REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Fotografia

Fotografia

Zwykły dzień PRL

Monika Małkowska 21-07-2008, ostatnia aktualizacja 22-07-2008 00:19
Cykl „Ruda się żeni”, 1974 r.
źródło: Materiały Promocyjne
Cykl „Ruda się żeni”, 1974 r.
Ccykl „Osobowy druga klasa”, 1978 r.
autor: Anna Musiałówna
źródło: Materiały Promocyjne
Ccykl „Osobowy druga klasa”, 1978 r.
„Scena pod Pułtuskiem”, 1978 r.
autor: Andrzej Polec
źródło: Materiały Promocyjne
„Scena pod Pułtuskiem”, 1978 r.

Zdjęcia najlepiej oddają absurd socjalizmu i sposoby, jakimi ludzie radzili sobie z bytowymi problemami

22 lipca. Przez 45 lat fetowany jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski na cześć ogłoszenia Manifestu PKWN. Ale ludzie nazywali ten dzień świętem E. Wedla – robiąc aluzję do nazwy znanej od XIX wieku firmy cukierniczej, przemianowanej „za czerwonego” na 22 Lipca. Kryła się w tym też kpina z ustroju i stosunek rodaków do nieakceptowanej rzeczywistości.

A jak wyglądał zwykły dzień w PRL? Pod koniec lipca ukaże się album „Polska lat 70.” przygotowany przez Annę Musiałównę. Motywem przewodnim – dekada gierkowska do ogłoszenia stanu wojennego. W ślad za książkową premierą – wystawa w Pałacu Kultury i Nauki.

Zryw środowiska

Na czarno-białych zdjęciach – rewelacyjnie uchwycone momenty. Wątek przewodni na pozór mało efektowny: codzienność. Bez wielkich wydarzeń, polityki czy katastrof. Za to jest prawda o człowieku. O powszednim dniu tamtej epoki. A właśnie w zwyczajności tkwi duch czasów.

Komentarz prawie zbędny. Niemal każdy kadr wydaje się surrealistyczną sceną zaaranżowaną na potrzeby zdjęcia. Tymczasem – żadnego fałszu. Po prostu, ludzie kombinowali. Co im wychodziło, widać.

Na czarno-białych zdjęciach nie ma wielkich wydarzeń czy polityki. Jest za to prawda o człowieku

Anna Musiałówna, autorka znakomitych fotoreportaży (współpracuje z „Polityką”, dawniej też z nieistniejącymi już tygodnikami „ITD” i „Razem”), wybrała prawdziwych mistrzów obiektywu. Takiej kadry zapaleńców daremnie szukać na Zachodzie.

– Zniewolenie? Raz tylko cenzor przystawił stempel na moich pracach, na cyklu o aborcji – wspomina Musiałówna. – Ale i tak zdjęcia ukazały się. Prawdziwym utrapieniem był wieczny brak materiałów. Pamiętam, jak Tomek Tomaszewski oddał mi niewykorzystaną połowę filmu, żebym mogła skończyć fotoreportaż. To nie był wyjątek, w środowisku panował duch solidarności. I etyka zawodowa. Z pewnością byliśmy bliżej „zwykłego człowieka” niż fotografowie prasowi obecnie. I żyliśmy powszechnymi problemami.

Musiałówna dokonała heroicznego czynu – wydobyła z niebytu dokonania swych kolegów po fachu. W ciągu zaledwie trzech miesięcy przygotowała materiał do albumu oraz wystawy „Polska lat 70.”. Obyła się bez sponsorów – tylko Bank Zachodni finansowo dopomógł w produkcji albumu. – To był prawdziwy „społeczny zryw” – śmieje się Musiałówna. – Na rzucone hasło koledzy w ciągu tygodnia wygrzebali negatywy, zrobili odbitki, przesłali zdjęcia. Sama przeczesałam archiwa kilku nieżyjących autorów. Niektóre negatywy cudem uratowałam. Ogółem przejrzałam ponad 4000 prac. Wybrałam drobną część – 130 fotografii 33 autorów. Ale warto pomyśleć o większym archiwum.

Jazda na ślepo

Zdjęcia przywołują charakterystyczne widoki: ekipa robotników okupująca uliczną ławkę, chłop w chłopa zmorzony snem, choć dzień biały. To fota Marka Szymańskiego, zatytułowana „Ulica Kubusia Puchatka”.

Albo takie ujęcie – sylwetka wsiowej baby na tle warszawskiego Pałacu Kultury, zdjęcie Witolda Jurkiewicza, od lat mieszkającego w USA.

Niby nic, a przecież znakomicie wychwycony kontrast form. Duet, w którym zawierała się ówczesna polska rzeczywistość – wieś i miasto, jedno i drugie jakoś sztuczne, oderwane od korzeni.

Surrealizmem trąci fotoreportaż duetu Krzysztof Barański/Sławek Biegański „Ruda się żeni”. Panna młoda w bieli, w pełnej gali na progu baraku, dookoła ugór. Podobnie nierealny wydaje się motocykl „zagarażowany” na podwórku, między żywym inwentarzem. Dosiadający go jeździec mundurowy, w przepisowym „orzechu”, czyli kasku na głowie. Z własnego archiwum Musiałówna wybrała scenę dworcową. Kolejny absurd: Warszawa Centralna, tłum ludzi przy kasach, nad nimi – gigantyczna tablica z rozkładem jazdy. Ale… ani jeden pociąg na niej nie figuruje. Widać tylko białą planszę.

Na zaproszeniu wykorzystana została scenka komiczna, jednocześnie symboliczna. Autor – Krzysztof Pawela. Zadymka śnieżna; pustą szosą jedzie babina na rowerze, jak bałwan oblepiona śniegem, osłania twarz ręką. Jedzie na ślepo, na wyczucie. Jak cały PRL. Byle do przodu, hej!

Norma z perspektywy Mc Donald’s

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Okno na świat

Chasydzi z całego świata co roku zjeżdżają się do Lelowa na Śląsku w rocznicę śmierci cadyka Dawida Bidermana zwanego Lelowerem. >>