Opinie

Reprywatyzacja: marksizm wiecznie żywy

Warszawa
Fotorzepa, Grzegorz Zawisza
Mogłoby się wydawać, że blisko trzy dekady po upadku komunizmu w naszej części Europy i po totalnym bankructwie tego systemu w każdym jego aspekcie, sprawa zwrotu zagrabionej przez komunistów własności powinna być już dawno rozwiązana. Tymczasem nie tylko tak się nie stało, ale wciąż jest jeszcze wielu ludzi reprezentujących „elity III RP”, dla których sprawa potępienia kradzieży i zadośćuczynienia dla okradzionych lub ich spadkobierców wcale nie jest oczywista. Okazuje się, że komunizm poczynił w umysłach wielu – wydawałoby się wykształconych i „światłych” ludzi - ogromne spustoszenia, z których skutkami borykamy się do dzisiaj.

Własność prywatna od czasów starożytnych stanowiła motywację do działania człowieka. Świadczyła o jego zaradności, zachęcała do osobistego rozwoju, pozwalała na zabezpieczenie bytu rodziny, a także zmuszała do konkurowania z innymi rodzinami, klanami czy plemionami. W VIII p.n.e. grecki poeta Hezjod wspomina o „dobrym konflikcie", który stymuluje do działania i pozwala pokryć niedobory wywołane brakiem zasobów oraz zmusza do korzystnej lokacji już posiadanych dóbr. Pomimo pogardliwego stosunku do rzemiosła i handlu prezentowanego przez antycznych filozofów (Sokratesa, Platona, a nawet Arystotelesa) te dwie dziedziny rozwijają się doskonale zarówno w samej Grecji, jak i w Azji Mniejszej oraz pozostałych krajach śródziemnomorskich. Rzemiosło i handel oparte były i są na indywidualnej własności narzędzi, a niekiedy budynków potrzebnych do wytwarzania rzeczy oraz własności rzeczy wytworzonej. W starożytnym Rzymie własność prywatna podległa szczególnej ochronie. Warto przytoczyć znaną już w Ustawie XII tablic (kodyfikacja prawa powstała w latach 451-449 p.n.e) instytucję „dominium ex iure Quiritium". Własność kwirytarna poległa na przyznaniu „res mancipi" (czyli rzeczy takich jak np. grunty italskie, zwierzęta czworonożne) obywatelowi rzymskiemu korzystającym z cywilnej ochrony ich własności i posiadania. Długo można by opisywać historię praw do własności prywatnej i jej ochrony. W podstawowych założeniach prawa te nie ulegały zmianom przez stulecia i opierały się na podstawowych regułach poszanowania rzeczy ruchomych i nieruchomych. Rzeczy nabytych w wyniku pracy człowieka lub jego przodków, a także otrzymanych za szczególne zasługi dla ojczyzny od monarchy (de facto i de iure właściciela ziemskiego).

Podstawowe prawo własności prywatnej zostało zniszczone przez pseudonaukę zwaną marksizmem oraz nachalne wcielanie jej błędnych założeń w życie przez bolszewików przy aplauzie zachodnich propagatorów tych idei. Fundamentem marksizmu jest społeczna własność środków produkcji jako podstawa ładu ekonomicznego. Marksizm i pseudofilozoficzne systemy będące jego ewaluacją stworzyły własne pojęcia prawno-ekonomiczne. Marksizm odróżnia własność materialną środków produkcji od własności instytucjonalnej. Zatem według ekonomii marksistowskiej właścicielem materialnym (a właściwie czasowym użytkownikiem) jest ten, który posiada środki produkcji (posługuje się nimi), a nie ten, który widnieje jako właściciel w odpowiednich księgach czy rejestrach opartych na przepisach prawa - właściciel instytucjonalny. W ten sposób niszczony był i jest nadal podstawowy imperatyw działania człowieka, to jest chęć posiadania prywatnej własności. W okresie PRL-u właścicielem wszystkich znaczących środków produkcji (ziemi, fabryk, zakładów pracy itp.) była zbiorowość określana jako lud pracujący czyli de facto jej samozwańczy przedstawiciel PZPR na czele z nomenklaturą. Poprzez działania faktyczne władza ludowa usankcjonowała kradzież własności prywatnej, nie dbając przy tym o dostateczne zabezpieczenie kradzieży w sposób prawny (jakby powiedzieli marksiści – instytucjonalny). Działania te wynikały z wyżej opisanej teorii marksistowskiej.

Luki prawne systemu komunistycznego pozwalają na odzyskanie swoje własności przez prawowitych właścicieli. Jednak nie zawsze jest to możliwe.

Reprywatyzacja w Warszawie odbywa się bowiem w oparciu o zasady, których nie powstydziliby się klasycy marksizmu. Ostatnie wydarzenia z nią związane pokazują, że dla niektórych warszawskich urzędników drugorzędne znaczenie ma to, kto naprawdę jest uprawniony do odzyskania zagrabionego przez komunistów mienia. Ustalenie prawdy ma w tym systemie znaczenie znikome. Liczy się to, kto stał się posiadaczem roszczeń do nieruchomości, pozyskanych często podstępem, na granicy prawa albo wprost bezprawnie. W ten sposób – na wzór państwa komunistycznego - rządy prawa zostały zastąpione rządami hochsztaplerów i cwaniaków, których jedyną legitymacją jest ich układ z władzą (w tym przypadku władzami Warszawy). Nie powinno zatem dziwić, że „nowi" właścicieli nieruchomości warszawskich oburzają się na podejmowane działania prawne, mające na celu pozbawienie ich własności wadliwie zreprywatyzowanych kamienic. Oznaczałoby to bowiem zwycięstwo zasad państwa prawa i poszanowania własności prywatnej nad dotychczasowymi patologicznymi praktykami.

Nawoływanie do zastosowania pseudoteorii marksistowskiej ekonomii widoczne jest również w przypadku rodziny Grocholskich, której to ostatni została otworzona możliwość do odzyskania swojej własności. Jak już to zostało wspomniane, komuniści nie przejmowali się tworzonym przez siebie prawem. Dekret Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej zakładał m.in. iż na cele reformy przeznaczone będą nieruchomości ziemskie o przeznaczeniu rolnym. Natomiast poprzednicy prawni rodziny Grocholskich dokonali przekształcenia ziem położonych w Michałowicach na grunty budowlane jeszcze przed II wojna światową. W związku z powyższym, ziemie położone w Michałowicach nie powinny być w ogóle objęte ww. dekretem. Rodzina Grocholskich uzyskała prawną możliwość dochodzenia wpisu zgodnego z prawem w księgach wieczystych prowadzonych dla nieruchomości faktycznie do nich należących (lub jak zostało to zapowiedziane, przez ich pełnomocnika, stosownych odszkodowań). W celu zyskania poklasku dla skompromitowanych teorii marksistowskich wywołana została panika podsycana przez działaczy partii Razem. W mediach wypowiadał się Pan Jakub Rozenbaum, który stwierdził, m.in., że „potrzeba ustawy, która wygasi roszczenia reprywatyzacyjne" oraz „To niepokojący wyrok. Jeśli można zreprywatyzować Michałowice, to co będzie następne? Cofnięcie reformy rolnej? Takie decyzje podważają zaufanie do państwa". Otóż podważeniem zaufania do państwa byłby wyrok sprzeczny z zasadą poszanowania prawa własności. W chwili obecnej należy zwrócić prawowitym właścicielom, to co zostało im zabrane i to wbrew komunistycznemu prawu. Palącą potrzebą jest uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej, jednak nie może ono odbywać się w pośpiechu i „na kolanie". Należy pamiętać, że my ustroju komunistycznego nigdy sobie sami nie wybraliśmy. Zerwanie ze skompromitowaną ekonomią marksistowską wymaga od nas decyzji, które wskrzeszą ład i porządek obowiązujący w cywilizowanym świecie od wieków. Tylko wtedy będzie można, przywróć zaufanie do państwa. Oddanie skradzionej własności ma nie tylko aspekt sprawiedliwościowy wobec pokrzywdzonych. Buduje też u obywateli poczucie poszanowania prawa przez organy Rzeczpospolitej. Najwyższy czas skończyć z marksizmem i pobudzić Polaków do działania poprzez gwarancję ochrony ich własności prywatnej.

adw. Jakub Łosoś-Czernicki ekspert Instytutu Zmian

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL