Wywiad z komisarzem ds. działań na rzecz energii

aktualizacja: 03.05.2015, 21:53
Foto: Rzeczpospolita

Wspólny rynek przyniesie korzyści – uważa Miguel Arias Ca?ete, komisarz Unii Europejskiej ds. klimatu i energii.

REDAKCJA POLECA
18.11.2015
2016 rokiem unii energetycznej
21.05.2015
Power-to-Gas – rozwój technologii magazynowania energii
04.05.2015
Weszła w życie ustawa o OZE
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Rz: Polska węglem stoi. Stawiając na niezależność surowcową nasze koncerny nadal inwestują w budowę nowych węglowych mocy opartych o węgiel kamienny i brunatny. Ale czy jest to racjonalne w kontekście kierunku na dekarbonizację, jaki obrała Europa?

W pełni rozumiemy ekonomiczne i socjologiczne znaczenie węgla dla Polski. Właśnie dlatego komisja wspiera rozwój i zastosowanie czystych technologii węglowych takich jak CCS zarówno w Polsce jak i w całej Europie. Ale jeśli celem jest większa niezależność energetyczna, to mogę sobie wyobrazić także inne sposoby na jej osiągnięcie. Przykładowo, Polska ma ogromny, niewykorzystany potencjał w zakresie zwiększania efektywności energetycznej i modernizacji energetycznej infrastruktury. Komisja Europejska jest gotowa do wspierania tego typu wysiłków. Co więcej, można byłoby kwestionować czy obstawanie wyłącznie przy węglowym scenariuszu dla Polski faktycznie działa na korzyść bezpieczeństwa  energetycznego tego kraju, skoro ok 60 proc. węgla, który importuje Polska pochodzi z Rosji.

Do tego, takie podejście nie będzie szczególnie pomocne w naszych wspólnych wysiłkach na rzecz ochrony klimatu.

Czy głos Polski o tzw. „własnej ścieżce" dążenia do ograniczenia emisji znajduje więcej zwolenników czy przeciwników w UE?

Tak jak wspomniałem, nie ma jednej drogi do redukcji emisji. Jest wiele ścieżek prowadzących do tego celu. Podnoszenie poziomu efektywności energetycznej jest doskonałym sposobem na jednoczesne zmniejszenie emisyjności jak i zwiększenie niezależności energetycznej.

Ostatecznie nie ma tańszej i bardziej bezpiecznej energii niż ta, która nie została wyprodukowana i zużyta. Na szczęście polski potencjał w tym aspekcie jest znaczący. Tutejsza gospodarka jest 2,2 razy bardziej energochłonna niż średnia w Unii Europejskiej i wciąż jest spory margines do poprawy sytuacji.

Tylko przez obniżenie poziomu naszego zużycia o 20 proc. moglibyśmy stworzyć 400 tys. nowych miejsc pracy, a każde gospodarstwo w UE mogłoby zaoszczędzić do tysiąca euro.

Poprawa efektywności energetycznej dla Polski jest bez wątpienia strategią, gdzie każda ze stron jest wygrana. Państwo nie powinno przegapić okazji do zmodernizowania floty swoich elektrowni z dedykowanych funduszy stworzonych z przychodów ETS (europejski system handlu emisjami – red.).

To nie tylko ograniczy efekt cieplarniany wynikający z nadmiernej emisji, ale także znacząco poprawi jakość powietrza.

Dążymy zatem do ustalenia razem z Polską konstruktywnego stanowiska w zakresie rozdziału środków przeznaczonych na modernizację i dekarbonizacji w ramach nowego systemu ETS, by jak najlepiej osiągnąć te cele.

Najgorętszym elementem pakietu klimatyczno-energetycznego 2030 jest reforma systemu handlu emisjami, w tym wprowadzenie mechanizmu rezerwy stabilizacyjnej. Jest Pan zwolennikiem wprowadzenia jej jeszcze do końca tej dekady, czy już po 2020 r.? Dlaczego?

Poprzednia komisja proponowała wdrożenie mechanizmu rezerwy stabilizacyjnej w 2021 roku.  Jednakże problem nadpodaży uprawnień do emisji CO2 przybiera na znaczeniu. A właśnie propozycja stworzenia mechanizmu miała go rozwiązać. Dlatego należy zająć się tym w trybie pilnym. Zarówno Parlament Europejski jak i poszczególne państwa członkowskie są w fazie negocjacji i wprowadzania modyfikacji do rozwiązań zaproponowanych przez obie strony.

Niezwykle istotne jest bowiem, by dojść do porozumienia tak szybko, jak to możliwe w celu zapewnienia przewidywalności na rynku i wyznaczenia takiej ścieżki dla ceny uprawnień, która będzie bardziej zgodna z naszymi celami redukcji emisji. Dlatego popieram zgłoszone do wniosku poprawki, które ostatecznie zostaną zaakceptowane tak przez Parlament jak i Radę Europejską.

Jest Pan orędownikiem unii energetycznej. Kiedy wdrożenie wspólnych mechanizmów doprowadzi do utworzenia ogólnoeuropejskiego rynku czy chociaż regionalnych rynków energii? Czy ta idea jest możliwa do spełnienia, kiedy mamy do czynienia z krajowymi politykami energetycznymi i regulacjami na poziomie poszczególnych państw.

Unia energetyczna to najbardziej ambitny projekt Europy na przestrzeni ostatnich 50 lat. Dlatego jego wdrożenie rozpoczęło się od wyznaczenia średnio i długoterminowego podejścia. Jednakże pracujemy nad szczegółami dotyczącymi terminów i konkretnych celów, z których wiele już zostało ustalonych. Do 2020 r. przykładowo osiągniemy 10 proc. zdolności przesyłu energii pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi, a do 2030 roku dojdziemy do 15 proc. W tym samym czasie osiągniemy 27-proc. poprawę efektywności i 40-proc. krajowej redukcję emisji. Nasz plan działania jest już w toku realizacji, a wiele projektów infrastrukturalnych już stało się rzeczywistością.

Unia energetyczna z pewnością ma świetlana przyszłość. Częścią naszej strategii jest próba zharmonizowania polityk energetycznych w Europie. To będzie miało tylko wtedy sens, gdy doprowadzi do stworzenia zintegrowanego rynku energii.

Nie jest istotne, by państwa członkowskie korzystały z jednego źródła czy stworzyły identyczne miksy energetyczne. Różnorodność w tym zakresie powinna być wynikiem wyborów dokonywanych przez każdy kraj w oparciu o jego mocne strony. To nie kłóci się z ideą unii energetycznej. Ale istotne jest, by ta pochodząca z różnych źródeł energia mogła w sposób wolny płynąć przez całą Unię Europejską.    By to osiągnąć, jestem zdeterminowany do budowy jednolitego rynku, gdzie oprócz wolnego przepływu kapitału, osób, towarów i usług, energia płynęła jako „piąta swoboda" Unii Europejskiej. To nie zwiększy niezawodność dostaw energii, ale też sprawi, że będzie ona bardziej przystępna dla  naszych obywateli i przedsiębiorstw. Jestem przekonany o korzyściach płynących ze stworzenia unii energetycznej i wykorzystam wszelkie możliwości, by stała się ona rzeczywistością.

Jakie zaniechane i prowadzone obecnie inwestycje infrastrukturalne uznaje Pan za najbardziej niezbędne do realizacji idei unii energetycznej?

Stworzenie części hardwar'owej, czyli mostów transgranicznych jest niezbędne do  osiągnięcia naszych celów dotyczących swobodnego przepływu, które staną się prawdziwą podwaliną unii energetycznej. Komisja sporządziła listę 248 priorytetowych projektów infrastrukturalnych realizowanych przez prywatnych inwestorów z wykorzystaniem środków unijnych. Wiele z nich już powstało, a efekty są imponujące. W ubiegłym tygodniu popłynął prąd mostem energetycznym zbudowanym między Maltą i Sycylią, podłączając państewko wyspiarskie do reszty Europy, co zakończy przerwy w dostawach. Międzysystemowe połączenie Finlandii i Estonii Estlink rozpoczęło działalność zaledwie kilka tygodni, a już wyrównało poziomy cen w tych krajach i potroiło wzajemną wymianę między nimi. Podobnie projekt łączący Francję i Hiszpanię zainaugurowany w lutym, który doprowadzi do podwojenia zdolności przesyłowej Francji z Półwyspem Iberyjskim, kładąc kres izolacji elektrycznej w regionie.

Chcemy powtórzyć ten sukces także w innych regionach Europy, które są słabo połączone. W tym kontekście cieszę się bardzo, że otwarcie pierwszego polskiego interkonektora z Litwą jest planowane jesienią. To pierwszy ważny krok w kierunku zintegrowania energetycznych systemów krajów bałtyckich z systemem europejskim i wyrównanie cen prądu w tym regionie. Liczę tez na wsparcie polskiego rządu w realizacji tego planu.

Nasz parlament uchwalił ostatnio po pięciu latach prac ustawę o OZE. Jak ocenia Pan ją w kontekście nowych wytycznych w zakresie pomocy publicznej uchwalonych przez KE w ubiegłym roku?

Cieszę się, że w końcu powstały stabilne ramy prawne do inwestowania w energetykę odnawialną w Polsce. Ten proces trwał dość długo. Niemniej jest to pozytywny krok nie tylko w kierunku budowy mniej emisyjnego miksu energetycznego, ale  także zmniejszenia zależności od importu. Polska ma bardzo duży potencjał rozwoju sektora odnawialnych źródeł, szczególnie opartych o biomasę i wiatr. Jednocześnie widzimy, że Polska nauczyła się na błędach innych krajów decydując się na wprowadzenie systemu wsparcia opartego na aukcjach, które powinny przyczynić się do uniknięcia niepotrzebnych kosztów. Komisja wielokrotnie wzywała do takiego rynkowego podejścia.  Teraz wiele będzie zależeć od wdrożenia tego systemu w odpowiedni sposób, co pozwoli inwestycjom ruszyć z kopyta.

Czego się Pan spodziewa po paryskim szczycie klimatycznym?

Szczyt w Paryżu będzie miał kluczowe znaczenie dla przyszłości naszej planety. Prawnie wiążący protokół będzie z kolei najlepszym sposobem, by pokazać nasza gotowość do podjęcia pewnych zobowiązań. Tyle że nie możemy przyjąć protokołu w dowolnym jego brzmieniu. Jeśli chcemy, by umowa odniosła sukces, musi spełniać dwa podstawowe wymagania. Po pierwsze musi być ambitna, czyli pokazująca wkład każdego kraju w wysiłkach na rzecz walki ze zmianami klimatu. Druga sprawa to jak najszerszy zasięg  geograficzny. Unia już przedstawiła swoje cele. Ale nie należy zapominać, że nasze emisje stanowią jedynie 9 proc. światowych. Zatem niezbędne będą zobowiązania innych krajów uprzemysłowionych, w tym tzw. wschodzących gospodarek.

Paryż będziemy budować na gruncie polskiej prezydencji COP i osiągnięć Konferencji Warszawskiej. Jestem przekonany, że osiągniemy porozumienie.  To jest duże wyzwanie, ale też świetna okazja, by walczyć o bardziej zrównoważoną gospodarkę, w obronie przyszłych pokoleń i naszej planety. Nie możemy tego przegapić.

CV

Miguel Arias Canete jest hiszpańskim politykiem wywodzącym się z Partii Ludowej. Dwukrotnie pełnił funkcję ministra rolnictwa. Na obecne stanowisko komisarza ds. działań w dziedzinie klimatu i energii został nominowany 1 listopada 2014 r.

POLECAMY

KOMENTARZE