O drugiej turze zdecyduje lewica

aktualizacja: 12.05.2015, 08:00
Foto: Fotorzepa/Danuta Matloch

Dla wyborców Kukiza mniejszym złem jest Duda, a nie Komorowski – mówi Jackowi Nizinkiewiczowi ekspert Janusz Czapiński.

REDAKCJA POLECA

Rz: Co się stało w niedzielę?

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, kierownik badań panelowych „Diagnoza społeczna": Nic się nie stało. No, może z jednym wyjątkiem. Paweł Kukiz odniósł sukces podczas tych wyborów. Sondaże dawały mu 13 proc. poparcia, a jeśli exit polls okaże się trafny, uzyskał niemal dwukrotnie więcej. Kukiz przebił wynik Janusza Palikota sprzed czterech lat. To wielki sukces tego polityka.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy nad prezydentem to: „nic się nie stało"?

Według exit polls Duda dostał 5–8 punktów procentowych więcej niż w sondażach przedwyborczych. To bardzo proste do wyjaśnienia. Zwolennicy PiS, idąc za sugestią Jarosława Kaczyńskiego, wierzą w nieprawdziwość sondaży robionych dla mainstreamowych mediów i odmawiają udziału w sondażach. Od pewnego czasu niedoszacowane są notowania PiS, a w wyborach prezydenckich notowania Dudy. Stąd to zaskoczenie, które tak naprawdę nie powinno być zaskoczeniem.

Co oznacza wynik Bronisława Komorowskiego?

Nie przekroczył 40 proc. poparcia. To wynikało z ogromnej absencji wyborców PO i tych, którzy mając do wyboru jednego z grona 11 kandydatów, mogli zagłosować na Komorowskiego. Lewicowy elektorat nie poszedł na wybory, ponieważ proponowana przez SLD kandydatka w żadnym stopniu im nie odpowiadała. Tym bardziej że Magdalena Ogórek odcinała się od Sojuszu.

Na początku kampanii Magdalena Ogórek miała wysokie poparcie w sondażach i silne trzecie miejsce. Lech Wałęsa mówił, że: „niezadowoleni wybiorą Ogórek".

I tak by było, gdyby Magdalena Ogórek nie zraziła do siebie wyborców fatalnym sposobem prowadzenia kampanii. Elektorat lewicowy został w domu i nie wiadomo, co zrobi 24 maja. Czy podobnie jak w I turze zostanie w domu, czy pójdzie do lokali wyborczych? Jeśli lewicowi wyborcy pójdą do wyborów, to zagłosują na Komorowskiego, nie na Dudę. O reelekcji Komorowskiego zdecyduje lewica. Wystarczy, że to będzie 10 proc. wszystkich głosujących. Wygrana Komorowskiego wisi na lewicowym elektoracie.

A nie na wyborcach Kukiza?

Kukiz powiedział, że nie zagłosuje ani na Komorowskiego, ani na Dudę. Dla jego wyborców to może być znak, żeby zostali w domu podczas II tury. Bez głosów elektoratu Kukiza kandydat PiS nie ma szans na prezydenturę. Każde pokolenie chce mieć swojego rewolucjonistę. Urodzeni po 1989 r. mają Kukiza.

Kukiz zapowiadał, że jeżeli nie wejdzie do drugiej tury, to będzie namawiał, by nie głosować na Komorowskiego.

Kukizowi jest tak samo nie po drodze z PiS, jak i z PO. Oba ugrupowania traktuje jako zło. PO i PiS to dla niego sklerotyczny zakleszczony układ, który chce obalić. On nie może namawiać na głosowanie na Dudę, bo on również jest przedstawicielem establishmentu. Nie można wykluczać, że rzutem na taśmę, przed wyborami, Kukiz powie: głosujcie na Dudę, bo z tym prezydentem skuteczniej będziemy zmieniać Polskę. Ale moim zdaniem tego nie powie. Pośrednio może dawać do zrozumienia, żeby głosować na Dudę, a nie na Komorowskiego. Tym bardziej że na młodych wyborców straszenie PiS-em nie działa. Antysystemowy elektorat jest głównie przeciwko panującej od prawie ośmiu lat władzy, czyli PO, a co za tym idzie, przeciwko Komorowskiemu. Dla wyborców Kukiza mniejszym złem jest Duda, a nie Komorowski. Głos na kandydata PiS może być interludium przed wyborami parlamentarnymi, kiedy nastąpią bardziej radykalne zmiany. Andrzej Duda jest dzisiaj faworytem tych wyborów. Pytanie, jaki procent wyborców, którzy nie pofatygowali się do urny w I turze, pójdzie na wybory 24 maja. Rezerwuar lewicowy przemawia jednak na korzyść Komorowskiego, nie Dudy. Pod warunkiem że ktoś ich zmobilizuje do pójścia na wybory.

W wywiadzie dla „DGP" mówił pan: „Rośnie fundamentalistyczny radykalizm w młodym pokoleniu Polaków. Módlmy się, by jak najszybciej wyemigrowali, dzięki czemu ochronimy porządek".

Te słowa wielu osób mogły dotknąć.

„Módlmy się, by jak najszybciej wyemigrowali" było oczywiście powiedziane z przekąsem. Młodzi radykalizują się z różnych powodów. Odstąpili od Janusza Korwin-Mikkego i przeszli na stronę Kukiza. Dlaczego? Radykalni wyborcy specyficznie postrzegają patriotyzm, w ramach którego żywią niechęć wobec Rosji. Korwin-Mikke zaczął smalić cholewki do Putina i dlatego stracił dużą część wyborców na rzecz Kukiza. Młodzi ludzie zyskali wykształcenie i umiejętności, których nie mogą spożytkować na polskim rynku pracy, ponieważ rodzima gospodarka jest głównie naśladowcza. Polska gospodarka nie stworzyła wystarczającej liczby miejsc pracy dla fali osób z wykształceniem wyższym. I to ich wkurza. Oni znajdą jakąś robotę, ale nie po to z dużym wysiłkiem opłacali studia, żeby teraz rozkładać towar w sklepie lub emigrować przymusowo. To jest strasznie frustrujące. Dlatego chcą rozbić system pod rękę z Kukizem.

W „Diagnozie społecznej" antysystemowcy stanowią siłę rosnącą?

Tych, którzy stracili serce do polskiej demokracji w 2013 r., przybyło dwukrotnie do 2011 roku. To nie był duży odsetek, bo zaledwie 6 proc. Ale dzisiaj jest znacznie większy. Uprawnieni do głosowania buntownicy są rozczarowani poziomem klasy politycznej. Kukiz jest dla nich tym, który oczyści polityczną stajnię Augiasza. Są trzy powody buntu pokolenia Y, do którego dołącza część zbuntowanego pokolenia Z: patriotyzm, rynek pracy niedostosowany do zdobytego wykształcenia i zohydzenie sceną polityczną. Odsetek tych wyborców reprezentują dzisiaj co najmniej ci, którzy zagłosowali na Kukiza i Korwin-Mikkego. Czyli ok. 25 procent Polaków uprawnionych do głosowania. Elektorat antysystemowy może zdecydować o wyniku wyborów parlamentarnych.

Co to oznacza dla PiS?

Plany Kaczyńskiego, który przyciągał niezadowolonych, młodych Polaków, zostały pokrzyżowane. Kukiz przerwał marsz odmładzający elektorat PiS.

Wynik dla prezydenta jest żółtą kartką dla PO?

Tak. Ale należy też przyznać, że Duda nie wygrał I tury dlatego, że zasłużył sobie na zwycięstwo, ale dlatego, że prowadził lepszą i sprawniejszą kampanię. Sztab Komorowskiego zawalił na całej linii. Podział na Polskę radykalną i racjonalną był złym pomysłem. Dzielenie polskiego społeczeństwa na tych, którym się nadaje bardziej pozytywną etykietkę, i tych, którym nadaje się negatywną etykietkę, jest absolutnie złym pomysłem. Wszystko jedno, czy chodzi o wybory parlamentarne, czy prezydenckie. Tak się tego nie powinno robić. Wśród elektoratu PO jest bardzo duża część wyborców o postawach konserwatywnych, którzy poczuli się wykluczeni z grona wyborców Bronisława Komorowskiego.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE