Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Anna Kozicka-Kołaczkowska: Pomnik a prawa vendetty

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
W walce na noże o wiele trudniej ustrzec się ciosu od przyjaciół, niż od jawnych wrogów.

Jest rok 2007. Wojewódzki ma zaledwie 44 latka, Owsiak 54, młodzi, którzy w 2015 pójdš na pierwsze w życiu wybory szlifujš ławy podstawówki, a rzeczniczka praw dziecka w pytaniu dziennikarza, jednym z wielu, nie spodziewa się rafy. Zagadnięta wprost, czy teletubisie nie promujš homoseksualizmu, mówi grzecznie: "Słyszałam o tym problemie. Sprawa jest niezwykle delikatna, bo ta bajka jest wyjštkowo przez dzieci lubiana.(...). Zauważyłam, że Tinky Winky ma damskš torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem. (...). PóŸniej się dowiedziałam, że w tym może być jakiœ ukryty, homoseksualny podtekst". Tadaaaaamm! Trafiona, zatopiona. To była normalna odpowiedŸ na sugestię, a jednak na jej podstawie z moherowej oszołomki na tropie różowej torebki teletubisia rechotała lemingoza, kpiła Europa, pękał ze œmiechu œwiat. Taki był sobie epizodzik zemsty na giertychowcach za koalicję z kaczystami.

Metoda wkręcania „na torebkę teletubisia" wcišż żyje. Œwietnie sprawdza się na rzetelnych, co to trzymajš się tematu. Na zamówienie główny kanał wyłuska co trzeba i z każdego zrobi oszołoma.

„Kolejna awantura o pomnik smoleński"- alarmuje więc weekendowy „Super Express". - „Jeszcze nie zdšżył objšć urzędu prezydenta, a już jego pomysły budzš kontrowersje. Prezydent elekt chciałby, żeby pomnik upamiętniajšcy ofiary katastrofy smoleńskiej stanšł tuż przy Pałacu Prezydenckim. Sprzeciwia się temu rzšdzšca stolicš Hanna Gronkiewicz –Waltz (63 l.) i wszystko wskazuje, że już za moment w tej sprawie wybuchnie kolejna polityczna awantura!". Znaczy, wszystko WSKAZUJE NA TO ( jak mówiš Polacy :))), że SE nie daruje sobie niewkręcenia w awanturę Prezydenta Dudy. A poglšdy Andrzeja Dudy w kwestii pomnika wyszły przy okazji wywiadu.

Awantura z pomnikiem miała zresztš wypalić miesišc wczeœniej. Po to HGW rzuciła nagle przynętę w postaci uwłaczajšco całej sprawie usytuowanego terenu pod monument. Ta strzelba ma znów huknšć w kolejnym, przedwyborczym akcie. Władza wierzy, że naród podziela jej histerycznš odrazę do zwolenników pomnika. W wyborach prezydenckich pokładano nadzieję nawet w wyimaginowanej odrazie do Żydów.

Zgody ma nie być. Powagi, o którš prosił Prezydent Elekt tudzież. Szef klubu PO obrócił apel o okiełzanie legislacyjnej histerii w okazję do zdyskredytowania jego osoby i kompetencji. Ów dziki bleff, erupcję mœciwej złoœci Grupińskiego powtarzano w głównym kanale mediów na okršgło. Z dna kultury politycznej odbicia nie ma. Walka trwa. Na noże.

Mamy więc znów wyrzynanie watahy. Etaty kilkunastu pracowników biura Andrzeja Dudy już padły ofiarš vendetty – błyskawicznie zlikwidowano jego mandat europosła, choć z wygaszaniem mandatu poprzednika ocišgano się przez miesišc. Mamy już, co gorsza, zamach na urzšd głowy państwa, czyli pospieszne sankcjonowanie furtki prawnej do odwołania niewygodnego prezydenta. Mamy goršczkowe zabiegi instalowania kompletu swoich, z byle magisterskimi kompetencjami, członków Trybunału Konstytucyjnego. Ale – ostrzeżony, uzbrojony – jak mówi porzekadło. Niestety, w walce na noże o wiele trudniej ustrzec się ciosu od przyjaciół, niż od jawnych wrogów.

„Polacy wcišż nie poznali prawdy o Smoleńsku. Duda powinien w tej sprawie poprosić o pomoc Obamę" – podrzuca nowemu prezydentowi Jadwiga Staniszkis demonstracyjne otwarcie („Rzeczpospolita", 29.05.2015 ) dokładnie z zakresu scenariusza „Super Expressu", z mety wystawiajšcego Dudę na cel odstrzału w bliskiej kampanii. Staniszkis jest nawet za pomnikiem smoleńskim przed Pałacem Prezydenckim, a jakże! Byleby tylko, broń Boże, nie był on „murowanš budowlš", a pomnikiem œwiatła, „który będzie funkcjonował tylko po zmroku".

Taki pokrętny duch panuje od poczštku do końca jej wynurzeń. Najsmaczniejsze jest zapewnienie, że przyklejaniem Dudzie między turami głosowania etykietki „maminsynka bez charyzmy" Staniszkis motywowała go do pracy. Na Dudy szczęœcie, mimo tej przyjacielskiej przysługi w najtrudniejszym momencie przesilenia, do jego końcowego zwycięstwa jednak doszło. W sumie, być synkiem takiej matki jak pani profesor Duda można życzyć każdemu i to rozumie chyba najbardziej nawet pomorski elektorat, a charyzma jest słowem trudnym, o złożonym znaczeniu. Na temat charyzmy oraz różnych jej kontaminacji Staniszkis trzepie w wywiadzie tekstem, wobec którego rozum wymięka co pół zdania.

„Duda, podobnie jak Lech Kaczyński, nie ma w sobie charyzmy (...) Charyzmę woli ma Jarosław Kaczyński. (...) Przywódca pozbawiony charyzmy musi się otaczać kompetentnym, sprawnym zespołem ludzi" - mówi, na przykład.

Cytować więcej nie warto. Jakiego by kto jednak nie strugał z siebie autorytetu w kwestii charyzmy, na której wszak socjologia zna się jak kura na pieprzu, jest niepojęte, jak może on zaprzeczać charyzmie kogoœ, kto własnym ciałem i siłš osobowoœci ocalił konkretny kraj przed jadšcymi, ruskimi czołgami? W którego działaniu i słowach żyły idee, imponderabilia? A jest prawdš i to, że Lech Kaczyński porywał także słuchaczy swoich mów.

Niewiele mniej niegodziwe jest utršcanie œwieżej sławy charyzmy Andrzeja Dudy, którego kontakt z narodem podczas kampanii przybierał na sile z godziny na godzinę jak burza i to dzięki postawie rozumnego ideowca. Charyzmatyka, nie technokraty. Rady Staniszkis w materii substytucji niedostatku charyzmy u tego niewštpliwego samorodka, który klasš politycznš powalił dziesięciu rywali, jedynie œmieszš. Jak i fakt, że „charyzma woli" zwycięskiego przywódcy w skali ocen ciał doradczych istotnie lubi szybować w strefy górne. Szczególnie, gdy wódz jeszcze żyje i ma perspektywy.

Tylko jednak pozornie trudno dociec, dlaczego na barwne, tabloidowe starania oraz pseudonaukowe klechdy nie łapie się wieœ podkarpacka. Rzecz jest arcyboleœnie prosta. Zwyczajnie, na Podkarpaciu nie przyjęły się pegeery, stšd ludzie nie majš tam kłopotu z orientacjš w œwiecie politycznej vendetty ani z identyfikacjš z tokiem rozumowania charyzmatycznego doktora prawa, a bogacš się uczciwoœciš i pracš pokoleń na swoim. To nie wyrobnicze zasoby potulnych sierot po komunie z Ziem Północno -Zachodnich, z popegeerowskich, niezmierzonych połaci od dawna niecierpliwie opychanych za psi grosz holenderskim i niemieckim spółkom. To nie owe zdezorientowane masy, które nie kumajš nawet tego, kto obiera ich z przebogatych, bezkresnych, opustoszałych po ruskich wojskach lasów, dzięki którym masowo ratujš się zbieractwem jagód i grzybów.

Z racji zetknięcia się w życiu z wielkim Romanem Reinfussem, poznałam nieco podkarpackš wieœ. Uprzedzam więc, nie bšdŸ, człowieku, zaskoczony, gdy, na przykład, mijajšc wiejskie siedlisko gdzieœ koło Łańcuta, Dynowa, Krasiczyna, Krosna, Sšcza, czy Sandomierza, usłyszysz z okien koncert skrzypcowy Bacha. Taki, dajmy na to, Przemyœl to mały Rzym i Lwów w jednym. Na Uniwersytet Jagielloński całemu Podkarpaciu zaœ od zawsze jest blisko. Zważ i to, że do stolycy ze słoikiem w węzełku rwie się stamtšd niewielu.

ródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL