Rzecz o prawie

Czy polski wymiar sprawiedliwości stać na rezygnowanie z taśm

Marek Domagalski
Fotorzepa
Efekty procesowe ujawnionych w aferze podsłuchowej nagrań są mizerne, za to polityczne, choć spóźnione, ogromne. Może to okazja, by na nowo przemyśleć rezygnację w ściganiu przestępców z nielegalnie zdobytych dowodów, głównie nagrań?

Taki luksus zafundowano Temidzie, a tak naprawdę Polsce, zamieszczając w noweli kodeksu postępowania karnego, która już 1 lipca 2015 r. wchodzi w życie, art. 168a. Stanowi on, że niedopuszczalne jest przeprowadzenie i wykorzystanie do celów postępowania karnego dowodu uzyskanego za pomocą czynu zabronionego, krótko mówiąc: przestępstwa. To znaczy, że nie można stosować tzw. owoców zatrutego drzewa, choć do tej pory wymiarowi sprawiedliwości nie przeszkadzały.

Pozostając przy aferze podsłuchowej, trzeba powiedzieć, że przynajmniej jeden wątek – zakusów władzy na Mennicę, walki z „tłustymi misiami" – jest przedmiotem śledztwa prowadzonego na podstawie nagrań z restauracji Sowa & Przyjaciele. Niestety, raczej nie potrwa ono długo. Zgodnie z art. 36 nowelizacji owe zatrute dowody będzie można wykorzystać, jeśli przed wejściem w życie nowej regulacji zostanie wniesiony do sądu akt oskarżenia. Konia z rzędem prokuratorowi, który tę sprawę czy inną podobną zakończy do tego czasu. Później nielegalne nagrania będą miały procesową wartość śmieci, choć zapewne jeszcze niejeden minister upadnie z powodu podsłuchów. I dobrze, lepiej niech upada, niżby miał rządzić.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nad tą nowelizacją unosi się cień sprawy Beaty S., byłej posłanki PO, której łzy mogliśmy oglądać w telewizji, tak samo jak scenę przyjmowania siatki z łapówką. Sąd apelacyjny uznał jednak, iż CBA grę operacyjną podjęło bez wiarygodnej informacji, że posłanka ma skłonność do łapówek. Zdyskwalifikował dowody i uniewinnił Beatę S., a werdykt utrzymał Sąd Najwyższy.

W obecnej aferze nie ma jednak, przynajmniej na razie, śladu, by to władza stała za nagraniami, poza tym z dowodów zdobytych wbrew prawu korzystają nieraz zwykli obywatele, by dojść sprawiedliwości. Czy państwo, tak często niesprawne, ma prawo pozbawiać ich tej możliwości obrony? Moim zdaniem nie ma i takie dowody nadal będą wypływać. Tylko zostaną ocenione nie w sądzie, ale w internecie.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL