Edukacja

Kulisy porażki „Cyfrowej szkoły”

Polska szkoła wciąż nie jest cyfrowa
123RF
Wiceszefowa MEN przekonuje, że próba wprowadzenia nowych technologii na lekcje się nie powiodła, bo szkoły nie dostały odpowiednich materiałów edukacyjnych. Ona sama była odpowiedzialna za ich opracowanie.

Na próbę przeniesienia polskiej szkoły z epoki kredy do ery cyfrowej Ministerstwo Edukacji wyłożyło ok. 45 mln zł. W 2012 r. do 399 podstawówek w ramach pilotażu rządowego programu „Cyfrowa szkoła" trafiły zestawy przenośnych komputerów. Ówcześni czwartoklasiści dzięki nowoczesnym technologiom wykorzystywanym nie tylko na lekcjach informatyki, ale wszystkich przedmiotów, mieli kształcić się ciekawiej i efektywniej.

Pod koniec marca opisaliśmy wyniki analizy przeprowadzonej przez Instytut Badań Edukacyjnych, z których wynika, że program „Cyfrowej szkoły" w żaden sposób nie wpłynął na umiejętności i osiągnięcia uczniów sprawdzane przez egzamin szóstoklasisty. Eksperci IBE napisali, że „nie należy się spodziewać, by wdrażane w przyszłości w Polsce programy stanowiące kontynuację »Cyfrowej szkoły« w znaczący sposób oddziaływały na wyniki egzaminów zewnętrznych".

Po naszej publikacji poseł PiS Marek Łatas poprosił MEN o wyjaśnienia. Przygotowała je odpowiedzialna za proces cyfryzacji szkół wiceszefowa resortu edukacji Joanna Berdzik. Przekonuje, że program nie przełożył się pozytywnie na wyniki objętych nim uczniów, ponieważ nieuczestniczący w pilotażu uczniowie też mają dostęp do komputerów i internetu... w domu.

Berdzik jako przyczynę porażki wskazuje też, że choć uczniowie dostali przenośne komputery, zabrakło dostępu do wysokiej jakości zasobów edukacyjnych. Wiceminister zapomniała jednak dodać, że to ona od wielu lat jest odpowiedzialna za ich przygotowanie.

Chodzi tu przede wszystkim o rozbudowywany od lat za dziesiątki milionów złotych portal edukacyjny Scholaris, którego zalety w 2013 r., a więc w trakcie pilotażu „Cyfrowej szkoły", Berdzik opisywała tak: „Portal jest bogatym źródłem wiedzy dla nauczycieli oraz sprawdzoną bazą pomocy dydaktycznych, (...) w znaczący sposób pomaga dostosowywać system edukacji do zmian zachodzących we współczesnym świecie, rozwijając kompetencje przygotowujące do życia w społeczeństwie informacyjnym".

Chwaliła, że w Scholarisie było wówczas 26 tys. zasobów multimedialnych pokrywających ponad 60 proc. wymagań podstawy programowej, do tego materiały do pracy z uczniami uzdolnionymi i tymi wymagającymi dodatkowej opieki. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że materiały z portalu doskonale „rozwijają cyfrowe kompetencje uczniów w procesie uczenia się i zdobywania informacji, a także wzmacniają umiejętności informatyczne nauczycieli".

Dla Łatasa wyjaśnienia Berdzik są kuriozalne. – Publiczne wypowiedzi wiceszefowej MEN mają na celu zamazywanie rzeczywistości – mówi „Rzeczpospolitej". Dodaje, że zażąda skontrolowania przez NIK pilotażu „Cyfrowej szkoły".

To nie pierwszy projekt nadzorowany przez Berdzik, który posłowie chcą wziąć pod lupę. Dwa tygodnie temu sejmowa Komisja Edukacji zwróciła się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie projektu e-podręcznika, czyli cyfrowych książek szkolnych, które mają 1 września trafić do szkół. Obawiają się, że będzie to bubel.

Wciąż otwarta jest sprawa wartych ok. 27 mln zł szkoleń informatycznych dla nauczycieli, których realizację agenda podległa MEN powierzyła fundacji niemającej żadnego doświadczenia w tej materii. Dla tej fundacji pracowała Berdzik, zanim została wiceszefową MEN.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL