Najpierw Pekin, potem cały kraj

aktualizacja: 01.06.2015, 21:19
W walkę z paleniem zaangażowały się też te tancerki (przed stadionem n...
W walkę z paleniem zaangażowały się też te tancerki (przed stadionem narodowym w Pekinie)
Foto: AFP

Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych ma polepszyć jakość życia obywateli i zbliżyć Chiny do Zachodu.

Pekin wyglądał w poniedziałek nieco inaczej niż zwykle. Przed wejściami do budynków biurowych było znacznie więcej osób palących, w zdecydowanej większości barów nie było już mgły papierosowego dymu, a całe miasta oblepione zostały plakatami o wprowadzonym właśnie zakazie palenia w miejscach publicznych. „Zwalczaj palaczy" – głosiły niektóre z nich.

Poniedziałek był pierwszym dniem bezwzględnego zakazu palenia w biurach, galeriach handlowych, na lotniskach, stadionach, w parkach czy szkołach stolicy. Kary za nieprzestrzeganie wynoszą 200 juanów (ok. 120 zł) dla obywateli oraz 10 tys. juanów dla restauracji i instytucji.

Jeżeli w liczącym 20 mln mieszkańców Pekinie eksperyment się powiedzie, zakaz będzie stopniowo rozszerzany na cały kraj. Wszelkie dotychczasowe znacznie skromniejsze próby zakazu palenia spaliły na panewce. Ograniczenia nie były po prostu egzekwowane.

Nie mogło być inaczej w kraju, gdzie palenie jest częścią kulturowej tradycji, gdzie wszyscy pamiętają, że przewodniczący Mao Zedong obiecywał w czasie rewolucji swym żołnierzom trzy rzeczy: posiłek, schronienie i papierosy. W tej kolejności. Wszyscy wiedzą, że ulubioną marką Deng Xaopinga, twórcy chińskiego cudu gospodarczego, były papierosy Zhonghua, która to nazwa oznacza chińskość. Są nadal piekielnie drogie – 50–60 juanów za paczkę, czyli ok. 30 zł, w chwili gdy ceny najtańszych zaczynają się od 5 juanów.

W Chinach pali nałogowo 300 mln osób. Tam powstaje 40 proc. produkowanych na świecie produktów tytoniowych. Po papierosa sięga regularnie dwie trzecie mężczyzn, co jest światowym rekordem.

– Cała kampania przeciwko paleniu jest elementem przemian cywilizacyjnych w społeczeństwie, którego mentalność pozostaje w tyle za gwałtownym rozwojem materialnym – tłumaczy „Rz" Radosław Pyffel z Centrum Studiów Polska – Azja.

Zwraca uwagę, że celem chińskiego kierownictwa jest podniesienie jakości życia w kraju, w co wpisuje się poprawa zdrowia społeczeństwa, a także zdecydowanie bardziej przyjazne traktowanie środowiska. – Wszystko to mieści się w pojęciu chińskiego marzenia, które promuje prezydent Xi Jinping – mówi Pyffel. Obserwatorzy wydarzeń w Chinach zwracają także uwagę, że nie pali ani jeden członek Stałego Komitetu Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin, a żona prezydenta, znana piosenkarka Peng Liyuan, zaangażowana jest aktywnie w kampanię przeciwko paleniu. Stąd rewolucja w podejściu do konsumpcji tytoniu.

Kilka tygodni temu zwiększony został o 11 proc. podatek od sprzedaży papierosów. Była to pierwsza podwyżka od wielu lat. Władze mają nadzieję, że w Chinach zadziała podobny mechanizm jak w wielu innych krajach objętych badaniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wynika z nich, że podwyżka cen tytoniu o 10 proc. skutkuje spadkiem liczby palaczy o 3,7 proc., wśród młodzieży nawet o 9,3 proc.

W Chinach może być jednak inaczej. A to dlatego, że, po pierwsze, papierosy są stosunkowo tanie. O ile w 2000 roku wydatki na 100 paczek stanowiły 14 proc. rocznego przeciętnego dochodu, o tyle kilka lat temu zaledwie 3 proc.

Po drugie, widoczny jest gwałtowny wzrost popularności tytoniu wśród kobiet. Jeszcze kilka lat temu odsetek palących kobiet ledwo przekraczał 1 proc. ludności, a palącą publicznie kobietę utożsamiano z wykonywaniem najstarszego zawodu świata. Obecnie jest to ponadtrzykrotnie więcej. Palą kobiety młode, dobrze wykształcone, w miastach. Jak wynika z badań, dochód przeciętnej palaczki to 1250 dol. miesięcznie. To niemal dokładnie tyle, ile wynosiła przeciętna płaca w Szanghaju w roku ubiegłym (3357 zł) czy Pekinie (3171 zł). Dla wielu kobiet palenie staje się zarówno formą emancypacji, jak i symbolem statusu. Zwłaszcza jeżeli afiszują się z papierosami Zhonghua.

Zagranicznych marek w Chinach praktycznie nie widać. Władze stawiają na rodzimy przemysł, który zaspokaja w pełni potrzeby. Monopolistą jest China National Tobacco Corp. W 2012 roku jej wkład do budżetu państwa wyniósł 717 mld juanów, czyli 7 proc. dochodów.

Nikt nie liczył do tej pory kosztów społecznych palenia. Mało wiarygodne statystyki mówią jedynie, że z powodu używania tytoniu umiera rocznie nieco ponad milion Chińczyków. Ocenia się, że 750 mln osób jest biernymi palaczami. Władze państwowe i partia chcą to zmienić. Zakaz palenia w Pekinie kontrolować będzie armia specjalnych inspektorów.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE