Wymiar Sprawiedliwości
Od ulotek do Halemby
Bożena Przybysz, orzekająca w sprawie katastrofy w Halembie, przed laty z wyjątkową gorliwością skazywała na więzienie za ulotki, które „poniżały ustrój PRL”
Bożena Przybysz jest sędzią Wydziału IV Sądu Okręgowego w Gliwicach. To ona w lutym skazała dziewięciu sztygarów z kopalni Halemba i firmy Mard. Byli oskarżeni o przyczynienie się do największej tragedii w polskim górnictwie – w listopadzie 2006 r. w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej w wyniku wybuchu metanu zginęło 23 górników. Sztygarzy wiedzieli o zagrożeniu, ale nie wycofali ludzi z kopalni. Dobrowolnie poddali się karze. Sędzia Przybysz orzekła od czterech miesięcy do dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny od 300 do 1,5 tys. zł. Łagodne kary, jak stwierdziła prokuratura, mają mieć skutek wychowawczy.
Andrzej Jarczewski, były wiceprezydent Gliwic, dziś klucznik gliwickiej Radiostacji (drewniana wieża, w której mieści się muzeum), pamięta sędzię Przybysz mniej wyrozumiałą.
– W 1986 r. skazała mnie i trzech moich kolegów na dwa lata więzienia za produkcję i kolportaż ulotek – wspomina.
– Zrobiła to na podstawie fałszywych dowodów i niewiarygodnych dokumentów.
Sędzia Przybysz skazała ich – jak czytamy w uzasadnieniu wyroku – bo sugerowali, że „Sejm PRL jest marionetką w rękach władzy, nawoływali do bojkotu wyborów do Sejmu i Rad Narodowych oraz rozpowszechniali fałszywe wiadomości na temat sytuacji społeczno-politycznej”.
Według ówczesnego kodeksu karnego groziło za to do trzech lat więzienia. – Wyrok dwóch lat w połowie lat 80. już po stanie wojennym wydaje się surowy – ocenia prokurator Piotr Nalepa z pionu śledczego katowickiego IPN. – Najsurowsze wyroki orzekano w 1982 r. na mocy dekretu o stanie wojennym – nawet sześć, siedem lat więzienia.
Średnio za strajki w stanie wojennym skazywano na rok, półtora roku pozbawienia wolności, często w zawieszeniu. Bywało, że sędzia wydawał najniższy dopuszczalny prawem wyrok i dostawał z sali oklaski.
– Pamiętam tamten proces, broniłem jednego z oskarżonych – mówi mec. Janusz Kral, obrońca w kilkudziesięciu sprawach działaczy opozycji (członków komitetów strajkowych, kolporterów), dziś na emeryturze. – Na Śląsku zawsze zapadały najsurowsze wyroki za działalność opozycyjną. Paradoksalnie bardziej ludzcy byli sędziowie sądów wojskowych niż cywilnych.
Wysokie wyroki sędzia Przybysz uzasadniała cytatami z ulotek. Jej zdaniem informacje „spada spożycie żywności, pogarszają się warunki pracy, wzrasta zachorowalność na wiele chorób” były nieprawdziwe. Podobnie jak ulotki mówiące, że „komunistyczne wybory urągają godności każdego z nas, nie tylko nie pozwalają na wybór rzeczywistych przedstawicieli społeczeństwa, stanowią ponadto formę ukrytego przymusu władzy nad obywatelem”. Oskarżonych obciążyło też, że drukowali kalendarze „Solidarności” na 1984 r. i „Donosy” Sławomira Mrożka.
Jarczewski siedział w więzieniu rok, wyszedł na mocy amnestii. Potem przez pół roku szukał pracy (miał czwórkę dzieci).
W 2006 r. na wystawie „Multimedia konspiry” w Muzeum w Gliwicach ujawnił wyrok sprzed 20 lat. Nazwisko sędzi jednak wtedy wymazał. – Nie chciałem, by nagłośnienie tej sprawy miało wpływ na proces Halemby – wyjaśnia.
Rola sędzi Przybysz w tym procesie już się skończyła. Sprawę przeciw dyrektorowi kopalni, głównemu inżynierowi oraz 15 sztygarom i nadsztygarom prowadzi kto inny. Bożena Przybysz odmówiła „Rz” rozmowy o swojej przeszłości.
Wyrok dwóch lat za ulotki już po stanie wojennym wydaje się surowyPiotr Nalepa, prokurator IPN
Wyrok w sprawie ulotek z 1986 roku:















