Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Telewizja debatę ci opowie

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
I u mnie „proces przekonywania się do danych poglšdów nie nastšpił”
„Miœ koala odwiedził szpital w Australii" – ta energetyczna wieœć goœciła na portalu TVP Info w poranek po debacie kandydatów na prezydenta. Tak łatwo znużyć i przepalić zwoje mózgowe publiki. Nie dziw, że transmisję debaty uznano w tej stacji za zbytecznš. Wspaniałomyœlnie za to, w kštku studia, w którym rzecz się rozgrywała, postawiono paniš, która opowiedziała własnymi słowami o tym, co dzieje się poœrodku. Metoda to zacna, sprawdzona podczas wielu bezpoœrednich relacji TVP Info z patriotycznych, obywatelskich okazji. Przez wiele godzin zasilajš wówczas studio tęgie, uniwersyteckie głowy, a na maciupeńkim podglšdzie w kšcie ekranu, w kłębach dymu z rac rzucanych przez niezidentyfikowanych prowokatorów, majaczš złowieszcze, kibolskie sylwetki, lub też sam, rozpalajšcy wyobraŸnię dym. Utrzymywanie wrażenia w trakcie godzin trwania pochodu, że tłum liczy zaledwie kilka setek wymaga wprawdzie reporterów najwyższej klasy, ale przy profesorskiej stawce oddelegowanej do oœwiecania ludu w telewizji, to jednak pikuœ. Jaki bowiem winien być wymarzony widz, taki i dla niego profesor. A nie każdy profesor na taki deal poleci. „POWIEM TAK" – zaczšł, tym razem, profesor Maciej Mrozowski ( „Panorama dnia", 5.05.2015 ) swš opowieœć o debacie kandydatów na prezydenta.„Powiem tak" – jest ulubionš figurš retorycznš mas, które muszš dać sobie czas do rozruchu centrum myœlenia, zamiast od razu mówić z sensem. „ Metaforę klocków lego zastosuję!" – po raz wtóry z pompš zapowiedział profesor. „To mogło nieŸle NAMIESZAĆ W GŁOWACH" – cišgnšł kolokwialnš narrację o debacie, którš przed chwilš, łaskawie, acz z mocy prawa i jednorazowo uraczono cały naród w Jedynce. „I CZSZEBA się zabawić w TĽ, niestety, zabawę i sobie ułożyć prezydenta!" – spuentował swój wywód przebiegle. W rzeczy samej, sporš wyrozumiałoœciš muszš się szczycić studenci niektórych profesorów, bo to i fonetyka specyficzna, i gramatyka, i stylistyka myœli głębokich - całe to oratorskie i politologiczne chałupnictwo może zaskoczyć. Było nie było, mowa o poziomie uniwersyteckim.
Dyskutantów telewizyjnego jury z mety połšczył niesmak z powodu zbyt licznej grupy konkurentów do prezydenckiego urzędu. Wzmiankowany profesor otwarcie ujšł problem dostępu do żyrandola: „Sto tysięcy zebrać nie jest tak trudno, jak się okazuje i gdybyœmy krzewili takš ideę demokracji ludowej, powiedzmy w CUDZYSŁOWIU ( : ))), no to w następnych wyborach będziemy mieli dwadzieœcia kandydatów, prawda?". Pani Grodzka, której łyda w zgrabnej szpileczce powinęła się na tym pierwszym kroczku w kierunku żyrandola, spiekła na owo dictum zapewne panieńskiego raczka. Odkšd w eseldowskie plecy przystrojono Ogórek, mimo niezwykłej na żyrandol chętki Kalisza i jego, równego Grodzkiej, półwiecznego, partyjniackiego stażu, marzenia o uciułaniu stu tysięcy podpisów musiał pożegnać także ten stary wyga. Na podstawie roboczych doœwiadczeń z pasjonatami występów publicznych ze swej strony zapewniam, że znam osoby wyposażone szczodrze w przymioty stanowišce prezydenta z tym, iż nie sš one w stanie zebrać na piœmie choćby stu głosów poparcia społecznego. Niejeden przebojowy ambicjoner nie dostšpił honoru ubiegania się o funkcję radnego, gdyż nie potrafił skłonić do zdeklarowania się czarno na białym, z peselem i adresem, dwudziestu pięciu ziomków. Spróbuj sam poprosić o podpis, a przekonasz się, jakie to łatwe! Poddanie takiemu testowi każdego politologa - gawędziarza byłoby dobrš szkołš ich szacunku dla zdobywców aż stu tysięcy zweryfikowanych podpisów. Spełnienie tego warunku rejestracji kandydata nie jest amatorskim hobby, lecz morderczš pracš dużego œrodowiska ludzi biegłych, oddanych, gotowych do poœwięceń i różnorakich œwiadczeń, nie bez udziału mniejszej lub większej, ale zawsze poważnej gotówki. Zrozumiałe jest, że zarówno idol rocka, jak i etatowy, skandalizujšcy dziesištkami lat outsider sceny politycznej majš w tej mierze sytuację o kilka nieb łatwiejszš. Dla osób autentycznie „prywatnych" wymóg przedłożenia stu tysięcy podpisów jest progiem zwyczajnie zaporowym i niesłychanie miarodajnym sprawdzianem politycznych kompetencji. Z profesorskiej ironii zawartej w słowach: „gdybyœmy krzewili takš ideę demokracji ludowej, w cudzysłowiu" itd..., można jednak wnosić, że czeka nas krzewienie jeszcze wyższych progów dla ludu, który bezczelnie pnie się na państwowe urzędy. Tym bardziej zatem, ów niefortunny, profesorski cudzysłów „demokracji ludowej", nie uszlachetnia warunków politologicznego dyskursu. Inteligencja polska mówi „w cudzysłowie", zostawiajšc frazę „w cudzysłowiu" ludowi nieuczonemu. „Ja bym powiedział JAKBY ta metafora klocków może JES dobra, ale ja bym powiedział, że to był straszny chaos. I jakby patrzeć na poziom wypowiedzi kandydatów, to rodzi się takie uczucie smutku, TAAK?, że mamy, TAAK? YY..., słaby wybór. Więc, YYYY..., ta debata, YYYY..., JES...MOO... przeze mnie oceniania dosyć negatywnie. EEE... jeżeli chodzi OO...właœnie o wyróżnienie jakichœ kandydatów, to owszem, byli JAKBY kandydaci dobrze przygotowani, na przykład Andrzej Duda, byli TACY, którzy naturalnie dobrze wypadajš, CZYLI PALIKOT..." – a to już dziesištki sekund chaosu ekspertyzy dr Norberta Maliszewskiego w roli speca „marketingu politycznego", którego kompetencje komunikacji językowej wzbudzajš smutek o wiele głębszy, niż kwalifikacje uczestników debaty, wyłšczajšc, naturalnie, tachylaliczny bełkot Mikkego do osobnej kategorii. „Jęki myœlenia" – owe YYY..., EEE... i inne natręctwa językowe Maliszewskiego ( TAAK?, niezliczone „tak jakby") sš szczególnie zabawne w kontekœcie ocenianych przezeń wystšpień dziesięciu twardzieli, którzy stanęli w szranki sztywnych ram czasowych debaty i w większoœci dali popis zdumiewajšcej, zdyscyplinowanej swady, z sukcesem stawiajšc czoła legendarnemu krasomówstwu Brauna i błyskotliwoœci Dudy. Trzy razy po dwie minuty szansy na utrwalenie nazwisk i twarzy, szczególnie tych po raz pierwszy wynurzonych z niebytu, było kryterium morderczym, jak na walkę w grze dziesięciu o jedno krzesło. Tym zabawniejszy był zawód jury, które pospołu z hejterskš gawiedziš liczyło na widowiskowš naparzankę. Jury ględzšcych mędrców z nadania TVP Info wszystkie prezentacje, programy oraz polemiki plus przytomne odpowiedzi na zadane pytania życzyło sobie koniecznie zmieœcić w trzech mikrorundkach i zdaniu końcowym. „Ta debata na ogół jest skierowana, YYY..., do OSÓB niezdecydowanych i ONI, JAK GDYBY, mogli POCZCZAS tej debaty, EEE..., przekonywać się do poglšdów danego kandydata i taki proces nie nastšpił" – wykręcał Maliszewski. Wiara w bezgranicznš głupotę ludu bowiem w tutejszej politologii nie umiera. Agencje informacyjne ochoczo puœciły w œwiat diagnozę telewizyjnego towarzystwa, że górš był jednak rucherski plankton z reklamš stalinowsko- marksistowsko - błazeńskiego „postępu". I u mnie zatem także „proces przekonywania się do poglšdów nie nastšpił". Proces przekonywania się do poglšdów danych autorów telewizyjnych opowieœci, ma się rozumieć.
ródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL