Rozmowa "Rz"
Drugie dno słów Tuska
Kandydaci PO są słabsi od Lecha Kaczyńskiego – mówi Jadwiga Staniszkis
Rz: Dużo zmieni w przebiegu kampanii prezydenckiej rezygnacja Donalda Tuska?
Jadwiga Staniszkis, socjolog: Zmieni temperaturę kampanii, bo nie będzie powtórki ostrego starcia Tusk – Kaczyński. Za drugim razem to starcie mogłoby być jeszcze ostrzejsze. Jednym z powodów decyzji Tuska są moim zdaniem badania, o których mówił Jarosław Kaczyński. Pojawił się w nich wyraźnie wątek, że zwłaszcza młodzi wyborcy chcą wymiany pokoleniowej, niekandydowania i Tuska, i Lecha Kaczyńskiego.
To może oznaczać zmianę kandydata PiS na prezydenta?
Być może. Chociaż rezygnacja Tuska znacznie zwiększa szanse Lecha Kaczyńskiego na wygraną. Widać ostatnio nową aktywność prezydenta.
A mnie się wydaje, że prezydent raczej zanikł, decyzję Tuska skomentował przecież tylko jednym słowem.
Nie komentuje, ale publicznie się pokazuje i wysyła sygnały, że zajmuje się problemami kraju. Zbagatelizował program rozwoju przedstawiony przez premiera. Podobnie jak Grażyna Gęsicka, która wykazała, że ten program oszczędnościowy to zupełne minimum, jakie można zrobić. A zawarte w nim propozycje nie są nawet wewnętrznie skoordynowane.
Dlaczego zwiększają się szanse Lecha Kaczyńskiego?
Bo wszyscy inni kandydaci PO są słabsi. I mają wiele słabych punktów. Zaskakujące jednak było to, że Tusk w jednym z wywiadów wprowadził nazwisko Andrzeja Olechowskiego. Powiedział, że nawet Olechowski, który odszedł od PO, też wygrywa z Kaczyńskim. To była zaskakująca wypowiedź, więc może skończy się na Olechowskim.
PO miałaby poprzeć Olechowskiego? Z jakiego powodu?
Tusk wyraźnie szuka szerokofrontowej formuły. Mówi się o zbliżeniu z Włodzimierzem Cimoszewiczem, Jerzym Hausnerem. Może więc też z Olechowskim. Ale według mnie Olechowski też przegrywa z obecnym prezydentem.
Ale Olechowski zaczął się jawić jako kandydat centrolewicowy, nawet lewicowy. Jak to się ma do PO?
W sposób zaskakujący wymienił go Tusk. A jednocześnie wyraźnie widać po stronie PO próby stworzenia tak szerokiej platformy wyborczej, by uzyskać zdolność rządzenia bez koalicjanta. Szanse na wejście PSL – mówię o wyborach parlamentarnych – nie są duże. Powstaje więc dramatyczny problem koalicjanta, z którym PO miałaby rządzić. W tej sytuacji strategia rozszerzania się na lewo jest dość racjonalna.
Wróćmy jednak do kandydatów na prezydenta.
I Komorowski, i Sikorski, i Olechowski mogą przegrać z Lechem Kaczyńskim.
Na miejscu Tuska, którego z nich by pani wybrała?
Chyba zdecydowałabym się na Sikorskiego. Ale gdybym była Tuskiem, tobym kandydowała. Program, który ostatnio przedstawił, może realizować każdy premier. Naprawdę nie jest to program wymagający wielkiej mobilizacji, nie jest wizjonerski. Odwleka się w nim sprawy trudne.
To dlaczego premier „abdykował”? W noworocznym wywiadzie dla „Rz”, choć mówiła pani, że Tusk się waha, to obstawiła pani: Tusk prezydentem, Schetyna premierem.
Popełniłam błąd. Ale wszystkie argumenty, jakie są przytaczane na rzecz rezygnacji Tuska, są niewystarczające. Program, który przedstawił, lepiej zrealizowałby ktoś inny. Tusk mówi o sobie, że jest liderem, a nie jest. Program zaś jest mało ambitny. To program minimum, bardzo rozciągnięty w czasie.
To o co chodzi?
Sądzę, że jest w tym jakieś drugie dno. Ale na razie nie wiem jakie. Tym bardziej że problem jedności PO też jest mało przekonujący. Wprowadzenie drugiego ośrodka władzy, w urzędzie prezydenckim, też zacznie dzielić PO. Mimo deprecjonowania tego urzędu przez Tuska, co uważam za duży błąd. Może premiera do rezygnacji ze startu namawiał ktoś z zewnątrz.
Kto na przykład?
Może jacyś przywódcy europejscy. Bo jeden wyraźny ośrodek władzy występuje w zasadzie we wszystkich państwach zachodnich. Tusk próbuje stworzyć coś na kształt frontu jedności narodu, otwierając się na takich ludzi jak Cimoszewicz, Hausner, Olechowski, nawet Balcerowicz.
To źle?















