Dyplomacja
Pat w polityce zagranicznej
- Piotr Semka: Czy warto umierać za Gruzję?
- Dyplomatyczne potyczki między rządem a Pałacem
- Gruzja na krawędzi wojny z separatystami?
- Zamiast ambasadorów w naszych placówkach będą chargé d’affaires?
- Kto może zyskać na polskim konflikcie
- Polska dyplomacja wychodzi z komunizmu
- Premier dostanie relację z misji w Gruzji
Spór między prezydentem a MSZ może spowodować, że na placówki wyjadą dyplomaci niższej rangi niż ambasador. – To zagraża interesom kraju – ostrzegają rozmówcy „Rz”.
Od wielu tygodni w polskich placówkach brakuje 18 ambasadorów, a latem wakatów może być jeszcze więcej. Radosław Sikorski zwleka z wysłaniem na placówki ambasadorów wytypowanych przez Annę Fotygę i powołanych już przez prezydenta. Natomiast na biurku Lecha Kaczyńskiego leżą wnioski o nominowanie ambasadorów wytypowanych przez Sikorskiego.
Pat trwa. Szef MSZ nie czeka już więc na opinię prezydenta i występuje do krajów przyjmujących o zgody na przyjazd ambasadorów – dowiedziała się „Rz”. Tak było w przypadku kandydatów na placówki w Albanii, Austrii i Słowacji. I choć kraje te wyraziły już zgodę, Lech Kaczyński może nie podpisać nominacji.
18 ambasad w tylu polskich placówkach za granicą nie ma gospodarza
– Nie dopuszczam myśli, aby pan prezydent chciał utrudniać funkcjonowanie polskiej służby zagranicznej. Ze swojej strony zrobię wszystko, aby wypracować kompromis – oznajmił Radosław Sikorski w wywiadzie dla „Rz”, który ukaże się jutro.
Jeśli prezydent nie powoła ambasadorów, MSZ może wysłać dyplomatów jako chargé d’affaires. Wtedy nie mieliby jednak dostępu do najwyższych urzędników w kraju, w którym zostali akredytowani. Zmiana rangi dyplomaty będzie też odebrana jako lekceważenie kraju, który wydał zgodę na przyjazd ambasadora.
– Stosowanie podobnych kruczków prawnych negatywnie odbije się na reputacji Polski – ostrzega były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal z PiS. Z kolei obecny wiceszef MSZ Ryszard Schnepf zapewnia, że chargé d’affaires mogą dobrze pilnować naszych interesów. Przyznaje jednak, że takie rozwiązanie to ostateczność. – Grozi nam opinia kraju, w którym poważne kontrowersje wzbudza rutynowa sprawa – mówi „Rz” Schnepf.














