Nowy Grunwald, czyli karykatura patriotyzmu

aktualizacja: 06.06.2008, 13:35
Pomachamy flagami, pomalujemy twarze na biało-czerwono. Bo gdzieś trze...
Pomachamy flagami, pomalujemy twarze na biało-czerwono. Bo gdzieś trzeba odreagować i potwierdzić swoją tożsamość
Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Jeśli wygramy mecz z Niemcami, będziemy mieli do czynienia
z euforią ludzi kompletnie ogłupionych i sprowadzonych
do poziomu zdziecinniałej masy – uważa filozof społeczny

To, co się dzieje przed zbliżającym się meczem Polska – Niemcy, trudno nazwać współczesną odmianą patriotyzmu. Jest to raczej jego karykatura, kompensacja albo kanalizacja stłumionych emocji, świadome zwrócenie ich w nieznaczącym nic realnie kierunku, w tym przypadku w stronę piłkarskiego boiska.
Jednak te nagromadzone emocje mają źródła także pozasportowe, które ujawniają się przy każdej rywalizacji polsko-niemieckiej po obu stronach.
Pomimo że po stronie niemieckiej emocje są nieco powściągane, to charakterystyczne było, iż podczas ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej narodowy entuzjazm wybuchł pełną siłą właśnie dopiero po wygranym meczu z Polakami. I choć nie przyjmowało to wówczas bardzo agresywnej formy, niewątpliwie dodało sporo energii ówczesnemu niemieckiemu kibicowaniu.
Po stronie polskiej występuje w owej strategii podgrzewania atmosfery wyraźny rozdźwięk, sprzeczność komunikatów. Z jednej strony liczni publicyści oraz tzw. eksperci dowodzą na co dzień, że stosunki polsko-niemieckie są coraz lepsze, że Niemcy i Polacy darzą się coraz większą sympatią i zaufaniem, że we wzajemnych relacjach nie ma żadnych większych problemów. Tych zaś, którzy wskazują na te problemy, piętnuje się jako germanofobów.
Z drugiej zaś strony, kiedy dochodzi do sportowej rywalizacji, podsyca się atmosferę prawie wojny, która tym deklaracjom zaprzecza. Polacy mają świadomość, że tutaj mogą demonstrować także niechęć i wrogość, bo w sporcie dozwolone jest to, co normalnie jest źle widziane i piętnowane jako ksenofobia. Co więcej – tutaj się tego od nich oczekuje.
Dlatego też emocje towarzyszące meczom piłkarskim są rozbuchane do najwyższego stopnia, doprowadzone do absurdalnej skrajności. Mamy tu nagromadzenie wszelkich polskich kompleksów, frustracji, poczucia złego traktowania, nierównowagi sił, wreszcie poczucia bezsilności. Te negatywne uczucia usiłuje się przekładać na płaszczyznę zabawy i rozrywki, która nie ma realnego znaczenia. Wirtualna wojna ma zastąpić dojrzałe działania państwa.
Siła emocji oraz fakt, że przejawiają się z okazji tak błahej sprawy jak mecz piłkarski, świadczy o chęci ucieczki od tych problemów, o których większość Polaków nie chce po prostu słuchać, nie chce wiedzieć, ucieczce od polityki, ucieczce od odpowiedzialności w świat zastępczej rywalizacji. Znaczna część Polaków nie chce przecież przyjąć do wiadomości, że istnieją jakieś zasadnicze problemy z pozycją Polski w Europie, z naszymi sąsiadami, że są rozbieżności pomiędzy Polską a Niemcami, np. w polityce wobec Rosji, w ocenie sytuacji, percepcji rzeczywistości. Będą domagać się podpisania każdego europejskiego traktatu i skwapliwej zgody na każdy niemiecki postulat, a jednocześnie traktować mecz piłkarski jako substytut wojny.
W związku z meczem Polska – Niemcy jeden z dziennikarzy zapytał mnie, co bym dał, aby Polska z Niemcami wygrała. To pytanie samo w sobie pokazuje absurdalność całej otoczki tego meczu, traktowania go jak wojny psychologicznej, jak rozgrywki o jakąś realną stawkę. A jeśli wygramy, to co tak naprawdę nam to da? Jakie istotne problemy rozwiąże? Przykryjemy jedynie te problemy jakąś idiotyczną narodową ekstazą.
Oczywiście, że będę oglądał mecz, będę się cieszył z ewentualnej wygranej polskiej reprezentacji i sprawi mi to przyjemność. Wiem jednak, że na polskich ulicach będziemy mieli wówczas do czynienia z euforią ludzi kompletnie ogłupionych i sprowadzonych do poziomu zdziecinniałej masy.Druga ewentualność – czyli przegrana – będzie z kolei jawiła się jako klęska nie tylko w piłce nożnej. Porażka uderzy w Polaków głębiej, dla wielu będzie kolejnym potwierdzeniem polskiego nieudacznictwa, kompleksów, co de facto jest również świadectwem wspomnianego zdziecinnienia i nieradzenia sobie w złożonym świecie.
Ale przecież ani zwycięstwo, ani porażka w niedzielnym meczu nie rozwiązuje żadnych zasadniczych problemów Polski na arenie międzynarodowej. Jeśli robi się z meczu nowy Grunwald, to jest to wyłącznie granie na emocjach. Zgoda, tabloidy robią to wszędzie. Problem polega jednak na tym, że do tabloidowego myślenia sprowadziła się w ostatnim czasie cała polska umysłowość. Co więcej, nawet niektórzy politycy uprawiają politykę na poziomie tabloidów.
Premier Donald Tusk mówiący, że prawdziwi Polacy uczą swoje dzieci grać w piłkę, jest tego najlepszym przykładem. Gdybym chciał być złośliwy, mógłbym rzec, że premier akurat w tym przypadku robi to, co mu wychodzi najlepiej – czyli wygłasza przemówienia i gra w piłkę. Przez ostatnie pół roku nie pokazał niestety nic innego i powoli zaczynam już tracić nadzieję, czy zdolny jest do jakichkolwiek innych działań. Jego przemówienia mają zresztą to do siebie, że często odwołują się do dumy narodowej, nie precyzując tego, czym owa duma jest i jak się przejawia, i o jakiej zbiorowości w zasadzie Donald Tusk mówi.Nieokreślony sposób, w jaki premier zwraca się do narodu polskiego, sprawia wrażenie jakby rzeczywiście zwracał się do kibiców drużyny piłkarskiej, podtrzymując ich na duchu, utwierdzając w przekonaniu, że będzie dobrze i musi się udać. Kiedy Aleksander Kwaśniewski został prezydentem, w prasie ukazał się artykuł Aleksandra Smolara, że Polska będzie teraz spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Mieliśmy wizję Polski jako konsorcjum czy przedsiębiorstwa.
Analogicznie, w przypadku Donalda Tuska mamy wizję Polski jako drużyny piłkarskiej, której kibicuje cały naród. Mamy wirtualny świat, w którym istnieje całkowita zgoda i miłość, harmonia interesów w Europie, wszyscy wspólnie uprawiamy wspólną europejską politykę, pracujemy na wspólny sukces i w gruncie rzeczy nie ma żadnych poważnych problemów. A ponieważ gdzieś trzeba odreagować, ponieważ w dziedzinie symboliki potrzebujemy trochę emocji, aby się podniecić, mieć czym poekscytować, potwierdzić swoją tożsamość, potrzebny jest sport, rywalizacja narodowych drużyn, które zresztą już dawno przestały być narodowe.
W tym sensie rzeczywiście kibicowanie można potraktować jako współczesną formułę patriotyzmu, którą promuje także sam premier. Znika dzisiaj formuła patriotyzmu poważnego, wyrażanego na przykład w tym, że podejmujemy z naszymi niemieckimi partnerami spór o ich rewizję obrazu przeszłości, o historię. Rezygnujemy z walki o prawdę historyczną, o interesy polityczne i gospodarcze, a nawet o naszą godność, w zamian otwiera się pole pozornej walki, gdzie ludzkie emocje i rzeczywistość muszą się wyrazić, dlatego przenosi się je na pole sportowe.
Codzienna potulna polityka Polski tak doskwiera ludziom, że muszą ją kompensować patriotycznym wrzaskiem na boisku
Pójdziemy, pomachamy flagą, pomalujemy twarze na biało-czerwono. Być może uda nam się nowy Grunwald, który każe nam zapomnieć o codzienności. To jest łatwiejsze i wygodniejsze niż zastanowienie się i zadanie pytania: jak wygląda nasza sytuacja gospodarcza, co dzieje się w mediach, jaka jest nasza rzeczywista pozycja polityczna w Europie, jaką politykę historyczną i naukową uprawiamy?
Znamienna była niedawna informacja „Rzeczpospolitej” o powołaniu polsko-niemieckiej fundacji na rzecz nauki. To było tak niezwykle typowe – stworzenie wspólnej fundacji, gdzie jesteśmy partnerem dziesięciokrotnie słabszym, gdzie nic od nas nie będzie zależne, bo wszystkie strategiczne decyzje będą podejmowali niemieccy partnerzy. Pytanie brzmi: po co nam to?
Warto przypomnieć, że od paru lat podejmowane są starania o powołanie katedry polskiej na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. I nic się nie da zrobić. Opór i bezwładność, odsyłanie od Annasza do Kajfasza. Czy dla polskiej nauki nie byłoby korzystniej przekazać te 5 mln, które wyłożyliśmy na fundację polsko-niemiecką i gdzie nie będziemy mieli nic do powiedzenia, na osobną, zupełnie samodzielną katedrę w Nowym Jorku lub Berlinie?
To jest przykład naszej realnej polityki, potulności, która tak doskwiera ludziom, że muszą ją kompensować patriotycznym wrzaskiem na boisku. Zamiast odpowiadać na niewygodne pytania i zmuszać do męczących działań i odważnych decyzji, wystarczy dać ludziom poczucie, że komuś kibicują, że są po stronie swoich, że wykazują solidarność z innymi Polakami, że czują się narodową wspólnotą, zmieniającą się w chwilową wspólnotę emocji.Absurd jest tym większy, że w drużynie niemieckiej będzie grało trzech piłkarzy polskiego pochodzenia (a choć jeden się tego wstydzi, to uchodzi w Niemczech za najbardziej znanego Polaka), a w polskiej drużynie zaś mamy naturalizowanego niedawno Brazylijczyka. Po co całe to zamieszanie? Cóż, starożytni mieli gladiatorów i igrzyska dla ludu po to, by można było w spokoju utrzymywać władzę.
not. k.b.
Zdzisław Krasnodębski jest profesorem socjologii i filozofem społecznym związanym z Uniwersytetem w Bremie oraz Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE