie ostre szczyty Tatr Zachodnich, na południu zaśnieżone łagodne grzbiety Niskich Tatr i niższe szczyty Wielkiej Fatry, na Zachodzie Mała Fatra, a na północy łagodne wzniesienia Beskidu Żywieckiego z Babią Górą i Pilskiem.
Z łańcuchami i po drabinach
Krasowe doliny: Prosiecka i Kwaczańska cieszą się zasłużoną opinią wyjątkowo urodziwych.
Pierwsza z nich to właściwie czterokilometrowy wąwóz: po bokach kilkudziesięciometrowe ściany skalne, w dole potok, który co jakiś czas znika i pojawia się w nowym miejscu. Dolina zaczyna się w Liptowie zaraz za wsią Prosiek, wchodzimy do niej przez wrota skalne.
Szlak prowadzi dnem doliny, na zmianę po obu stronach potoku. Idziemy po drewnianych kładkach, tam, gdzie dolina zwęża się, trzeba przejść po skałach, trzymając się łańcuchów. Bliżej końca robi się stromo, a szlak prowadzi po drabinkach. Kilka emocjonujących momentów i nagle przed nami ukazuje się szeroka łagodna łąka. Jesteśmy po drugiej stronie gór, w Orawie.
Spacerem przez las dochodzimy na Jobową Łąkę pod szczytem Prosiecznego. Wbrew pozorom nazwa nie ma w sobie nic wulgarnego – pochodzi od nazwiska dawnych właścicieli tych terenów. Z łąki po krótkim spacerze osiągamy szczyt, z którego z jednej strony widać Tatry Zachodnie, a z drugiej Liptowską Marę – największy sztuczny zbiornik na Słowacji.
Kolejny cel to Oblazy – nastrojowe, ukryte wśród skalnych ścian miejsce, gdzie zachowały się dwa stare młyny. Tam zaczyna się druga z dolin – Kwaczańska – szeroka, porośnięta buczynowym lasem, skalista i pełna tarasów i niedużych kanionów. Inaczej niż w Dolnie Prosieckiej, szlak nie prowadzi tu dołem, tylko po zboczu, szeroką, wygodną „rządową” drogą, zbudowaną za czasów Franciszka Józefa, która łagodnie sprowadza do wsi Kwaczany.













