Boniecki: Czas turbodoładowania

aktualizacja: 07.04.2015, 21:00
Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Polska gospodarka może awansować do światowej ekstraklasy. Jak nie zmarnować tej historycznej szansy – pisze dyrektor zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Dochód Polaka wyższy niż Hiszpana, Portugalczyka, a nawet Włocha? Kiedyś to były dywagacje na miarę baśni Andersena. Dziś Polska ma szansę wejść przed 2025 r. do ligi zamożnych krajów UE. W ciągu ostatnich 25 lat podwoiliśmy realny PKB i jako jedyna gospodarka UE uniknęliśmy recesji w czasie kryzysu. Skumulowany wzrost PKB Polski w latach 2007–2014 wyniósł 24 proc., podczas gdy Niemiec 5,7 proc., a Francji 2,2 proc. To dwie różne ligi wzrostu, a dystans jest na tyle duży, że na drugim planie pozostaje inna skala gospodarek.

Nie spoczywać na laurach

Pomimo sukcesów Polska nie może spocząć na laurach. Motory, które przez ponad dwie dekady napędzały gospodarkę, zacierają się. Spada wartość inwestycji zagranicznych, tempo wzrostu produktywności i eksportu. Po 2020 r. prawdopodobnie skurczą się napływające do Polski fundusze unijne. Co więcej, kryzys wymógł na innych krajach Europy zmiany, które podniosły ich konkurencyjność. Bez zdecydowanych reform zacofanych sektorów gospodarki przestaniemy doganiać rozwinięte kraje Unii, a dobrobyt będziemy podglądać przez lunetę.

Z analiz firmy McKinsey przedstawionych w raporcie „Polska 2025. Nowy motor wzrostu w Europie" wynika, że w ciągu najbliższej dekady pod względem PKB per capita (według parytetu siły nabywczej PPP) mamy szansę prześcignąć Włochy, Hiszpanię i Portugalię.

Taki impet pozwoliłby Polsce, która przez wieki zajmowała marginalną pozycję w Europie, myśleć o awansie do ścisłej światowej czołówki gospodarczej. Aby ten scenariusz zrealizować, w latach 2015-2025 PKB musiałby rosnąć o ponad 4 proc. rocznie. Jak tego dokonać? Musimy podwoić produktywność w tradycyjnych branżach, takich jak energetyka czy górnictwo, wykorzystywać technologie do reindustrializacji Polski oraz wyjść poza bezpieczne granice Unii.

Reformy 2.0

W Polsce produktywność odpowiada dwóm trzecim średniej dla krajów Europy Zachodniej. Skąd tak słaby wynik, skoro według OECD przeciętny polski pracownik pracuje 1929 godzin rocznie, podczas gdy Niemiec 1400, a Europejczyk średnio 1600 godzin? Obok niższej partycypacji problem w tym, że nie pracujemy tak efektywnie jak zachodni Europejczycy.

Polska gospodarka jest niedokapitalizowana, a przedsiębiorstwa zajmują niską pozycję w łańcuchu wartości. Upraszczając, częściej produkujemy brudne kartofle niż mrożone frytki, wytwarzamy meble, które pod swoją marką sprzedają inni, czy wydobywamy węgiel z nierentownych obszarów, zamiast specjalizować się na większą skalę niż obecnie w eksporcie nowoczesnych maszyn górniczych.

Różnice w produktywności w stosunku do Europy Zachodniej w kluczowych branżach są ogromne: w energetyce to 48 proc., w rolnictwie – 59 proc., a w górnictwie – aż 77 proc.! Te sektory absorbują zasoby ludzkie i kapitał niezbędny do rozwoju branż, które mają szanse rosnąć. Konieczna jest ich restrukturyzacja, która doprowadzi do konkurencyjności.

To realne nawet w tak trudnym przypadku, jak górnictwo. Polska może przekuć słabość w siłę i stworzyć stabilną, dochodową oraz innowacyjną branżę. Przez najbliższą dekadę popyt wewnętrzny na węgiel kamienny spadnie tylko nieznacznie. Wymienione poniżej reformy mogłyby spowodować nawet dwucyfrowy wzrost produktywności:

- Wycofanie z pokładów, które nie dają szans na opłacalne wydobycie nawet po wprowadzeniu usprawnień operacyjnych (np. zamykanie wybranych obszarów kopalń, niekoniecznie całych zakładów).

- Eliminacja barier regulacyjnych, które nie wpływają na poprawę warunków pracy lub bezpieczeństwa, ale zwiększają koszty i obniżają wydajność (np. w Polsce maksymalna liczba dni pracy w kopalni w ciągu roku wynosi 256, w Czechach – 355, a w Ameryce Północnej – 365).

- Poprawa dyspozycyjności i efektywności urządzeń, wydajności pracy, efektywności wykorzystania energii oraz standardów bezpieczeństwa.

- Stworzenie globalnego centrum operacji i technologii górniczych (np. inteligentne kopalnie).

Polska ma szansę stać się liderem innowacji w górnictwie, bo dysponuje kadrą wykształconych, konkurencyjnych płacowo inżynierów oraz lokalnym doświadczeniem w górnictwie węgla, miedzi i minerałów.

Szczególnie cenna jest nasza wiedza o górnictwie głębinowym, które na świecie ma coraz większe znaczenie. Powinniśmy rozwijać przemysł produkcji maszyn górniczych, łącząc własne technologie z konkurencyjną kosztowo produkcją. Produkcja, konserwacja i remonty maszyn to część łańcucha wartości branży górniczej, w której możemy być konkurencyjni.

Podobne programy jak dla górnictwa można przygotować dla energetyki i rolnictwa. Przykład handlu detalicznego, gdzie produktywność osiągnęła już poziom zachodnioeuropejski, wskazuje, że sukces jest możliwy.

Po wyborach konieczne będą reformy na miarę planu Balcerowicza. Będą wymagać odwagi, ale alternatywą jest powolne marnowanie sukcesów ostatnich 25 lat. Przymykanie oka na niską produktywność jest jak niezdiagnozowana choroba, która niszczy człowieka.

Wydatki obronne dla rozwoju technologii

Samo doścignięcie krajów Europy Zachodniej pod względem produktywności – choć niezbędne – nie sprawi, że Polska znajdzie się w światowej czołówce. Konieczny jest także szybszy rozwój sektorów, których potencjał opiera się na polskich atutach i trendach kształtujących światową gospodarkę.

Zakładanie, że świat stoi w miejscu, doprowadzi do kryzysu, gdy na rynku pracy zabraknie siły roboczej, a dostępny kapitał zostanie zmarnowany.

Zachód stawia na reindustrializację i ma już pierwsze sukcesy. W 2009 r. w USA w przemyśle pracowało 11,5 mln osób (9 proc. zatrudnionych). Od tego czasu liczba ta zwiększyła się o ok. 800 tys. Wynika to m.in. z wzrostu płac w krajach rozwijających się przy ich stabilnym poziomie w USA, taniej energii oraz dużego rynku wewnętrznego.

Ambitne cele stawia sobie również Francja. W 2013 r. rząd uruchomił program wsparcia relokacji przemysłu (Colbert 2.0) i zachęca ok. 300 firm do ponownego tworzenia miejsc pracy w kraju. Komisja Europejska podniosła docelowy udział przemysłu w gospodarce z 16 proc. do 20 proc. w 2020 r.

Co w tej sytuacji powinna robić Polska? Nasze firmy muszą wchodzić na nowe rynki oraz przesuwać się w górę w łańcuchu wartości, nabierając w ten sposób skali. Można to uzyskać między innymi poprzez zachęty do lokowania w Polsce funkcji badawczo-rozwojowych i inwestycje w sprawdzone technologie. Według analiz firmy McKinsey na intensywne technologicznie sektory w Polsce przypada tylko 2 proc. PKB, podczas gdy w Czechach 4 proc., a w Niemczech – 6 proc.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że druga Dolina Krzemowa w Polsce nie powstanie. Jednak na dynamiczny rozwój szansę ma sektor zbrojeniowy. Trzeba skanalizować wykorzystanie znacznych środków, które planujemy wydać na obronność (2 proc. PKB w porównaniu np. z 1,1 proc. w Czechach).

