Edukacja

Klęska szkolnej reformy

Jeden opiekun w klasie najmłodszych dzieci to często za mało
123RF
Asystentów, którzy mieli ułatwić pracę z najmłodszymi uczniami, zatrudniła niespełna co 40. szkoła.

Wprowadzenie asystentów nauczycieli miało być odpowiedzią na wyzwania związane ze skierowaniem sześciolatków do szkół. Sprawdziliśmy: reforma została na papierze.

Nowe przepisy (wprowadzone przez ubiegłoroczną nowelizację ustawy oświatowej) dały szkołom możliwość zatrudnienia pomocnika dla pedagoga na podstawie kodeksu pracy, a nie Karty nauczyciela. Asystenci mieli pomagać w opiece nad najmłodszymi uczniami. Na te szkoły, w których liczebność klas I–III przekroczyłaby 25 uczniów, nałożono wręcz obowiązek zatrudnienia asystenta.

Z danych przekazanych przez MEN wynika, że w całym kraju pojawiło się zaledwie 296 takich etatów. To oznacza, że jeden statystycznie przypada na 42 szkoły podstawowe. Dla porównania warto dodać, że w roku szkolnym 2012/2013 z klasami I–III pracowało ponad 120 tys. pedagogów na niemal 90 tys. etatów.

W kończącym się właśnie roku szkolnym 2014/2015, w związku z reformą obniżającą wiek szkolny, naukę rozpoczęło dodatkowo ok. 200 tys. uczniów, bo do szkół oprócz siedmiolatków trafiła też połowa rocznika sześciolatków.

Dlaczego w podstawówkach nie pojawili się asystenci nauczycieli? Odpowiedź jest najprostsza z możliwych. Ministerstwo Edukacji zmieniło prawo, ale nie przeznaczyło na ten cel nawet złotówki.

– To kolejny przykład na to, jak MEN tworzy życzeniową rzeczywistość. Publicznie ogłasza pewne rozwiązanie, na którego realizację nie przeznacza żadnych środków – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich i członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

515 tys. uczniów rozpoczęło w tym roku naukę w pierwszej klasie. 193 tys. z nich jako sześciolatki

Dodaje, że gdy pojawiają się problemy z realizacją planów rządu, ten umywa ręce i wskazuje, że odpowiedzialne za to są samorządy, które nie chcą ich finansować. – Prawda jest taka, że wiele gmin czy powiatów ma problem z bieżącą wypłatą wynagrodzeń nauczycielskich, więc nawet nie mogą myśleć o jakichkolwiek dodatkowych etatach asystenckich – tłumaczy Olszewski.

Zdaniem Ewy Łowkiel, byłej wiceprezydent Gdyni, przez lata odpowiedzialnej w tym mieście za edukację, problem jest szerszy. W związku z tym, że rząd skierował do szkół sześciolatki, a spora część pięciolatków trafiła do szkolnych zerówek, by zwolnić miejsca w przedszkolach dla młodszych dzieci, samorządy musiały radykalnie zmienić swoją politykę oświatową.

– Tak duża liczba małych dzieci w szkołach oznaczała konieczność zatrudnienia dodatkowej kadry do opieki świetlicowej czy kucharek, by zapewnić tym najmłodszym uczniom dobre żywienie – mówi Łowkiel.

Wskazuje na jeszcze jeden problem. W jej ocenie MEN przeregulowało przepisy dotyczące asystentów. Z jednej strony wymaga się od nich, by mieli takie same kwalifikacje jak nauczyciele, z drugiej – proponuje o wiele mniej atrakcyjne warunki zatrudnienia. Tydzień pracy asystenta to 40 godzin, a nie 20, jak w przypadku nauczyciela, nie przysługuje mu też system wynagrodzeń przewidziany dla pedagogów.

– Gdyby nie związano samorządom rąk, określając pułap kwalifikacji, jakie powinien mieć asystent, gminy miałyby większe pole manewru i zapewne znalazłyby rozwiązania, by takie etaty pojawiły się w szkołach – przekonuje była wiceprezydent Gdyni.

Zapytaliśmy MEN, czy zamierza przeznaczyć dodatkowe pieniądze dla szkół, by miały za co zatrudniać pomocników nauczycieli, lub w jakikolwiek inny sposób wspomoże tę reformę. Do zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Pytanie jest o tyle istotne, że we wrześniu do szkół znów trafi półtora rocznika uczniów.

Brak asystentów to niejedyny problem związany z reformą obniżającą wiek szkolny. Znowelizowane prawo nałożyło na szkoły obowiązek zapewnienia uczniom opieki świetlicowej w grupach nieprzekraczających 25 osób. W maju pisaliśmy, że z ankiety przeprowadzonej przez nauczycielską „Solidarność" wynika, iż w 90 proc. placówek normy zatrudnienia nauczycieli w świetlicy są przekroczone. Bywa, że jeden pedagog opiekuje się 85 uczniami.

Ponadto szkoły, chcąc zapewnić opiekę w świetlicy najmłodszym dzieciom, ograniczają dostęp do niej uczniom starszych klas.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL