REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Publicystyka

Czas skończyć z kastowymi przywilejami

Rafał A. Ziemkiewicz 15-01-2009, ostatnia aktualizacja 15-01-2009 21:21
autor: Mirosław Owczarek
źródło: Rzeczpospolita

Nic tak nie szkodzi naszym szansom na życie w normalnym kraju, jak niemożność wyrwania się z systemu pełnego absurdalnych grupowych przywilejów, w większości zakorzenionych w PRL i uświęconych mocą powszechnego przyzwyczajenia – ale też produkowanych systematycznie przez kolejne rządy III RP – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"

Skomentuj

Zasada liberum veto, uznawana potocznie za symbol ustrojowej zgnilizny dawnej Rzeczypospolitej oraz główną przyczynę niemożności jej zreformowania, nie została wprowadzona przez żadną sejmową konstytucję ani przywilej monarchy. Nie miała w ogóle, mówiąc dzisiejszym językiem, żadnej podstawy prawnej. Był to tylko pewien utarty obyczaj; zgubny w skutkach, ale wynikający ze szlachetnych intencji, uzasadniany szacunkiem dla wolności i przede wszystkim niezwykle wygodny dla wszystkich "graczy politycznych" owej doby.

Liberum veto nie trzeba było więc w żaden sposób "likwidować", odejście od niego nie wymagało żadnych aktów prawnych, niczego w ogóle, poza drobnostką – wolą zmiany. Gdy się ona pojawiła, sprawa przestała być najmniejszym problemem, załatwiono ją w pięć minut, po prostu zwołując Sejm Wielki pod węzłem konfederacji. Jednak, jak pamiętamy, nasi przodkowie zdobyli się na to dopiero w ostatniej chwili, jak się rychło miało okazać – za późno.

Państwo niemożności

Istnieje wyraźna analogia pomiędzy patologiami dawnej Rzeczypospolitej a tymi, które krępują rozwój współczesnej Polski i przez demoralizację niszczą jej społeczną tkankę. Dawna Rzeczpospolita, im dalej od jej "złotego wieku", tym bardziej była rzecząpospolitą tylko w teorii, w praktyce bowiem nic w niej nie mogło się stać wbrew potężnym magnackim koteriom.

Polska dzisiejsza jest, formalnie, krajem wolnorynkowym i demokratycznym; w praktyce jednak uległa oligarchizacji w stopniu, który upodobnia ją bardziej do ułomnych, fasadowych demokracji latynoskich niż do państw Zachodu. Usiłując znaleźć nazwę dla tego dziwacznego, hybrydowego urządzenia społecznego, jakie powstało wskutek niepełnej, można rzec: wyrywkowej, transformacji ustrojowej prowadzonej od roku 1989 jako kompromis pomiędzy potrzebą modernizacji a zachowaniem wpływów i przywilejów paraoligarchicznych grup wytworzonych przez realny socjalizm, sięgałem wielokrotnie po przywołanie mechanizmów feudalnych.

W istocie Polska współczesna pod liberalno-demokratycznym makijażem łudząco przypomina, na przykład, Francję z ostatnich dziesięcioleci przed wybuchem rewolucji. W swej niedocenianej pracy Pierre Gaxotte opisał ją wnikliwie jako państwo pod pozorami absolutyzmu, całkowicie niesterowne wskutek niezwykłego rozmnożenia wszelkiego rodzaju przywilejów udzielanych przez wieki poszczególnym grupom społecznym, ale także miastom, gminom, stanom czy ekskluzywnym – jak byśmy to dziś określili – lobbies, w których interesie było sabotowanie wszelkich zmian.

Państwo to na długi czas ugrzęzło w niemożności, którą przełamać mogła dopiero orgia rewolucyjnej przemocy – nawiasem mówiąc, niepostulowana, a nawet nieprzewidziana przez właściwie żadną z prących do niej sił. Analiza Gaxotte'a pokazująca, jak przekroczenie swoistego punktu krytycznego w rozdawnictwie przywilejów pogrąża państwo w niemożności zreformowania się o własnych siłach, zasługuje w naszym kraju na bardzo wnikliwą uwagę. Nie tylko z racji naszej historii, ale, niestety, także teraźniejszości.

Absurd nasz powszechny

Nic tak nie szkodzi naszym szansom na życie w normalnym kraju, jak niemożność wyrwania się z systemu pełnego absurdalnych grupowych przywilejów, w większości zakorzenionych w PRL i uświęconych mocą powszechnego przyzwyczajenia – ale też produkowanych systematycznie przez kolejne rządy III RP. Świadomość tego faktu jest niejasno, intuicyjnie formułowana w debacie publicznej, jednakże zawsze w sposób ułomny; przykłady mieliśmy niedawno podczas dyskusji o emeryturach pomostowych, a wcześniej o postulowanej reformie KRUS.

Krytykowane są pewne określone przywileje – najchętniej rolników oraz górników, nie zauważa się jednak, iż stanowią one tylko drobną część powszechnego absurdu. Nadto owa krytyka nacechowana jest groteskową ślepotą na własne przywileje – dziennikarze z lubością rozpisujący się, jakie to miliardy kosztuje nas wszystkich KRUS (w istocie zresztą powtarzający uporczywie fałszywe mity), nie widzą niczego niesprawiedliwego w tym, że oni sami płacą podatki znacznie mniejsze niż przeciętny pracownik, a prawnicy postulujący rozmaite cząstkowe rozwiązania problemu nierówności nie dostrzegają nic złego w tym, że będąc bodaj najlepiej zarabiającą grupą zawodową w kraju, obdarowani zostali 19-procentowym podatkiem liniowym.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Chiny: 7 lat więzienia za wiersz

Sąd w Hangzhou skazał poetę Zhu Yufu na siedem lat więzienia za wiersz, w którym wezwał on rodaków do wyjścia na ulice >>