Dziś obronność to rozwój branż intensywnych technologicznie, takich jak informatyka, komunikacja i elektronika, oraz rozwój zaawansowanych materiałów. Powinniśmy stworzyć okręg przemysłu obronnego, gdzie powstałyby klastry technologiczne realizujące konkretne zamówienia przy współpracy polskich i zagranicznych firm innowacyjnych.

Połączenie kapitału i konkretnego odbiorcy mogłoby być kołem zamachowym dla rozwoju technologii obronnych we współpracy z europejskimi strukturami zbrojeniowymi tak, aby wykorzystywać potencjał i specjalizacje polskich zakładów.

Długofalowym celem może być symbioza przemysłu cywilnego i zbrojeniowego na wzór Izraela i zwiększenie udziału branż związanych z zaawansowanymi technologiami do przynajmniej 3 proc. PKB. Rozwiązań możemy się uczyć od Turcji, która wdraża technologie na potrzeby przemysłu obronnego. Przykładem mogą być wozy bojowe firmy FNSS Savunma Sistemleri, produkowane na potrzeby armii tureckiej oraz innych krajów.

Aby te cele osiągnąć, konieczne jest m.in. zwiększenie wydatków na badania i rozwój, instytucje naukowe, zapewnienie wsparcia dla eksportu, inteligentny offset, stworzenie strategicznej mapy drogowej dla eksportu i technologii oraz polonizacja przemysłu. Taki program powinien umożliwić efektywniejsze wykorzystanie nie tylko pieniędzy przeznaczonych na modernizację i innowacje, na technologie wojskowe produkowane w Polsce (np. obrona przeciwlotnicza krótkiego zasięgu), ale także funduszy unijnych.

Przyszłość w usługach dla świata

Oczywiście rozwijając przemysł, nie można zapominać o usługach, tym bardziej że na tym polu mamy spore sukcesy. Na przykład tempo rozwoju branży usług dla biznesu jest w Polsce trzykrotnie szybsze niż w Indiach i najszybsze w Europie Środkowo-Wschodniej. Obecnie polski sektor outsourcingu i offshoringu w 530 centrach zatrudnia blisko 160 tys. pracowników. Według naszych analiz w ciągu 10 lat liczba ta może wzrosnąć do 450–600 tys.

Do niedawna specjalizowaliśmy się w świadczeniu prostych usług (tzw. back office), takich jak księgowość. Teraz powinniśmy w coraz większym stopniu koncentrować się na tzw. usługach middle-office, np. zarządzaniu procesami kredytowymi i hipotecznymi, obsłudze polis i likwidacji szkód, analityce dużych zbiorów danych (Big Data), zdalnej diagnostyce zdrowotnej czy przechowywaniu danych. Aby to się udało, warto rozważyć następujące działania:

- Trzeba dostosować programy edukacyjne do potrzeb sektora (np. specjalistyczna wiedza dotycząca wykrywania nadużyć finansowych czy dużych zbiorów danych).

- Zachęcać polskie firmy z sektora finansowego, by zwiększały skalę działalności i efektywność, tak by stały się dostawcą zaawansowanych usług na rynku międzynarodowym.

- Sfinansować międzynarodową kampanię promującą Polskę jako europejskiego lidera outsourcingu i offshoringu.

- Pomóc polskim miastom, szczególnie średniej wielkości, przyciągać inwestorów z sektora usług dla biznesu.

Dalszy rozwój polskiej gospodarki i dogonienie Europy Zachodniej nie jest ani oczywiste, ani łatwe. Dobra wiadomość jest taka, że nie potrzeba rewolucji, ale reformatorskiej odwagi. Polska może osiągnąć sukces w oparciu o dotychczasowe atuty: wykształconą i konkurencyjną kosztowo siłę roboczą, strategiczne położenie w sercu Europy, coraz lepszą infrastrukturę komunikacyjną, duży popyt wewnętrzny oraz stosunkowo stabilną sytuację makroekonomiczną. Bez wątpienia musi jednak jasno zdefiniować motory wzrostu na następną dekadę.

Autor jest dyrektorem zarządzającym McKinsey & Company w Polsce oraz szefem pionu TMT w Europie Środkowo-Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE