Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Nominacje do Nagrody Literackiej M.St. Warszawy

Plus Minus
Przedstawiamy najlepsze ksišżki ubiegłego roku nominowane do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Nazwiska laureatów tego prestiżowego wyróżnienia, którego historia sięga czasów przedwojennych, poznamy 24 kwietnia.

Alicja w czasach Auschwitz



W jakimœ sensie „Szum" Magdaleny Tulli przypomina „Alicję w krainie czarów", tyle że zamiast królika przewodnikiem bohaterki jest lis, który prowadzi jš nie na spotkanie z królowš, tylko z esesmanem. Choć to skojarzenie na pozór wydaje się odległe, a może i absurdalne, to zapewniam, że jeœli głębiej się nad tym zastanowić, w obu ksišżkach idzie o to samo. O wyobraŸnię dziecka i dziecięce traumy. W przypadku Tulli sš one jednak zwišzane ze straszliwš wojennš przeszłoœciš.

Nie potrafię wskazać w polskiej literaturze ksišżki, która lepiej pokazywałaby cierpienie niezrozumianego, wręcz odrzuconego, dziecka. Dziewczynka, którš pisarka obdarzyła swojš biografiš (np. włoskim pochodzeniem), jest córkš więŸniarki obozu koncentracyjnego. Problem w tym, że przeżycia okresu wojny zupełnie pozbawiły dorosłš kobietę uczuć. Nie jest w stanie dać swojemu dziecku nie tylko miłoœci, ale nawet obdarzyć go uwagš. W jakiœ sposób opisana przez Tulli historia przywodzi na myœl „Kadisz za nienarodzone dziecko" węgierskiego noblisty Imre Kertesza, który przeżył Auschwitz i poœwięcił swojš ksišżkę rozważaniom nad tym, dlaczego nie powinien powoływać na œwiat kolejnego istnienia. Konsekwencje cierpienia pokolenia wojennego dziedziczy bowiem kolejna generacja.

Mała bohaterka, dziecko niezwykle wrażliwe, kompletnie nie radzi sobie w życiu: ma kłopoty w szkole, jest odrzucana przez otoczenie, a w dorosłym życiu nie potrafi utrzymać żadnej relacji. W jakimœ sensie – podobnie jak nieszczęœliwa matka – wcišż żyje przeszłoœciš, tyle że tš dotyczšcš swojej rodziny. Nawet to, że rozstaje się z mężem, wišże się z brakiem akceptacji ze strony matki. Ale od czego jest wyobraŸnia? Dziecko zaczyna kreować œwiat, w którym jej duchowym przewodnikiem staje się lis objaœniajšcy jej naturę rzeczy i podpowiadajšcy, jak postępować. Problem w tym, że musi on w końcu zniknšć wraz z obumieraniem wewnętrznego dziecka w bohaterce. Co wtedy?

Gdyby nie fakt, że Magdalena Tulli nie daje po temu argumentów (żadne motywy religijne się w „Szumie" nie pojawiajš), można by powiedzieć, że przesłanie jej ksišżki jest głęboko chrzeœcijańskie. Otóż bohaterka bierze na siebie krzyż cierpienia swojej matki, kiedy ta zapada na nieuleczalnš chorobę (sšdzšc po opisie, mamy do czynienia z alzheimerem). Trudno tu mówić o pojednaniu, ale pojawia się zrozumienie i bliskoœć w stosunku do matki, której dziewczynce przez całe życie brakowało. Czy można powiedzieć, że to zamyka przeszłoœć? Że zaklęty kršg cierpienia przekazywanego z pokolenia na pokolenie został przerwany? Taki wniosek byłby chyba zbyt œmiały. Ale mimo wszystko historia opisana w „Szumie" daje jakšœ nadzieję. Odrobinę nadziei.

Piekło woli

Pierwsze oddziały od dowództwem Heinza Reinefartha wkroczyły na Wolę w sobotę 5 sierpnia, około 10 rano. Żołnierze Wehrmachtu, oddziały Dirlewangera, batalion policyjny posuwali się bez obaw, w szyku nieubezpieczonym: wchodzili do ubogiej, cywilnej dzielnicy, pierwsze barykady znajdowały się o kilka kilometrów w głšb miasta. Około 10.30 rozpoczyna się dramat, który trudno opisać, przyswoić, streœcić. Wielbiciele Boscha zwracajš uwagę, że niderlandzki mistrz więcej miał inwencji w malowaniu piekielnych mšk niż uciech raju; obdarzeni wyobraŸniš teolodzy zwracajš uwagę, że jednš z cech piekła może być mechaniczna powtarzalnoœć. W opisie masakry ludnoœci cywilnej, jaka dokonywała się na Woli do połowy sierpnia i której ofiarš padło kilkadziesišt tysięcy osób, mamy do czynienia z jednym i z drugim: sadystycznš inwencjš oraz monotoniš. Niemowlaki wrzucane za włosy w ogień; rodzice rozstrzeliwani na oczach dzieci; ludzie uciekajšcy boso po rozżarzonych, żeliwnych rusztowaniach; kolby, bagnety, benzyna i gšsienice czołgów jako skuteczne narzędzia mordu. A na sšsiedniej stronie znów: cięcie bagnetu od brzucha do szyi, ciało na ruszcie schodów, niedbała seria, po której kona się godzinami. Wolska 151, Wolska 122, fabryka Kamińskiego, klasztor karmelitanek – i bezimienne, drewniane czynszówki. Frazy „rzeŸ Woli" po raz pierwszy użył płk „Radosław" w meldunku przekazanym dowództwu powstania w nocy z 5 na 6 sierpnia, odruchowo nawišzujšc do rzezi Pragi z czasów Koœciuszki. O masakrze dokonanej przez żołdaków Suworowa pamiętano, jak wiemy, z „Pana Tadeusza", na dalekiej Litwie, a zbrodnia na Woli pozostaje niemal nieznana. Piotr Gursztyn przypomina w swojej ksišżce trud pierwszych kronikarzy masakry i powojenne lata, kiedy wydobywane na Woli popioły ludzkie ważono w tonach. Potem jednak, w apogeum stalinizmu, przez kilka lat o wszystkim, co zwišzane z powstaniem, milczano. Niemcy Zachodnie nie kwapiły się z wydawaniem podejrzanych. Być może błšd popełnili również prokuratorzy polscy, nie wyodrębniajšc masakry Woli z rozliczenia wszystkich zbrodni popełnionych przez Niemców? Żywe też było w latach 60. i 70. przekonanie, które tak często nas zwodzi: że to, co się stało, jest pamiętane przez wszystkich. Dziœ już nie jest: na skrawku terenu między Górczewskš a torami kolejowymi, gdzie zamordowano 12 tysięcy ludzi, stanšł salon samochodowy. Jego właœciciel raczej nie sięgnie po „RzeŸ Woli" Piotra Gursztyna. Ale może zrobiš to inni. —Wojciech Stanisławski

Poeta szuka tożsamoœci

Twórczoœć Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego stanowi ważny punkt na mapie polskiej poezji współczesnej. Barokowe rekwizytorium, charakterystyczne powtórzenia, powracajšce motywy ciała, choroby i bezdomnoœci, a także ironia i specyficzne poczucie humoru sprawiajš, że autor „Piosenki o zależnoœciach i uzależnieniach" to poeta oryginalny i – by tak rzec – nie do podrobienia. Jego wiersz jest czymœ w rodzaju notatki, która bezpoœrednio nawišzuje do notatek poprzednich i stanowi punkt wyjœcia następnych. Wœród najchętniej podejmowanych przez niego tematów na plan pierwszy wysuwa się tożsamoœć. Tożsamoœć cielesna, psychiczna, seksualna, narodowa i kulturowa.

„Kochanka Norwida" to opowieœć o rodzinie, której losy w tragiczny sposób splatajš się z historiš XX-wiecznej Polski. Obraz pogršżonego w ciemnoœciach domu łšczy się ze wspomnieniami o matce. Matce wywlekanej z wiejskiej izby i deportowanej na sowieckš Ukrainę, matce w bydlęcym wagonie, matce dokonujšcej samookaleczenia. Poeta przywołuje Wólkę Krowickš, w której się urodził i dorastał, wymienia nazwy znanych sobie miejsc, opisuje codzienne życie na styku kultury polskiej i ukraińskiej. Pojawiajš się też znane z poprzednich ksišżek nazwiska Argasińskich i Ilnickich. Poezja okazuje się przestrzeniš, w której można się zderzyć z traumš, zadać pytanie o swoje miejsce w œwiecie.

Bolesne wspomnienia z dzieciństwa to niejedyny wštek, na który warto zwrócić uwagę. Od opisu rodzinnej wsi poeta płynnie przechodzi do wydarzeń z póŸniejszych okresów życia. Przywołuje studia na lubelskiej polonistyce, wspomina, jak grzeszył w kabinach toaletowych, podejmuje temat choroby psychicznej. Bohater wydaje się w cišgłym ruchu, czego dowodem sš choćby jego alternatywne osobowoœci: Konrad Bełski, Lucjusz Polański, Marcin Krowicki. W jednym z wierszy wyznaje: „zamienię siebie na ciebie/ i ciebie na siebie niczego wszak/ nie obiecujšc i nie osišgajšc ale najpierw/ poproœ mnie o wszystko co mam/ ale najpierw (zanim/ dziabniesz) poproœ o wiersze".

Nowy tom wierszy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego to ksišżka wielowštkowa, w której teoretycznie odległe od siebie tematy tworzš harmonijnš, polifonicznš całoœć. Poeta w mistrzowski sposób łšczy powagę z zabawš, a to, co wysokie, z tym, co niskie. Bo przecież poezja jest po to, „by ni stšd/ ni zowšd najlepiej w niedzielę/ narobić wielkiego huku".

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL