Polityka
Kamiński: trzeba się upewnić, czy traktat nadal żyje
To, czy prezydent Lech Kaczyński ratyfikuje traktat lizboński, zależy od wyjaśnienia statusu prawnego tego dokumentu po negatywnym wyniku referendum irlandzkiego - uważa minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński.
- Wiele wskazuje na to, (...) że traktat lizboński dzisiaj w sensie prawnym nie istnieje, ponieważ jeden z krajów odmówił jego ratyfikacji - powiedział Kamiński w Radiu ZET.
Prezydencki minister przypomniał, że po odrzuceniu w referendach we Francji i w Holandii "zakończyła życie konstytucja europejska". Zaznaczył jednak, że sam nie ma stuprocentowej pewności, czy traktat "nadal żyje".
Kamiński pytany, czy prezydent ratyfikuje traktat, powiedział, że "jeżeli dokument 'będzie istniał', to przy dopełnieniu umowy politycznej zawartej między prezydentem a premierem, którą pan premier potwierdził w wystąpieniu sejmowym, myślę, że z ratyfikacją nie będzie żadnego problemu".
Przygotowanie nowelizacji ustawy z 2004 roku o współpracy rządu z parlamentem w sprawie członkostwa Polski w UE, czyli tzw. ustawy kompetencyjnej, było jednym z elementów kompromisu w sprawie traktatu lizbońskiego, który pod koniec marca zawarli prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk. Porozumienie umożliwiło przeprowadzenie przez parlament ustawy upoważniającej prezydenta do ratyfikacji Traktatu z Lizbony. Obie izby przyjęły ją w kwietniu.
Jednak - jak wynika z kwietniowej wypowiedzi prezydenta - Lech Kaczyński czeka ze złożeniem ostatecznego, ratyfikującego podpisu pod traktatem lizbońskim na ustawę kompetencyjną. "Myślę, że podpiszę naraz ustawę, która była przedmiotem umowy politycznej i tego samego dnia, w tej samej sekundzie złożę podpisy pod aktami ratyfikującymi traktat europejski" - powiedział prezydent dziennikarzom 22 kwietnia. Mówił wówczas, że będzie to "w czerwcu, najdalej na początku lipca".
W Sejmie jest już jeden projekt, który w zamyśle jego autorów - klubu PiS - miałyby wypełnić kompromis między prezydentem i premierem w części dotyczącej noweli ustawy kompetencyjnej. Pod koniec kwietnia PiS złożyło w Sejmie projekt nowej ustawy "o zasadach postępowania organów i przedstawicieli RP w niektórych sprawach związanych z członkostwem RP w UE". Projekt zakłada, że przedstawiciele Polski na forum UE będą musieli dysponować zgodą prezydenta, Sejmu, Senatu i Rady Ministrów w sprawach dotyczących zmiany sposobu podejmowania decyzji przez instytucje UE (np. zmiany zasad głosowania). PiS zapewniało, że projekt był konsultowany z Kancelarią Prezydenta.
PO uznała jednak ten projekt za niezgodny z konstytucją, a premier Donald Tusk mówił na początku maja, że zawartość projektu PiS "nie ma nic wspólnego" z jego ustaleniami z prezydentem. Tusk opowiedział się za tym, by projekt tzw. ustawy kompetencyjnej przygotowało Prezydium Sejmu na podstawie m.in. założeń opracowanych przez Rządowe Centrum Legislacji.













