W sieci opinii

Jubel na Gnojnej, kabaret na Zagwiździu

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
„Harmonia z cicha na trzy czwarte rżnie, ferajna tańczy, wszyscy z drogi”… - niesie się leitmotiv ostatniej biby. Jubel pożegnalny trwa.

Ośmiorniczki były, się zmyły. Nadeszła stonoga i ferajna ocknęła się przy herbacie i deserach. Roszady, deale, odprawy, czyli ostatnie sznity tortu tylko furkoczą w powietrzu. Niedługo będzie po herbacie. Lepiej obcierać pysk z cukrowo - śmietanowej brei, niechby choć przez marne trzy miesiące pogrzebowego sztajera, niż obudzić się z niczym. Dobra i lokata w Bydgoszczu, byle pierwsza.

A jakże pyszny był jeszcze tak niedawny wybór salonu na powyborcze rekolekcje! Słyszę, zda się, jak we wnętrzach hotelu o dumnej nazwie „Windsor" dźwięczą te wszystkie, firmowe k...y, h...je, d...y. Frazy trącące wyziewem gumna nie do zabicia przez najdroższe perfumy. Dziś, choć garniaki Bossa na siermiężnych grzbietach jeszcze tańczą, drzwi są już zamknięte. To nie song Maryli, to bal na Gnojnej. Tutaj znienacka można poczuć pod żebrem lodowate dźgnięcie majchra. Familianckie mordy nurzają się w słodkotrującej pianie pożegnalnego tortu, lecz walka idzie na śmierć i życie. A czysta gęba, polski syf i folklor – czy to ważne? Lokata na liście jest ważna. Biorąca lokata.

Dla niemal każdego, budżetowego urzędola, nie łudźmy się, nie tylko w oczach pańci bliźniaczki Joela Greya z filmu „Kabaret" ( „Willkommen, bienvenue, wellcome!"), ktoś o dochodach pięciu zwykłych, polskich emerytów razem wziętych jest idiotą ( „Money money" ). Gdzie dawne czasy, gdzie normalność? Gdzie rasa przedsowiecka, gdzie pokolenia, które kulturę kapitalizmu, obrotu ekonomicznego, handlu, gospodarowania przenosiły w genach, w rozumie, w oczach, i w sercu też? Z domu, z ulicy, z życia. Czy podobna, żeby w dobrze zorganizowanym państwie u steru spraw stał jak nie teoretyk – utopista, absolwent postkomunistycznej antyekonomii, to kompletny, w sensie praktycznym, gospodarczy analfabeta? Mój Boże, dialogi starego Jana Buddenbrooka z małą Tonią są przecież czystym realizmem. Nestor hanzeatyckiej rodziny kupieckiej osobiście czuwał nad wnuczką w tej mierze. „Dowiadywał się, ile bierze za worek pszenicy i wyraził gotowość robienia z nią interesów"- opisał te nauki Tomasz Mann. Miałam i ja dziadka, którego życie było upartą grą z komuną w obronie własnego biznesu. Takie dziedzictwo siedzi we krwi, w duszy.

Szacujmy. Chcąc wypłacić pracownikowi na rękę sześć tysięcy, trzeba wyłożyć, dorzuciwszy różne haracze, na okrągło, około 10 tysięcy. Zakładając 20% marżę handlową ( często dziś nierealną ) należy na ten cel, miesiąc w miesiąc, latem i zimą, obrócić co najmniej pięćdziesiąt tysięcy. Tony pietruszki, jajek, truskawek, butów, kiecek, książek, śrubek, desek – tego, do czego jeszcze dzisiaj ma jaki taki dostęp przeciętny, przedsiębiorczy Polak, który nie posiada szwagra w magistracie, ni ojca w resorcie. Po opłaceniu kosztów transportu, energii, reklamy, opakowań. Nakładem godzin morderczej, niezapłaconej harówki własnej. Kosztem przerobienia kilogramów kwitów i dokumentów. Tylko na ten jeden, wart szyderstwa urzędola, zarobek.

Nie pojmie tego Bieńkowska, a jednak nie zbrakło jej tupetu, by obstawiać szpicę sektora firm prywatnych i pchać się na ich komisarza do Brukseli. Jej doświadczenie? Siedem lat przy podziale dotacji :))). Własna firma? Nigdy, żadna :))). Dziś pańcia ta nadzoruje eksplorację kosmosu, a co! Może ktoś wierzy, że wie, z ilu planet składa się nasz Układ Słoneczny. Może ktoś wierzy. „Z szaconkiem, bo się może skończyć źle, na Gnojnej bawimy się".

Błazny ferajny są jeszcze głupsze. Na opolskim festiwalu zacinający się, piskliwy wentylek władzy, naturszczyk bez rzemiosła głosowego, komik celujący w poziom targetu świetlicy z jakiegoś Zagwiździa Małego lecz za to z chucią do niemoralnego, zawstydzającego służenia tortodawcy ocieplaniem jego wizerunku ( patrz szczególnie: YT, ostatni odcinek „Posiedzenia rządu"- podsumowanie serii ), „tfurca" pseudosatyrycznych skeczy kontrapunktowanych waleniem ksenofobiczną kłonicą w narodowe wartości i religię, w tym roku bez opamiętania wtykał w ekskrementy swych nieśmiesznych, szyderczych wydalin Prezydenta Dudę. Kompletnie bez sera. Gdzie popadło. Dokładnie w szkole dziadka Kuby, nurzającego łapę z naszą flagą w treści kanalizacji. Na temat ferajny tortodawców nie zdobył się ani na mru mru.

Ów człowieczek - Górski R.- najwyraźniej wierzy w cud ratunku ferajny z rychłego potopu, czyli w przerobienie na szaro masowego debila, który, nabywszy bilet na jego występ, do końca świata będzie rżał wciąż z tego samego okładania kłonicą katolicyzmu oraz niedość gorliwych wielbicieli ferajny, która może i ma zabawne przywary, ale ogólnie jest wyluzowana i w porzo. Stąd i w Opolu walił po łbach podłym żartem o radiowej Trójce, która z nastaniem Dudy rzekomo zamieni się w Trójcę, lubo nie mniej prostacką kpiną z unikalnej reakcji Prezydenta Dudy na profanację hostii oraz stekiem pośledniejszego płazu, wycelowanego wyłącznie w Dudę i Kościół.

Tępe żarty dla półgłówków są jednak mało skuteczne. Już po kwadransie oglądania takich produkcji obliczonych na bezkrytyczny target zagwiździańskiej świetlicy, niczym pod mikroskopem, widzimy, na czym polega superzabawa ich telewizyjnych zjadaczy. Półgłówek bowiem, w bliskości kamer, zdumiewająco en block, niemal bez wyjątku, koncentruje się na występach własnych, czujnie czyhając na tę jedną setną sekundy, podczas której spocznie na nim hulające histerycznie cyfrowe oko. Drugoplanowo traktując treści lejące się ze sceny. Miny rozentuzjazmowanych gąb na takich widowniach są zwykłą, amatorską grą aktorską, odstawianiem celebryckiej śmietanki na użytek zazdrosnych sąsiadów, znajomych oraz rodzin, którym nie udało się w życiu pomachać do kamery, ni wykonać całuska na dowód udziału w bajecznej rozrywce światowców.

Co do kształtowania poglądów politycznych półgłówków, to, w zasadzie, podzielam zdanie panującego nam wciąż Prezydenta, że rozum mas istotnie najłacniej uaktywnia się, gdy pobudzany jest od przeciwległej do głowy strony korpusu ludzkiego. Z tą może korektą, że niekoniecznie drogą użycia gumowej gruszki medycznej, a za pomocą mocnego kopa. Jestem zatem pewna, że to wydaliny niemoralnej bździny zagwiździańskich estradowców staną się w przyszłości pośmiewiskiem historii, i że nie stanie się odwrotnie. W realu bowiem ferajna z Gnojnej nie szczędzi dziś masom kopów na każdym kroku, co w rezultacie musi ożywić najbardziej nawet gnuśne umysły. W końcu, ewolucja, któż zaprzeczy, nawet półgłówka wyposażyła w instynkt samozachowawczy.

Długoletnie zaś walenie kłonicą w niezłomne 30 % narodu, w polskie zasady i świętości okazało się bezskuteczne. Obiecujący pakiet aktywacyjny na dobre odpalił w mózgach kukizowców, stanowiących kolejne, bez mała, 30% naszej ludności. I na półgłówki nadejdzie pora. „Bez jedzenia i bez spania, byle byłoby co pić, kiedy Feluś na harmonii zaiwania trzeba tańczyć, trzeba żyć" – z Gnojnej dobiega wprawdzie jeszcze cwaniacki sztajerek, lecz złowróżbna to, wbrew pozorom, nuta. Znaczy – jak dla kogo.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL