Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Niedźwiedź a wojna w Syrii

Science Faction/Getty Images
Kiedyœ dla Łysenki, a dziœ dla wyznawców teorii o globalnym ociepleniu i wielu zachodnich rzšdów, nauka jest dziedzinš, w której decydować ma państwo.

Zauważyć należy i niestrudzenie powtarzać, że globalne ocieplenie jest pod wieloma względami rzeczš niezmiernie przydatnš. Nie chodzi mi o to, że mniej ludzi będzie umierać z powodu zimna, że oszczędzimy na ogrzewaniu, że będš kwitnšć roœlinki i drzewa (jeœli się przyjmuje, że przyczynš ocieplenia jest wzrost dwutlenku węgla w atmosferze, a przyczynš wzrostu dwutlenku węgla jesteœmy my) ani że – jeœli się przyjmuje, że ocieplenie jest przyczynš wzrostu opadów deszczu – afrykańskie pustynie zakwitnš lub przeobrażš się w lasy (choć warto mieć na względzie badania opublikowane w piœmie „Nature Climate Change", które wykazały, że spowodowane przez gazy cieplarniane deszcze pokonały susze w Afryce Subsaharyjskiej).

Rzecz w tym, że na „globalne ocieplenie" można zwalać wszystko, także chorobę pieska i nagły zgon cioci Rózi. Jednoczeœnie można się domagać astronomicznych iloœci pieniędzy w celu przeprowadzenia badań majšcych na celu wykazanie, że potrzeba jeszcze bardziej astronomicznych ich iloœci w celu zwalczania ocieplenia. Mało kogo interesujš fakty. Wszyscy (a zwłaszcza politycy) chcš się wykazać troskš o œrodowisko. I drżš w obawie, że jeœli nie wykażš się dostatecznš gorliwoœciš, zostanš potępieni jako „negacjoniœci", a może też (to najnowsza moda, o której za chwilę) porówna się ich do kreacjonistów.

Korzyœci z takiej strategii nadal sš ogromne – dla polityków, dla dziennikarzy, dla producentów zielonej energii, dla poœredników, dla instytucji, dla „badaczy" klimatu, dla „ekspertów" wszelkiej maœci. I oczywiœcie dla dobrego samopoczucia. Bo jeœli nie ma problemu, to nie ma pieniędzy. Więc – nie baczšc na fakty – alleluja i do przodu.

Warto jednak sięgnšć po termin o większym zakresie niż „ocieplenie", a mianowicie po „zmianę klimatu". Na zmianę klimatu można – a nawet należy – zwalać, nie baczšc na fakty, wszelkie zmiany temperatur wszędzie, susze, powodzie, głód, deszcze, burze, huragany, ciepłe oceany, zimne oceany, zimne noce, wiatry ciepłe, wiatry zimne, ciepłe powietrze, zimne powietrze, troszeczkę za chłodne powietrze, pocišgajšce za sobš potrzebę wdziania sweterka, zgon (w trybie nagłym lub nie) każdego misia polarnego i niezliczonš liczbę coraz to innych rzeczy. Ostatnio została ona uznana za odpowiedzialnš także za wojnę w Syrii.

Nie ma dowodów? Tym gorzej

Za 50 lat ma być – czytamy prawie codziennie podobne przewidzenia, niedawno między innymi na łamach „Rzeczpospolitej" – o 5–6 stopni cieplej. A może tylko 3? A może aż 8? (To niebywałe, jak meteorolodzy, na ogół niezdolni do przewidzenia, czy jutro będzie padał deszcz, umiejš z takš dokładnoœciš przewidzieć, co będzie za 50 czy 100 lat). Oceany się ocieplajš i pochłaniajš więcej dwutlenku węgla. A może się oziębiajš, może pochłaniajš go mniej, nie wiadomo dokładnie, ale na pewno coœ złego robiš i komuœ jakoœ zagrażajš. Ich poziom wzrasta i mieszkańcy rozmaitych wysp będš musieli rychło uciekać albo uczyć się żyć pod wodš. Nic wprawdzie na to nie wskazuje i niektóre z najbardziej ponoć zagrożonych wysp w okolicach Australii wręcz się powiększyły, ale może trzeba to rozumieć dialektycznie.

„Dialektycznie" to znaczy „naukowo": tylko idiota by powiedział, że nie można czegoœ stwierdzić, bo nie ma żadnych wskazujšcych na to œladów. A wštpić w coœ, bo œlady wskazujš na coœ wręcz przeciwnego, to już dziecinnie błędne rozumowanie. Misie polarne majš się coraz gorzej i rychło wyginš wskutek braku lodu (mimo dowodów, że lodu nie tylko nie brak, lecz przybywa, a misie majš się całkiem dobrze, o czym też za chwilę). A słynna „pauza" w ociepleniu trwajšca już od 1998 r., a więc blisko 20 lat, jest przez zagorzałych rzeczników teorii o globalnym ociepleniu rozpaczliwie tłumaczona na kilkadziesišt różnych sposobów.

Doliczono się ich już 63, a należš do nich: słaba aktywnoœć słońca, cykle słoneczne, chiński węgiel, oceany pochłaniajšce dwutlenek węgla, wolne wiatry, szybkie wiatry, ciepły Pacyfik, zimny Atlantyk (lub może odwrotnie), zbieg okolicznoœci. Pojawiajš się również takie tezy, jak „w ogóle nie ma żadnej pauzy", „modele nie brały pod uwagę wulkanów" oraz „bierzemy pod uwagę nie te dane co trzeba". A w ogóle, oœwiadczyli niektórzy rzecznicy globalnego ocieplenia, temperatura na powierzchni Ziemi nie jest jego dobrym wskaŸnikiem. Temperatura oceanów też nie, bo to zbyt skomplikowane. Zapewne okaże się niedługo, i zostanie to ogłoszone jako kolejny „naukowy konsensus", że temperatura jest tu całkiem nieistotna i w ogóle nie ma nic wspólnego z globalnym ociepleniem, przepraszam, zmianš klimatu.

Może więc pora znów coœ o klimacie powiedzieć: o tym, co wiemy, i o tym, czego nie wiemy. Jak się rzeczy majš naprawdę? Otóż znane dziœ fakty sš następujšce.

Po pierwsze: œrednie temperatury na powierzchni Ziemi nie wzrosły od prawie 20 lat, mimo silnego wzrostu poziomu dwutlenku węgla w atmosferze. Fakt ten jest zaprzeczeniem przewidywań niemal wszystkich komputerowych modeli, według których mieliœmy w tym czasie doœwiadczać systematycznego wzrostu ciepła. Modele te zakładały też, że wzrost temperatur jest przyczynowo œciœle zwišzany ze wzrostem dwutlenku węgla w atmosferze, co też zostało obalone. Powtarzam, bo to fakt najważniejszy: poziom dwutlenku węgla co roku wzrasta, a mimo to od prawie 20 lat powierzchnia Ziemi się nie ociepla.

Brak korelacji między ociepleniem a dwutlenkiem węgla nie powinien dziwić: od poczštku zwišzek ten był niejasny i nadal nie wiadomo, w jakim stopniu poziom dwutlenku węgla w atmosferze wpływa na klimat. Ani też jaki jest mechanizm tego wpływania. Ani jakš rolę w poziomie CO2 odgrywa ludzkie działanie. Przypomnijmy, że obecny poziom dwutlenku węgla w atmosferze jest względnie niski w porównaniu z poziomem w cišgu ostatnich kilkuset milionów lat, kiedy to bywały one dwukrotnie, dziesięciokrotnie, nawet dwudziestokrotnie większe niż dziœ, w tym podczas epok lodowych.

Więcej lodu, nie mniej

Po drugie: na Antarktydzie gruboœć pokrywy lodowej jest niemal wszędzie powyżej œredniej i jest go więcej niż w zeszłym roku. To też przeczy wszystkim komputerowym modelom, które przewidywały katastrofalne jego zmniejszenie wskutek ocieplenia. Według amerykańskiego National Snow and Ice Data Center (NSIDC) majowy lód na Antarktydzie pobił w tym roku rekordy i co dekadę roœnie o 2,9 proc.

Po trzecie: że w cišgu ostatniego pół wieku Arktyka się ociepliła – to nie ulega kwestii. Ale ociepliła się w stosunku do lat 60. i 70., które były wyjštkowo zimne (nie mówišc o wieku XIX, który był lodowaty). Nie wiadomo natomiast, czy ociepliła się w porównaniu z pierwszš połowš XX wieku. Zwłaszcza w obliczu faktu, iż – jak wyszło niedawno na jaw – oficjalne dane na temat temperatury na powierzchni Ziemi zostały „poprawione": w setkach przypadków dane zbierane przez tysišce stacji meteorologicznych na całym œwiecie „dostosowano" do przewidywań komputerowych tak, aby pokazywały dużo większe ocieplenie, niż faktycznie miało miejsce.

To kolejny skandal w tej pełnej już skandali dziedzinie. Dane z wczeœniejszych lat ubiegłego wieku „poprawiono" w dół, z ostatnich lat zawyżono. Podobnego majstrowania na dużš skalę, zwanego popularnie „chłodzeniem przeszłoœci", dokonano z danymi pochodzšcymi z Arktyki. Analizujšcy je specjaliœci twierdzš, że prawie wszystkie wyniki, od Grenlandii do Syberii, zostały w ten sposób „poprawione".

W Arktyce ubytek lodu latem bywał w przeszłoœci rzeczš normalnš i doœć regularnš. Ale nawet w sezonie letnim ubytek lodu nie jest szczególnie spektakularny, a zimš lód zdaje się być stabilny. Najmniej go było w 2007 r. Od tego czasu następuje poprawa. Wiemy też, że lód i temperatury na Arktyce podlegajš ok 60-letnim cyklom zwišzanym z cyklami oceanów, które z kolei sš zwišzane ze Słońcem. I wiemy – z badań NASA opublikowanych w roku 2007 – że to cykliczne zmiany zimnych i ciepłych pršdów Oceanu Arktycznego, zwišzane z tzw. oscylacjš arktycznš, sš w dużej mierze odpowiedzialne za zmiany klimatu na Arktyce.

Istnieje duża korelacja między temperaturami w Arktyce a cyklami Słońca i cyklicznymi oscylacjami oceanów – Pacyfiku i Atlantyku, wielokrotnie potwierdzona w najnowszych badaniach. Wiemy też, że temperatury arktyczne sš skorelowane z cyklicznymi przypływami zimnej i ciepłej wody z Atlantyku. Pršdy ciepłej wody z tego oceanu ocieplajš częœci Oceanu Arktycznego, przyczyniajšc się do topnienia lodu latem i zmniejszajšc jego przyrost zimš. Wielu rzeczy – zwłaszcza o oceanach i pršdach – jeszcze nie wiemy, ale wiemy, że te zmiany majš istotny wpływ na temperaturę i gruboœć pokrywy lodowej Arktyki. Wiemy też, że cykliczne ciepłe pršdy w oceanach nie majš nic wspólnego z dwutlenkiem węgla ani z ludzkim zachowaniem. Warto też zauważyć, że komputerowe modele klimatyczne żadnych z tych rzeczy nie biorš pod uwagę.

Po czwarte: misie polarne majš się dobrze. Ostatnie badania wskazujš, że populacja niedŸwiedzi w Arktyce jest stabilna lub wręcz się zwiększa. Zoolog Susan Crockford wykazała niedawno wyraŸny zwišzek między spadkiem liczebnoœci populacji niedŸwiedzi polarnych a grubszym lodem wiosennym: gdy wiosnš lód jest gruby, zwierzšt (w tym ryb), którymi się żywiš niedŸwiedzie, jest mniej albo sš one trudniej dostępne. Mimo to, pisze pani Crockford, wina za spadek populacji niedŸwiedzi standardowo zrzucana jest na zmniejszenie gruboœci pokrywy lodowej latem, mimo że nie ma na to żadnych dowodów. Przeciwnie – często zmniejszeniu lodu latem towarzyszy spory wzrost populacji niedŸwiedzi.

Obserwacje niedŸwiedzi potwierdziły też, że błędne jest założenie o niezmiennej stabilnoœci lodu jako siedliska, zwłaszcza na wiosnę. Gruboœć lodu na Arktyce od wieków zmienia się na wiosnę co kilka lub kilkadziesišt lat. Nie ma to nic wspólnego ani z cieńszym lodem latem, ani z dwutlenkiem węgla produkowanym przez ludzi.

Upał jakby zelżał

Po pište: Słońce jakby ostygło. Przewidywany jest na najbliższy rok najsłabszy cykl plam słonecznych od 1906 roku, czyli od ponad wieku. Jest coraz więcej dowodów na bardzo istotnš rolę, jakš odgrywa Słońce w zmianie klimatu (m.in. przez chmury). Korelacja z „pauzš" wydaje się istotna.

Co robiš „ociepleniowcy"? Dwudziestoletniš przerwę we wzroœcie temperatur globalnych usiłujš tłumaczyć na różne sposoby: w tej chwili największš popularnoœciš wydaje się cieszyć teoria, że ocieplenia nie ma, bo ciepło zostało pochłonięte przez oceany.

Ale pochłonięcie ciepła przez oceany jest niczym innym jak elementem tej właœnie naturalnej zmiennoœci, o której była mowa powyżej. I rzeczywiœcie, wszystkie lub prawie wszystkie czynniki wpływajšce na klimat – w tym Słońce, oceany, pršdy morskie – podlegajš naturalnej zmiennoœci. Tyle że w modelach klimatycznych, których „ociepleniowcy" nadal broniš, o tej zmiennoœci mowy nie ma. Mowa jest natomiast o powodowanym przez działalnoœć człowieka („antropogennym") ociepleniu powodowanym przez dwutlenek węgla – hipoteza w oczywisty sposób sprzeczna z koncepcjš naturalnej zmiennoœci. Tak więc podejmowane przez „ociepleniowców" próby wytłumaczenia „pauzy" w ociepleniu sš w sposób jaskrawy sprzeczne z modelami, których nadal broniš.

W lutym tego roku ukazały się w piœmie „Science" dwa artykuły na ten temat, jeden z nich współautorstwa „ociepleniowca" Michaela Manna, słynnego twórcy doszczętnie zdyskredytowanego „wykresu hokejowego" z 1999 r. W pierwszym artykule ogłoszono z powagš (jakby było to zaskakujšce odkrycie!), że „w cišgu ostatnich 130 lat okresy naturalnej zmiennoœci na Pacyfiku i na Atlantyku wzmacniały globalne ocieplanie albo mu przeciwdziałały". Coœ takiego! W drugim tekœcie, współautorstwa Manna właœnie, napisano, że oscylacje na Atlantyku i Pacyfiku stworzyły „fałszywš pauzę", która kiedyœ się skończy (ale nie wiadomo kiedy ani dlaczego), i wtedy globalne ocieplenie powróci ze wzmożonš siłš. Podsumujmy argument ociepleniowców: pauza jest fałszywa, bo zaraz się skończy, a zaraz się skończy, bo jest fałszywa, ale tymczasem można jš wytłumaczyć oscylacjš oceanów, o której nigdy nie było mowy w naszych modelach. Mimo to modele sš słuszne, choć też żadnej pauzy nie przewidziały, ale co z tego, skoro jest ona fałszywa.

A co z huraganami, burzami, cyklonami, tornadami, deszczami, tsunami, powodziami i innymi tego typu „ekstremalnymi" zjawiskami meteorologicznymi? Nadal nie ma najmniejszych dowodów na to, że jest ich więcej, niż było, ani że sš zwišzane z ociepleniem, ani że wskutek ocieplenia sš silniejsze. Huraganów na Atlantyku było w ostatnich latach o wiele mniej niż zwykle. Na tornada – mówiš znawcy tornad – ocieplenie nie może mieć wpływu. Nie może też wywoływać burz. Pod względem powodzi też nie stwierdzono żadnych globalnych zmian. Poziomy oceanu gdzieniegdzie się podnoszš, ale nie wiadomo dlaczego – być może to też ma zwišzek z pršdami i oscylacjami – i nikomu na razie nie zagrażajš.

Mimo braku jakichkolwiek dowodów rychłej klęski histeria zwišzana ze „zmianš klimatu", podsycana przez media, polityków i lewicowych ideologów ocieplenia, nie przestaje rosnšć. Politycy wymyœlajš coraz to nowsze wielomiliardowe wydatki, by zwalczać tę „najpotworniejszš broń masowej destrukcji" (jak okreœlił ocieplenie John Kerry, ale podobne brednie wygłasza wielu innych polityków). A już w ostatnich latach ideologiczny i polityczny wymiar sporów o klimat rozrósł się w sposób groteskowy.

I to mimo blisko 20-letniej przerwy w ociepleniu, mimo œwiadomoœci, że zmiany klimatyczne sš rzeczš niezmiernie złożonš, że choć wiemy o poszczególnych ich aspektach coraz więcej, pozostaje jednak wiele niewiadomych, i że całego obrazu – Słońca, oceanów, pršdów, oscylacji, turbulencji, wiatrów, chaosu i interakcji wszystkich tych rzeczy – nikt na razie ogarnšć nie może; mimo otwartej kwestii wrażliwoœci klimatu na dwutlenek węgla i coraz liczniejszych dowodów, że jest ona prawdopodobnie o wiele słabsza, niż przewidujš modele; i mimo coraz nowszych badań wskazujšcych na rolę Słońca, wiatrów i oceanów.

Rekiny branży klimatycznej

A może nie „mimo", lecz „wskutek" tych rzeczy? Straszenie klimatem to przemysł, który rozpaczliwie chce przetrwać: zbyt wiele osób czerpie zeń profity, zbyt wiele jest z nim zwišzanych wpływów, władzy, pozycji, pieniędzy. Więc im słabsze argumenty, tym agresywniej trzeba atakować drugš stronę. Były już skandale, wyzwiska („negacjoniœci", „faszyœci", „reakcja"), groŸby, odmowy publikacji, manipulacje, fałszowanie danych. Te rzeczy trwajš i się nasilajš. Ale nasiliło się też coœ gorszego. Politycy, rzšdy i administracje wypowiadajš się dziœ na temat nauki w sposób, jakiego œwiat nie widział od czasów Galileusza, a przynajmniej od czasów Łysenki, o którym za chwilę. Obama ogłasza, co nauka ustaliła w sposób bezapelacyjny. W Anglii sceptykom wœród ministrów w rzšdzie powiedziano, że majš siedzieć cicho i trzymać się linii rzšdowej. Państwowej telewizji BBC zasugerowano z kolei, że powinni prosić o pozwolenie, gdyby jakiœ sceptyk miał się u nich wypowiadać, i w ogóle żeby wpuszczali ich mniej – innymi słowy, chyba nie wpuszczš już nikogo, bo i tak już prawie ich nie wpuszczajš.

Teoria globalnego ocieplenia jest przez rzšdy mile widziana, bo daje im to, co rzšdy lubiš najbardziej: możliwoœć rozszerzenia władzy państwa. Musimy – mówiš – regulować każdš sferę życia, prywatnš i publicznš, komercyjnš i niekomercyjnš, bo inaczej zaraz pochłonš nas oceany. Biurokraci i klimatolodzy też na tym zyskujš: ci pierwsi dostajš granty rzędu wielkoœci budżetu małego afrykańskiego kraju na badania, które powierzajš tym drugim. Wszyscy zyskujš. Alleluja i do przodu.

Przypomina się Łysenko, dla którego nauka musiała być zgodna z komunistycznš doktrynš i który z tego powodu odrzucił i potępił m.in. genetykę mendlowskš i przeœladował prawdziwych naukowców, którzy się z tym nie zgadzali. Zwišzek Sowiecki zapłacił za to zapaœciš rolnictwa i klęskš głodu. I jak kiedyœ dla Łysenki, tak dziœ dla ociepleniowców i wielu zachodnich rzšdów nauka jest czymœ, o czym ma decydować państwo. Żadne odstępstwa od oficjalnej teorii nie sš dozwolone. To skojarzenie narzuca się dziœ do tego stopnia, że o Łysence zaczynajš mówić nie tylko ci, którzy pamiętajš te czasy lub coœ o nich wiedzš, kojarzy się on nawet cytowanej powyżej pani od misiów.

Kilka lat temu doszło do tego coœ jeszcze: sprytne, podstępne, cyniczne, wielopiętrowo zakłamane odwracanie kota ogonem polegajšce na zrównywaniu „sceptyków" globalnego ocieplenia z krecjonistami i innymi antynaukowymi nurtami. Modni, wpływowi lewicowcy jęli próbować argumenty godzšce w ociepleniowców – argumenty budowane na podstawie nauki i faktów – obrócić przeciwko ich autorom, tzn. sceptykom: tym, których lubiš nazywać „negacjonistami". (Wyzwisko to notabene samo już pokazuje, że teoria globalnego ocieplenia stała się rodzajem politycznej religii).

Krytyk literacki Michael Bérubé już w 2011 r. wpadł na ten pomysł. Warto go zacytować, by przyjrzeć się manipulacjom, jakich dokonuje. Wyłożył on mianowicie tezę o tym, jak to – uwaga! – „lewicowa postmodernistyczna krytyka pojęcia prawdy została przejęta przez prawicowych ideologów szukajšcych przyzwoitego płaszczyka, pod którym mogliby odrzucać teorię zmian klimatycznych, ewolucji i innych przyjętych w nauce wniosków. (...) Negacjoniœci w dziedzinie zmiany klimatu i kreacjoniœci atakujš teraz naukowców (...) za pomocš argumentów wypracowanych przez akademickš lewicę (...) i chcš delegitymizować badania naukowe".

Po czym przychodzi mu do głowy inny modny dziœ antynaukowy nurt, mianowicie ruch antyszczepionkowy, więc żeby było zabawniej, dorzuca go do kreacjonistów w swoim zrównaniu sceptyków w kwestii ocieplenia z siłami reakcji i ciemnoty: „Powinniœmy jasno powiedzieć, że antropogenna zmiana klimatu jest faktem, tak samo jak faktem jest, że szczepionki nie powodujš autyzmu, że Ziemia kręci się wokół Słońca i że Adam i Ewa nie jeŸdzili do Koœcioła na dinozaurach".

Innymi słowy, jeœli ktoœ nie przyjmuje jako faktu, ba, jako prawdy objawionej przez klimatologów, a jednoczeœnie bezapelacyjnie ustalonej przez naukę i potwierdzonej przez „konsensus", którego istnienie trzeba uznać za niekwestionowalne, że Ziemia ociepla się wskutek wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, który to wzrost z kolei jest skutkiem ludzkich działań – znaczy to, że odrzuca podstawy nauki tudzież racjonalne myœlenie i tkwi w ciemnocie, miłujšc zabobony.

A jeœli nawet ktoœ nie odrzuca hipotezy, że globalne ocieplenie istnieje i że w jakiejœ mierze przyczyniajš się do niego ludzkie działania, i że w jakiejœ mierze jest ono zwišzane z dwutlenkiem węgla? Jeœli jedynie uważa, że badania w tej dziedzinie nie sš w pełni decydujšce, że wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, że może do ocieplenia przyczyniajš się także inne czynniki, że modele, których przewidywania okazały się błędne, może majš gdzieœ jakieœ drobne wady i że „debata" może nie jest całkiem „zamknięta", a fakty naukowe „ustalone"? To wystarczy, by uznać, że jest „antynaukowy", niczym nie różnišc się od kreacjonisty, który wierzy, że Adam i Ewa chodzili po Ziemi z dinozaurami 6 tysięcy lat temu, czy od rodzica, który się upiera, że szczepionki powodujš autyzm.

No i rzecz jasna – co w oczywisty sposób się z tym łšczy – jest ideologiem reakcji. Aha, i jeszcze kapitalistš. Tak samo przy tym niebezpiecznym, co wszyscy wyżej wymienieni. Nie, nie tak samo: o wiele bardziej! Bo przecież całe życie na ziemi jest zagrożone. Właœciwie – to wyczuwalny, choć niewypowiedziany wniosek – należy takich ludzi zakneblować i unieszkodliwić. A najlepiej po prostu ich wyeliminować.

Bezczelnoœć takich insynuacji jest godna podziwu. Ale trzeba je odeprzeć, rozsupłać poszczególne nitki tego kłamliwego bełkotu i powiedzieć jasno, jak jest naprawdę. A jest całkiem odwrotnie: jak każdy chyba gołym okiem widzi, chociażby na podstawie powyższego cytatu, to lewicowi ideolodzy kneblujš tych, którzy nie wykazujš się dostatecznš wiarš, we własnym interesie manipulujš opiniš publicznš, zniekształcajš prawdę i delegitymizujš naukę. Słowem, wszystkie ich oœwiadczenia sš czysto ideologiczne, oparte na objawieniu właœnie, nie na nauce, którš całkowicie ignorujš, a cały ten bełkot sprowadza się do powiedzenia, że króluje na ziemi Koœciół Globalnego Ocieplenia, a kto do niego nie należy, jest heretykiem. Nie chodzi o prawdę nauki, chodzi właœnie o prawdę objawionš.

Antropogenne globalne ocieplenie nie jest faktem porównywalnym do faktu, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Ani do faktu, że brak jakichkolwiek dowodów na to, by szczepionki powodowały autyzm, i że teoria ta została doszczętnie zdyskredytowana, a jej autor pozbawiony prawa praktykowania medycyny w Anglii. Antropogenne globalne ocieplenie jest jedynie teoriš, czy raczej po prostu hipotezš (bo teoriš jest tylko w sensie potocznym, nie w sensie naukowym), pełnš niesprawdzonych czy wręcz fałszywych założeń, metodologicznie wadliwš (mówišc bardzo oględnie) i opartš na modelach, które jeszcze nic słusznie nie przewidziały.

Klimat jest rzeczš niezmiernie skomplikowanš i nikt nie wie, jaka dokładnie jest prawda o wzajemnym oddziaływaniu tysięcy elementów, które się do niego przyczyniajš. Naukowš postawš wobec skomplikowanych naturalnych procesów jest skromnoœć, otwartoœć i gotowoœć do dalszych badań. Nie jest niš mówienie, że „debata jest skończona", i kneblowanie naukowców, których badania wykazujš, że może jest inaczej.

Œródtytuły pochodzš od redakcji

Autorka jest tłumaczkš i eseistkš. Mieszka w Paryżu

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL