Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady i rozmowy

Barbara Fedyszak-Radziejowska: Dobra szkoła Lecha Kaczyńskiego

Andrzej Duda z żonš Agatš na konwencji podsumowujšcej kampanię przed pierwszš turš wyborów
Fotorzepa
W kampanii to Andrzej Duda narzucił standardy i to na jego tle Bronisław Komorowski wypadł tak blado – zauważa socjolog w rozmowie z Michałem Płocińskim.

"Rzeczpospolita": Andrzej Duda uzyskał największe poparcie w I turze wyborów prezydenckich. Wielu komentatorów przypuszczało, że Duda będzie w stanie podjšć walkę z Bronisławem Komorowskim w II turze. Mało kto jednak przewidział, że uda mu się zdystansować urzędujšcego prezydenta już w pierwszym starciu. Zaskoczył paniš ten wynik?

Barbara Fedyszak-Radziejowska:
Nie, przewidywałam, że tak będzie. Przyglšdajšc się zmianom poparcia w sondażach, a także temu, co Andrzej Duda i Bronisław Komorowski mówiš i jak się zachowujš w kontaktach z wyborcami, miałam wrażenie, że dzieje się coœ, co znamy już z historii polskiej polityki. Podobnie było 4 czerwca 1989 r. Tuż po ogłoszeniu wyników Komorowski szczerze przyznał, że to jest żółta kartka dla obozu władzy. Pierwszy raz tak jasno powiedział, że nie jest żadnym kandydatem obywatelskim czy kandydatem Platformy Obywatelskiej, tylko kandydatem „obozu władzy". Andrzej Duda przekonał do siebie wielu wyborców i zrobił to nie dlatego, że był znany i rozpoznawalny, nie dzięki kampanii czy pomysłom podrzucanym przez specjalistów od PR, tylko dzięki swojej osobowoœci, spójnej wizji państwa i programowym pomysłom naprawy życia społecznego i gospodarczego Polski.

Czyli miała pani po prostu tzw. kobiecš intuicję, że Dudzie udało się porwać tłumy. Sondaże pokazywały co prawda, że przewaga Komorowskiego maleje, ale żaden nie mówił, że kandydatowi PiS uda się przebić prezydenta.


Próbuję panu powiedzieć, że nie była to żadna kobieca intuicja. Powiem więc jasno i konkretnie, bo wiem, że mówię do dziennikarza. Ciekawe, czy pan to zamieœci w naszym wywiadzie... Nie zwracałam uwagi na plakaty, hasła, spoty, tylko na sytuacje, w których sam kandydat osobiœcie i bezpoœrednio mówił do swoich wyborców. Nie chodzi tylko o sposób formułowania myœli, ale także o to, co np. każdy amerykański polityk ma we krwi. Gdy mówi do wyborców, to wie, że oni muszš słyszeć, że ich szanuje. Przypomnę tzw. debatę telewizyjnš i to, jak Andrzej Duda zwracał się do innych kandydatów. Podkreœlał, że jest jednym z nich, że każdy ma prawo do równoprawnej debaty. U podstaw demokracji tkwi etos egalitarny. A tego u Komorowskiego zabrakło, nie potrafił okazać szacunku swoim konkurentom, a co za tym idzie, także wyborcom.

Dlatego Komorowski przegrał?

To prawdopodobnie nie byłby aż taki problem, gdyby nie Andrzej Duda. Bo to on narzucił standardy i to na jego tle Komorowski wypadł tak blado. Ja jestem trochę dziwnym socjologiem, bo mam dobre mniemanie o swoich rodakach. Dla mnie ten sondażowy trend, który wyraŸnie zbliżał do siebie poziom poparcia dla obu kandydatów, oznaczał, że wyborcy widzš te różnice, że w zderzeniu z przekonujšcym Dudš ten ciepły, piarowy wizerunek urzędujšcego prezydenta rozpada się na naszych oczach. I niezależnie od mediów natarczywie wspierajšcych prezydenta Komorowskiego wyborcy, porównujšc obu kandydatów, zaczęli myœleć samodzielnie. Medialna narracja przestaje do ludzi trafiać. Takie były przesłanki mojego rozumowania i podstawa prognozy, że Duda wygra z Komorowskim w pierwszej turze. Jeœli pan to nazywa kobiecš intuicjš, to proszę. Jest pan tylko mężczyznš, więc jakie ma pan inne wyjœcie...

Zostawmy kampanię i pierwszš turę. Kto będzie lepszym prezydentem?

Nie tak dawno na łamach „Rzeczpospolitej" kandydatów oceniał prof. Jacek Kurczewski, którego cenię i szanuję. Nie ukrywał poparcia dla Komorowskiego, uznajšc, że będzie lepszym prezydentem niż Duda. Dlaczego? Bo to człowiek z jego œrodowiska, którego zna; krótko mówišc: będzie lepszy, bo jest „mój". Rzecz nie w tym, że prof. Kurczewski utożsamia się z „obozem władzy", ale najwyraŸniej czuje więŸ z establishmentem, który jš otacza. Ja znam obu kandydatów tylko z daleka, zawodowo. Nie byłam i nie jestem częœciš ich œrodowiska. Jednego kandydata popieram, drugiego nie, ale żaden nie jest „mój" w takim sensie, w jakim prof. Kurczewski mówił o Komorowskim. Nie znam ich prywatnie, nie jestem członkiem ich zaplecza politycznego. A wybory prezydenckie traktuję œmiertelnie poważnie, bo po wydarzeniach na Ukrainie polityka stała się znowu bardzo ważna i bardzo trudna. Dlatego decyzja o tym, kogo wybierzemy, nie może być przypadkowa.

W takim razie zapytam inaczej: co powinno wyróżniać dobrego prezydenta i który z kandydatów jest bliższy temu ideałowi?

Wybór prezydenta powinien opierać się na kilku ważnych przesłankach: programie, wiarygodnoœci kandydata, jego kompetencjach, osobowoœci i talentach przywódczych. Nie wystarczy nawet najlepszy program, równie ważna jest wiarygodnoœć kandydata i jego zdolnoœć do wprowadzenia programu w życie. A to zależy od zaplecza politycznego. Nie odbieram Bronisławowi Komorowskiemu pięknych kart opozycyjnej biografii. Ale prezydent, który deklarował konserwatywne i rodzinne wartoœci, a w życie wprowadzał ustawowe rozwišzania lewicowo-postępowe, które zmierzajš do przebudowy œwiadomoœci Polaków, nie jest politykiem wiarygodnym. Prezydent, który z automatu podpisywał wszystkie ustawy forsowane przez PO, niezależnie od składanych wczeœniej obietnic, nie jest najlepszym przykładem samodzielnego i stanowczego strażnika prawa i konstytucji. Nie mam pretensji o dobrš współpracę z własnš formacjš politycznš, bo to jest konieczne, ale przecież Komorowski na każdym kroku podkreœlał, że jest niezależny od PO, że jest konserwatywnym politykiem o prawicowych poglšdach... Wiarygodnoœć to elementarna zgodnoœć tego, co się mówi, z tym, co się robi. Sš ustawy, których podpisanie zaprzeczało deklaracjom prezydenta, a on udawał, że tego nie widzi...

Twierdzi pani, że Komorowski nie jest do końca niezależny, tymczasem prezydent to samo zarzuca właœnie Andrzejowi Dudzie. W jednym ze swoich telewizyjnych spotów podkreœlał, że za Dudš stoi Jarosław Kaczyński.

Takie sugestie zawsze wywołujš pytanie: a kto kryje się za Bronisławem Komorowskim? Powiedzmy więc jasno, że za Dudš „ukrywa się" jego polityczne zaplecze, czyli PiS, a za Komorowskim „ukrywa się" PO, PSL oraz, o czym niedawno się przekonaliœmy, postkomunistyczna lewica z Aleksandrem Kwaœniewskim. Polityczne poparcie to normalna rzecz, ponieważ dzięki niemu program ma szanse realizacji. W normalnym, demokratycznym kraju takim zapleczem dla prezydenta może być partia rzšdzšca lub znaczšca partia opozycyjna. Inaczej będziemy się bawić, jak na poczštku lat 90., w kolejne edycje Polskiej Partii Przyjaciół Piwa...

Ale w tym zarzucie z Kaczyńskim stojšcym za Dudš, jak się domyœlam, chodzi o to, że Duda jest mało doœwiadczonym politykiem bez własnego zaplecza, więc Kaczyńskiemu łatwo będzie nim sterować.

Bracia Kaczyńscy zakładali Porozumienie Centrum w tym samym wieku, w jakim dziœ jest Andrzej Duda. A jego dorobek i doœwiadczenie w życiu publicznym sš dzisiaj większe niż Komorowskiego, braci Kaczyńskich i Lecha Wałęsy na poczštku lat 90. Duda jest doktorem prawa, posłem Parlamentu Europejskiego, był radnym, wiceministrem sprawiedliwoœci i podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czyli najwybitniejszego moim zdaniem prezydenta, jakiego mieliœmy po II wojnie œwiatowej.

Dlaczego najwybitniejszego?

Miał spójny, własny, wolny od stereotypowych uproszczeń program prezydentury: jasno zdefiniowanš politykę zagranicznš, historycznš, gospodarczš i społecznš. Nie w deklaracjach, lecz w działaniach praktykował demokrację, szanował opozycję i ludzi o odmiennych poglšdach. Na prezydenckie seminaria do Lucienia zapraszał także ekspertów o innych poglšdach niż jego własne. Andrzej Duda uczył się polityki w najlepszej, demokratycznej szkole, jakš mieliœmy po 1989 r. A Platforma zbudowała swojš siłę na antydemokratycznym stylu sprawowania władzy, stylu potwornie niszczšcym nie tylko polityków opozycji, lecz także jej wyborców. Sympatycy PiS niejednokrotnie mogli od polityków PO usłyszeć, że sš gorsi niż proplatformerscy Polacy.

Widzi pani w programie Andrzeja Dudy jakieœ podobieństwa do programu Lecha Kaczyńskiego?

Jego program jest podobnie spójny i przepojony wizjš, że państwo jest wielkim dobrem, a demokracja wymaga dialogu i szacunku dla obywateli, także tych o odmiennych poglšdach. Tak samo myœlał Lech Kaczyński. Pozwalamy robić z siebie politycznych idiotów, zawierzajšc tym, którzy twierdzš, że wolny rynek zastšpi państwo, bo to najlepszy regulator każdej dziedziny życia. W Europie prawo do własnego, suwerennego państwa majš społeczeństwa o silnej tożsamoœci narodowej, z odpowiedzialnš, dojrzałš i kompetentnš elitš, zdolnš do funkcjonowania w demokracji. Bez takich elit nie da się w Europie prowadzić suwerennej polityki. I Andrzej Duda, podobnie jak Lech Kaczyński, jest tego œwiadom. Żaden z nich nie wpadł w tę doktrynerskš pułapkę, która nakazuje odrzucić silne państwo, bo to relikt PRL. Taki pomysł – słabe państwo jako wartoœć – nie przychodzi do głowy elitom amerykańskim, niemieckim czy brytyjskim. W programie Andrzeja Dudy państwo i suwerenna polityka zagraniczna, gospodarcza, prorodzinna czy historyczna to klucz do naprawy Polski. Widzę w tych propozycjach „dobrš szkołę" Lecha Kaczyńskiego, to nie sš propagandowe postulaty piarowców. Odpowiem na pana pytanie tak: Andrzej Duda będzie znakomitym, twórczym i stanowczym kontynuatorem polityki najlepszego powojennego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska jest etnografem oraz socjologiem, pracowała w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN oraz na Wydziale Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL