W sieci opinii

Eseldowski seks a prokreacja

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Ludzie uginają kolana nie przed biskupami, tylko przed prawem bożym i ludzkim.

Stare winy zmyła wiosenna, świeżo egzorcyzmowana woda, stołu wciąż pilnuje cukrowy baranek, lecz towarzysze w kampanijnej rozpaczy nie dadzą nacieszyć się bezgrzesznym spokojem ducha.

„Rada Europy zaapelowała w 2008 roku o przyjęcie specjalnej strategii życia seksualnego i prokreacyjnego" - już w dwa dni po Dyngusie molestował Polaków kolejnym, krwawym płodem polityki Joński Dariusz. O ranyściu! Na podszepty nieusłuchanej wyobraźni, czyli obraz Jońskiego D. skwapliwie dostosowującego strategię swojego życia seksualnego i prokreacyjnego do wytycznych Rady Europy, przed oczami widzę gwiazdy. Czerwone. Wprawdzie, dzięki strategii Rady Europy światu przybędzie ograniczona liczba Jońskich i to może być plus owej strategii, ale czy maniakalne, uporczywe nękanie całego narodu przez zwolenników rozszarpywania na strzępy istot nienarodzonych nie jest już karalne? Końca nie widać tej histerii. Seks i prokreacja są priorytetami prac ustawodawczych antyobywatelskiego Sejmu, który w ten sposób wykręca się od załatwiania palących spraw państwa wystawionego na śmiertelne niebezpieczeństwo wojennej napaści.

Gdyby choć z publicznych egzegez seksu i prokreacji wyabstrahować osobników, którzy statystyczną kobietę mogą bezpowrotnie zrazić do seksu, a tym bardziej prokreacji! Kobiety z natury wyczuwają pośledni materiał genetyczny. Jestem, na przykład, stuprocentowo pewna, że gdyby taki Durczok posiadał kulturę, klasę, inteligencję, wiedzę, wreszcie nieodrażającą urodę, a przynajmniej ładny głos, to nie urągliwy rechot tłumu, ale rój kobiet, przy ogólnym ich aplauzie i wzajemnej konkurencji o jego względy otaczałby go niezmącenie po dziś dzień.

W naszej przykrej rzeczywistości niezwłocznie po jakże uduchowionych świętach mamy znowu na afiszu Jońskiego z jego poglądami na życie seksualne i prokreację. A pfe! Do tego Joński D. w trakcie swojej konferencji w Sejmie łgał na żywca, że ustawy o fundowaniu aborcji i in vitro są konieczne „z punktu widzenia wszystkich Polaków i Polek". Podczas gdy nawet zamroczony konsument mamrota już wie, że pojęcie „lewicy" nie oznacza dziś żadnych poglądów, jeno jazdę na d...e Maryni. Lud roboczy ogołocony przez towarzyszy od filozoficznej nadbudowy ze słynnej, marksistowskiej bazy i puszczony na żywioł w samych majtkach zachował, i to jeden w drugiego, a więc licznie, jeszcze tę ostatnią, problematyczną własność charakterystyczną dla niejakiej Maryni. Wciąż zatem posiada czar przyciągania „lewicowców" w ich pogoni za jeszcze głupszym od siebie elektoratem drogą mamienia tym razem uwolnionym, upojnym seksem.

Słowo „edukacja" w środowisku pogrobowców towarzysza Breżniewa stworzyło w ostatnim ćwierćwieczu trwałą zygotę ze słowem „seks", toteż problemu z szerzej pojętą edukacją a zwłaszcza analfabetyzmem towarzysze dziś tylko na pozór już nie mają. Przykładowo - sprawa u Jońskiego może być „bardzo symboliczna", „bardzo istotna i ważna", a program polityczny może „obejmować kolejne lata dotyczące refundacji". I tak z każdym niemal oddechem. Trudno zdecydować, co głupsze - merytoryka czy forma konferencji Jońskiego, które gonią się po jego potylicy, niczym prądy błądzące po pustyni.

Konferencja Jońskiego D. nie była, niestety, pospolitą commedią dell arte. Ten Arlekin swą mową nienawiści w stosunku do duchowieństwa i do wiernych Kościoła wielokrotnie ważył się szermować ordynarnym grepsem o klękaniu przed biskupami, za co uważa on niezgodę na propagandę totalitarnej eugeniki oraz „edukacji" seksualnej w eseldowskim ujęciu firmowym i wciskanie ludowi roboczemu tym podobnej, lewackiej ciemnoty.

Pogrobowcy Breżniewa lekce sobie ważą fakt, że nikt ich samych do kościoła przemocą nie goni, a ludzie wiary uginają kolana nie przed biskupami, tylko przed prawem bożym i człowieczym. „Lewicowców", póki dyszą, nie przekonują nawet pouczające przykłady cudownych nawróceń towarzyszy nad grobem w alogicznym, z gruntu nielewicowym pędzie ku kwaterom nacjonalistycznych nekropolii. Przy zaskakującym pominięciu satysfakcji zlegnięcia w jakimś moskiewskim mauzoleum. Póki prosperują u władzy życzą sobie twardo, żeby lud roboczy wzgardził zasadami swojej wiary, w której każda forma istnienia człowieka jest święta i zaprzestał składać się na utrzymanie kościołów oraz łaskawy chleb dla sług bożych. Nie daje im spokoju żądza, by kolejny raz w historii chapnąć cudzą resztkę materialnej substancji oraz zawładnąć duszami prostaczków. Prawem wynaturzenia demokracji ci historyczni spadkobiercy zabójców naszych przodków i sprawców zagłady setek tysięcy polskich pałaców, dworków, parków, kwitnących gospodarstw i zakładów, obiektów kultury przemysłowej, technicznej znajdują dziś trybunę do głoszenia swoich totalitarnych idei i to polskim Sejmie.

Lżąc Kościół, manierą środowiskowej przewrotności, Joński D. wzywał jednocześnie do zgodnej debaty. Rzecz jasna, absurdem jest narzucanie dominacji problematyki metod laboratoryjnej produkcji ludzi oraz unicestwiania istot ludzkich już żyjących w momencie tworzenia zrębów prawodawstwa na temat rodzicielstwa. U podstaw nowoczesnego państwa powinna leżeć troska o formację ogółu kobiet, o wszechstronne przygotowywanie ich do misji macierzyństwa w odpowiednim wieku oraz na pomocy materialnej dla matek. Zasadniczym warunkiem płodności jest urodzenie pierwszego dziecka przed trzydziestką. Przekroczenie tej granicy naraża kobietę na coraz bardziej desperackie, bolesne i często bezskuteczne wysiłki. W dyskusji na temat rodzicielstwa potrzeba wyobraźni, w jakim stanie może być organizm latami oduczany od normalnej gospodarki hormonalnej, który to proceder śmiało można porównać do stalinowskiego zawracania biegu rzek. Trzeba stawiać pytania, jaka może być szansa na urodzenie dziecka po aborcji pierwszej ciąży? Po licznych aborcjach? Po tabletkach poronnych stosowanych od młodych lat i to na ogół na wszelki wypadek? Warto pytać, w jakiej mierze za plagę nowotworów wśród kobiet odpowiedzialny jest przemysł antykoncepcyjny. Trzeba mówić głośno i do bólu prawdziwie, że dzisiejsza, szokująca klęska masowej bezpłodności kobiet jest bezpośrednim pokłosiem szkodliwej „edukacji seksualnej" i szalbierczej farmacji. Płaszczyzną takiej dyskusji musi być wiedza, a przede wszystkim kultura i szlachetność intencji, nie zaś prymitywna kalkulacja polityczna.

Ksiądz Rydzyk co parę godzin osobiście przypomina i nakłania, żeby modlić się za najróżniejszych, zagubionych biedaków, w tym wrogów Kościoła. „Błogosławić, błogosławić..." – powiada. Ale to w końcu człowiek święty.

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL