Orzecznictwo

Zabrakło znaku drogowego z ostrzeżeniem o dzikich zwierzętach

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Kierowca nie mógł się spodziewać wtargnięcia dzikiego zwierzęcia na jezdnię, bo zarządca drogi krajowej nie postawił znaku ostrzegającego o tym niebezpieczeństwie
Dlatego Skarb Państwa reprezentowany przez generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad odpowiada co do zasady za skutki wypadku. Pogląd Sądu Okręgowego w Siedlcach potwierdził lubelski Sąd Apelacyjny (sygn. I ACa 272/08).
Wieczorem 26 września 2004 r. Andrzej S. jechał drogą krajową z Siedlec do Warszawy. W Piotrowinie na niezalesionym terenie na jezdnię wtargnął łoś. Potrącone zwierzę kopytami uderzyło w przednią szybę daewoo. Kierowca doznał obrażeń ciała i wstrząśnienia mózgu. Winą za zdarzenie obciążył generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad. Dowodził, że na tym odcinku drogi nie było żadnego znaku ostrzegającego przed możliwością wtargnięcia na jezdnię dzikich zwierząt albo o innym niebezpieczeństwie. Przypomniał, że dwa tygodnie wcześniej na tej samej trasie doszło do innego wypadku z udziałem łosia, który dla kierowcy skończył się śmiercią.
Dyrektor twierdził, że nie posiada legitymacji biernej w sprawie. Nie ponosi winy za szkodę doznaną przez kierowcę, gdyż nie wiedział o wypadkach z udziałem dzikich zwierząt. Ani nadleśnictwo, ani koło łowieckie nie zgłosiło do dyrekcji wniosku o postawienie odpowiedniego znaku, a to dopiero byłoby podstawą do podjęcia odpowiednich działań. Sąd Okręgowy w Siedlcach uznał, że co do zasady kierowca ma rację, a odpowiedzialność Skarbu Państwa wynika z art. 417 kodeksu cywilnego. GDDKiA jako jednostka organizacyjna Skarbu Państwa, a zarazem zarządca dróg krajowych, była jedynym organem uprawionym do ustawiania znaków drogowych. Pomimo powtarzających się w tym miejscu od wielu lat wypadków drogowych z udziałem dzikich zwierząt, w tym ze skutkiem śmiertelnym, nie wywiązała się z obowiązku należytego oznaczenia drogi. Sporządzając w 2004 r. nowy plan organizacji ruchu, nie uzyskała informacji o zagrożeniach od nadleśnictwa czy koła łowieckiego. Sąd podkreślił, że odcinek drogi, na którym doszło do wypadku, nie jest zalesiony i przejeżdżający mogą nawet nie przypuszczać, iż na otwartym terenie pojawiają się dzikie zwierzęta. To w szczególności zobowiązywało zarządcę drogi do postawienia znaku ostrzegającego o takim zagrożeniu. Kierujący mogliby wtedy zmniejszać prędkość. Sąd uznał więc, że między brakiem znaku „uwaga, dzikie zwierzęta” a powstałą szkodą istnieje związek przyczynowy. A że GDDKiA posiadała ubezpieczenie OC w TUiR Warta, także ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność za skutki wypadku. Teraz sprawa wróci do siedleckiego sądu, który podejmie decyzję o wysokości odszkodowania. Mężczyzna domaga się 100 tys. zł zadośćuczynienia i 56 tys. zł skapitalizowanej renty.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL