REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Wiadomości

"Rzeczpospolita" ujawnia

Dziennikarz, korupcja i WSI

Wojciech Wybranowski, Cezary Gmyz 30-07-2009, ostatnia aktualizacja 30-07-2009 07:55
Podejrzany o płatną protekcję Wojciech Sumliński miał trafić do aresztu w lipcu ubiegłego roku
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Podejrzany o płatną protekcję Wojciech Sumliński miał trafić do aresztu w lipcu ubiegłego roku
Bronisław Komorowski spotkał się z podejrzanym Aleksandrem L., który oferował mu dostęp do tajnego aneksu
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Bronisław Komorowski spotkał się z podejrzanym Aleksandrem L., który oferował mu dostęp do tajnego aneksu
Paweł Graś potwierdził,  że Komorowski zna Leszka Tobiasza, którego zeznania obciążają Sumlińskiego
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Paweł Graś potwierdził, że Komorowski zna Leszka Tobiasza, którego zeznania obciążają Sumlińskiego

Prokuratorzy kończą śledztwo w sprawie oferowania oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za łapówkę

Dokładnie rok temu dziennikarz Wojciech Sumliński uniknął aresztowania, podcinając sobie żyły w warszawskim kościele.

Trzy miesiące wcześniej usłyszał zarzut płatnej protekcji. Wraz z byłym oficerem WSI Aleksandrem L. mieli oferować za łapówkę pozytywną weryfikację pracownikowi Wojskowych Służb Informacyjnych – Leszkowi Tobiaszowi, która umożliwiała dalszą pracę w służbach specjalnych.

ABW przeszukała też mieszkanie Sumlińskiego oraz domy dwóch członków komisji weryfikacyjnej Leszka Pietrzaka oraz Piotra Bączka. Chodziło o sprawę wycieku tajnego aneksu do raportu o weryfikacji WSI.

Długa cisza

Do dziś w żadnej z tych spraw nie trafił do sądu akt oskarżenia.

– We wniosku aresztowym prokuratorzy pisali, że trzymiesięczny areszt pozwoli ustalić okoliczności. Minął rok, a aktu oskarżenia nie widać – wytyka opieszałość śledczym obrońca Sumlińskiego Roman Giertych.

– Ani mnie, ani Piotrowi Bączkowi nie zostały przedstawione żadne zarzuty w tej sprawie. Mam wrażenie, że śledztwo się wlecze – mówi „Rz” Pietrzak.

Prokuratorzy zgodnie odrzucają tę krytykę. – To nieprawda, że w sprawie nic się nie dzieje. To skomplikowane śledztwo, w którym trzeba sprawdzić bardzo wiele rzeczy – mówią „Rz” prokuratorzy, którzy wydali decyzję o przeszukaniu mieszkania i domów, Jolanta Mamej oraz Andrzej Michalski. – Mieliśmy sygnał, więc musieliśmy go sprawdzić – mówią dzisiaj. Przyznają, że wątek śledztwa, w ramach którego badają, czy doszło do wycieku aneksu, jest jeszcze daleki od zakończenia. Nie chcą nawet zdradzić, czy ustalono, że do wycieku faktycznie doszło.

Twierdzą za to, że czynności w wątku, w którym badana jest korupcja, zmierzają do końca i przypuszczalnie zostanie on wyłączony tak, by sprawę można było szybko zamknąć. Nie chcą przesądzać o sporządzeniu aktu oskarżenia. – Jednak jak na razie zarzut wobec pana Sumlińskiego pozostaje w mocy – zastrzegają.

Śledczy twierdzą, że zarzuty, jakie postawiono Sumlińskiemu i Aleksandrowi L., są oparte na mocnym materiale: zeznaniach świadków i dowodach pośrednich. Jednak szereg podejrzeń, o których donosiły media, do tej pory nie znalazło odzwierciedlenia w postawionych zarzutach. Na razie brak potwierdzenia, że Sumliński miał oferować za pieniądze wykreślenie z aneksu nazwisk oficerów WSI. Nie potwierdziło się też, jakoby dziennikarz oferował aneks spółce Agora (wydawca „Gazety Wyborczej”). Wciąż nie ustalono, czy Sumliński miał u siebie jakiekolwiek tajne dokumenty. Wciąż badają to biegli.

W tych sprawach większość dowodów śledczym dostarczyła kierowana przez Krzysztofa Bondaryka Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Postraszyć dziennikarzy?

– Moim zdaniem była to prowokacja skierowana głównie przeciw komisji weryfikacyjnej. Cele ubocznym było zaś wystraszenie niepokornych dziennikarzy. Jeden z wysokich oficerów agencji miał powiedzieć do agentów jadących na akcję do Sumlińskiego: „Od tej chwili dziennikarze mają się bać” – mówi „Rz” osoba związana dawniej z komisją weryfikacyjną.

Sumliński po decyzji o aresztowaniu i próbie samobójczej stracił źródła utrzymania. Jego program w Telewizji Lublin spadł z anteny.

Do tej pory prokuratura przetrzymuje zarekwirowane mu dokumenty, przez co nie może pisać książek. – Jesteśmy zadłużeni na wszystkich kartach kredytowych. Poprosiliśmy banki o przerwę w spłatach kredytów i leasingów – przyznaje „Rz” Sumliński. Jak na zbawienie czeka na pieniądze z TVP za scenariusz filmu o ks. Jerzym Popiełuszce. – Do dziennikarstwa śledczego chyba już nie wrócę. To wszystko zbyt wiele kosztowało mnie i moją rodzinę Myślę o tym, by zająć się pracą zgodną z moim wykształceniem. Jestem psychologiem dziecięcym – mówi.

Byli członkowie komisji weryfikacyjnej zostali pozbawieni możliwości działania.

Wielu z nich straciło tzw. poświadczenia bezpieczeństwa, które dają im dostęp do informacji niejawnych. To uniemożliwia im pełne wykorzystanie swojej wiedzy i umiejętności w instytucjach będących poza kontrolą obecnej koalicji, takich jak Biuro Bezpieczeństwa Narodowego czy Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Nowe badania psychiatryczne matki Magdy

Matka Madzi z Sosnowca będzie musiała zostać poddana nowym badaniom psychiatrycznym. Tymczasem jej obrońca składa zażalenie na aresztowanie >>