Architektura

Emigranta z Polski podróż przez ruiny WTC do warszawskich szczytów

Rzeczpospolita
Słynny architekt promował w Polsce swoją autobiografię. Książka dzisiaj trafia do księgarń
Architekta Daniela Libeskinda otacza aura gwiazdy. Tym się różni jednak od wielu popularnych u nas gwiazd‚ że jego dorobek zapiera dech w piersiach. Muszą to przyznać nawet jego najwięksi krytycy.
Autobiografii Libeskinda dano w polskiej wersji nieudany, moim zdaniem‚ tytuł: „Przełom. Przygody w życiu i architekturze”. Razi słowo „przygoda”‚ które nie licuje z opisywanymi wydarzeniami‚ raczej kojarzy się z wypracowaniem na temat wakacji. Wydana po raz pierwszy w 2004 r. przez Riverhead Hardcover, w paperbacku z 2005 r. miała trafniejszy tytuł: „Breaking Ground: An Immigrant’s Journey from Poland to Ground Zero” (Podróż emigranta‚ z Polski do Ground Zero).
Ku mojemu zaskoczeniu, polska wersja ukazała się z przedmową prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz‚ co zamiast przydać jej splendoru, wygląda na marketing polityczny. Ani Libeskind i jego projekt budynku Złota 44 w Warszawie‚ ani inwestor Orco Property Group nie potrzebują takiego wsparcia. Ale może się mylę. Libeskind jest mistrzem (auto)marketingu. To znak naszych czasów. Gwiazda świeci‚ gdy wie, jak zabłysnąć. Uwaga dotyczy również pani prezydent. Książka opisuje dzieje rodziców Libeskinda‚ Dory i Najmana‚ którzy podczas okupacji przeżyli zesłanie do łagrów w ZSRR‚ a potem powrót do Polski przez Kirgizję‚ Uzbekistan‚ Moskwę i Mińsk. Tułaczkę Libeskindów, z dwójką dzieci, z Łodzi (tu w 1946 r. urodził się Daniel)‚ przez emigrację do Izraela w 1957 r.‚ a w 1959 r. dalej‚ do Stanów Zjednoczonych. Opisuje też twórczą drogę Libeskinda, od gry na akordeonie po karierę architekta i najgłośniejszy projekt: Wieżę Wolności – zabudowę Ground Zero w Nowym Jorku‚ placu‚ na którym stały budynki World Trade Center. Swój pierwszy sukces Libeskind odniósł, mając 52 lata. Wygrał konkurs na Muzeum Żydowskie w Berlinie. Dzisiaj ma za sobą sześćdziesiątkę. Dla mnie byłby geniuszem‚ nawet gdyby skończył na berlińskim muzeum. To budynek‚ który powinno się doświadczać wszystkimi zmysłami‚ nie tylko wzrokiem. Ktokolwiek znajdzie się w jego wnętrzu, powinien stanąć na chwilę w bezruchu z zamkniętymi oczyma i wsłuchać się w otoczenie. Dla Libeskinda architektura jest czymś więcej niż plany‚ przekroje i elewacje. Powinna mieć i korzenie, i skrzydła. Łączyć wszystkie dziedziny sztuki w jedno. Wątek historii rodziny Libeskinów dla wielu czytelników będzie pewnie ważniejszy od, skądinąd ciekawych‚ kulisów projektów i konkursów architektonicznych. Daniel Libeskind, Przełom. Przygody w Życiu i architekturze, Przeł. Małgorzata Zawadka, Wyd. Naukowo-Techniczne, 2008
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL