Bezpłatna pomoc prawna wg. Rafała Dębowskiego

aktualizacja: 16.04.2015, 07:57
Rafał Dębowski
Rafał Dębowski
Foto: materiały prasowe

Jeśli resort finansów postawi na swoim, to zamiast dobrego systemu bezpłatnej pomocy prawnej powstanie jego droższa i gorsza karykatura – pisze Rafał Dębowski.

REDAKCJA POLECA

A może by tak zastąpić kilku wysokiej rangi urzędników Ministerstwa Finansów tegorocznymi magistrami ekonomii? Sprawdzilibyśmy, czy sprawy finansów państwa nie pójdą lepiej i taniej dla podatników. To ważne, bo jak powszechnie wiadomo, pensja świeżo upieczonego absolwenta ekonomii powinna być dużo niższa niż doświadczonego fachowca. A dodatkowo będzie lepiej, bo przecież każdy żółtodziób wie, że jeszcze nic nie wie. Z musu korzystać więc będzie z rad ludzi bardziej doświadczonych.

Ten zaiste szalony pomysł przyszedł mi do głowy, gdy dowiedziałem się, że rząd, na wniosek przedstawicieli resortu finansów, podyktowany postulatem oszczędności budżetowych, planuje rozszerzyć zakres osób uprawnionych do świadczenia nieodpłatnej przedsądowej pomocy prawnej o absolwentów wydziałów prawa innych niż adwokaci i radcowie prawni. Pomysł, który laikowi może się wydawać prostym i dobrym sposobem znalezienia oszczędności w dziurawym budżecie państwa, w istocie świadczy o absolutnym braku rozeznania pracowników Ministerstwa Finansów w czynnikach cenotwórczych na rynku pomocy prawnej. A może lepiej napisać: świadczy wręcz o ignorowaniu faktów i wyliczeń.

Dane nie kłamią

Do władz należy decyzja, jaką przedsądową pomoc prawną chce zagwarantować społeczeństwu. Czy ma to być pomoc prawna świadczona przez magistrów prawa, których wiedza o prawie była zbyt mała, by zdali państwowy egzamin wstępny na aplikację? Czy też system oprzeć na magistrach prawa, którzy nie dość, że zdali ten egzamin, to jeszcze z sukcesem odbyli aplikację i zdali końcowy egzamin adwokacki? Rolą władz jest decyzja, czy budować system przedsądowej pomocy prawnej oparty na sprawdzonej wiedzy i doświadczeniu osób udzielających pomocy, czy też budować namiastkę systemu niegwarantującą obywatelom ani dostatecznej jakości porady, ani tajemnicy zawodowej, ani ubezpieczenia od odpowiedzialności za szkody. Ja wybrałbym tę pierwszą opcję. Tym bardziej że model przedsądowej pomocy prawnej oparty wyłącznie na usługach świadczonych bezpośrednio przez adwokatów i radców byłby tańszy niż ten drugi. Wie to każdy, kto zapoznał się z „oceną skutków regulacji" (OSR) zawierającą wyliczenia obciążeń finansowych państwa wywołanych uchwaleniem ustawy. W dokumencie powołano się m.in. na wspólne opracowanie z 2013 r. grupy organizacji pozarządowych oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej „System nieodpłatnego poradnictwa prawnego i obywatelskiego w Polsce (propozycje rozwiązań modelowych i założeń polityki państwa)". To ważny materiał, z którego wprost wynika, że system przedsądowej pomocy prawnej oparty na usługach świadczonych przez nieprofesjonalistów, zazwyczaj studentów, nieprawników po kursach przygotowawczych lub prawników niepracujących w zawodzie adwokata lub radcy prawnego, byłby niemalże dwukrotnie droższy niż system usług świadczonych bezpośrednio przez adwokatów i radców prawnych. Gdy za godzinę pracy adwokata i radcy prawnego budżet państwa planował wydać 63 zł, a cała pula środków to 100 mln zł rocznie, to w powołanym opracowaniu wskazano, że „przy (arbitralnym i konserwatywnym) założeniu, że rozwiązanie jednego problemu prawnego wymaga średnio dwóch godzin spotkań przy średniej stawce 112,50 brutto za godzinę (a więc, że nakład pracy na realizację zadań poradniczych systemu wynosi od 2,045 do 3,379 mln roboczogodzin), oznacza to nakłady na koszty pracy w wysokości od 230 do 380 mln zł rocznie".

Brak innych wyliczeń

Mógłby ktoś pomyśleć, że urzędnicy resortu finansów mają inne, własne wyliczenia. Celniejsze, bardziej miarodajne, rzetelniej obrazujące rzeczywiste koszty pomocy prawnej świadczonej przez nieprofesjonalnego prawnika. Nic bardziej mylnego. Utwierdza mnie w tym przekonaniu odpowiedź, jaką dostałem z resortu finansów na prośbę o dane uzasadniające stwierdzenie, że udział w systemie nieprofesjonalnych prawników obniży koszty jego działania. Merytoryczna jednozdaniowa odpowiedź rozwiewa przypuszczenia: „w kontekście stanowiska Ministra Finansów do projektu ustawy, zaznaczenia wymaga, iż oczywiste jest, że im większa konkurencja w zakresie możliwości świadczenia usługi, tym większa możliwość wyboru usług świadczonych na bardzo wysokim poziomie przy niższej cenie, a co za tym idzie niższym poziomie środków przeznaczonych na realizację tego zadania". Śmiało można napisać: król jest nagi! Ministerstwo Finansów nie ma żadnych wyliczeń. Nie ma pojęcia o mechanizmach cenotwórczych na rynku usług prawnych. Nie rozumie, że usługi prawne to nie kartofle, które należy sprzedać nawet poniżej kosztów produkcji, by nie zgniły. Nie rozumie, że mechanizmy XIX-wiecznej ekonomii nie pasują do współczesnego modelu cenotwórczego na rynku usług prawnych. To jedno zdanie dowodzi, że resort finansów nie zadał sobie trudu, by zbadać, czemu, mimo geometrycznego przyrostu liczby adwokatów i radców prawych w ciągu ostatnich dziesięciu lat, rynkowe ceny usług prawnych odpowiednio nie spadły geometrycznie, a wręcz widać pola, gdzie rosną. To zdanie dowodzi, że w zakresie kosztów przedsądowej pomocy prawnej dla ubogich resort finansów kieruje się tzw. oczywistymi oczywistościami. Jeśli postawi na swoim, to zamiast dobrego systemu powstanie jego droższa i gorsza karykatura – system, w którym pierwsze pismo procesowe (a w sprawach cywilnych bez zgody sądu można wnieść tylko jedno pismo) pisać będą np. osoby, które nigdy nie były w sądzie, bo oblały państwowy egzamin wstępny na aplikację.

„Nie ulega wątpliwości, że świadczenie poradnictwa prawnego musi być domeną prawników. Ma to związek z ich kierunkowym wykształceniem, odbytą aplikacją i doświadczeniem zawodowym, w szczególności w zakresie spraw bardziej skomplikowanych, w przypadku których nie wystarczy jedynie prosta porada, której może udzielić także osoba bez wykształcenia prawniczego. Jak wskazuje doświadczenie osób udzielających porad, osoby zgłaszające się po pomoc prawną często borykają się z wielowątkowymi, nawarstwionymi problemami prawnymi. W tym przypadku najbardziej odpowiednią osobą do udzielania porady prawnej będzie wykwalifikowany prawnik – radca prawny bądź adwokat". Te słowa pochodzą z przywołanego powyżej opracowania, którego urzędnicy Ministerstwa Finansów najwyraźniej nie przeczytali.

CV

Autor jest adwokatem, sekretarzem Naczelnej Rady Adwokackiej

POLECAMY

KOMENTARZE