W sieci opinii

Paragony, czyli szczucie totalniaków

Anna Kozicka-Kołaczkowska
archiwum prywatne
To Polacy wymyślili przestrogę: „Choćby cię smażyli w smole…”

- Trzeba przyjść podpisać protokół – odbieram telefoniczny rozkaz.- I jak wyszło? – pękam więc. Kto by nie pękł. - Kontrola zakończyła się wynikiem negatywnym ! – pada wyrok. No to już wiem. - Negatywnym dla nas, czy dla urzędu? – tonąc, dostrzegam jednak brzytwę.

– Negatywnym dla nas, niestety – odpowiada urząd. Gdyż co pozytywne dla ciebie i w ogóle, to dla urzędu jest negatywne.

Takim kodeksem kieruje się owa szczególna rasa gończa. Z jej procederu biorą się marmurowe biura z wodotryskami i systemami dostępów po to, byś nie miał dostępu, trendy egzotycznych wakacji, limuzyny służbowe, niekończące się weekendy i przyjazne godziny pracy, trzynastki i zakładowe integracje, wiarygodność finansowa i najlepsze karty w banku. Z jej jumy biorą się także grube emerytury dla resortowych czterdziestolatków i kule gładkolufowe do pogromu porywów murzyńskości, czasomierze w mankietach władzy i wiele innych, równie typowych wydatków, tak symetrycznych do telewizji dla kretynów, do antysztuki w rodzaju tęczy, antynauki za pomocą drogich, śmieciowych elementarzy oraz reszty mułu, a zwłaszcza wzgardliwej buty nadzorców priwislinskiego kapitalizmu.

Sztukmistrz, któremu w priwislinskim kapitalizmie zachciało się gospodarczej wolności musi zarobić na te przyjemności sam, ponieważ po rodowych srebrach narodowej gospodarki został tylko chichot jumaczy. Lasy, parę złupionych kopalń do zbycia i KGHM broniący się twardym odporem bez niego nie wydolą. A priwislinski żywiciel nadzorcy kapitalizmu nawet w tych warunkach potrafi wypracować jakie takie wskaźniki. Murzyńskich wskaźnikami tymi mami się bezwstydnie. Gorzej, że zarazem wzmagają one żądzę, by strzyc więcej i więcej.

Śmiech bierze, że tak niedawno z gorącego serca nadzoru wylał się miód, jak to wkrótce zawierzy się w „ućciwoś" obywateli. O „nieućciwoś" posądzać się od tamtego momentu miało zaledwie 1% murzyńskości. Okazuje się, że równocześnie Ministerstwo Finansów murzyńskich obmyśliło fascynującą loterię paragonów sugerując, iż przyczyną niedostatków dystrybucji funduszy jest ukrywanie obrotów przez priwislinskich kapitalistów. Sypią się zachęcające argumenty.

„Skorzystamy na tym wszyscy, bo biorąc paragon, ograniczasz szarą strefę, wspierasz uczciwych przedsiębiorców i uczciwą konkurencję między nimi – tak wiceminister finansów Izabela Leszczyna, dopinguje murzyńskie masy do lustracji swych osobistych żywicieli. Na ten cel ruszyły awansem pierwsze wydatki. Płacenie cudzesami jest niewątpliwie bezstresowe.

„Do loterii najbardziej przekonani są ludzie starsi ( 56,2 % wśród osób powyżej 50 lat ). Choć odsetek zwolenników rządowej loterii dwukrotnie przewyższa udział nieprzekonanych Polaków, to jest liczna grupa niezdecydowanych ( 28%), którym najwyraźniej na razie brakuje wiedzy na temat szczegółów tej gry losowej" – oto plon agencji badawczej, która zdążyła już na przedwstępnym etapie loterii złapać ministerialne zlecenie. Widzi mi się, że okazję musiały zwietrzyć także firmy motoryzacyjne i informatyczne. W ostatnich dniach uatrakcyjniono pulę fantów i tak niespotykanie wspaniałomyślnych, jak na dziadowskie państwo.

Pogląd, że procent entuzjastów loterii się zwiększy wydaje się toteż realistyczny, ale z tej perspektywy ma chyba również wynikać potrzeba następnych, cyklicznych badań drgnień wzrostu świadomości murzyńskiej, co nieuchronnie uplasuje mnie na marginesie społecznej wspólnoty. Od czasu ogłoszenia loterii mam przykre wrażenie, że osaczeni sprzedawcy podejrzanie usilnie wciskają mi do ręki paragony, a wówczas ledwo co powstrzymuję się od okrzyku: Czy ja wyglądam na kogoś, kto leci na taką parszywą loterię?!!!

Takiej loterii nie powstydziłby się przecież Adolf Hitler! Rozrywanie więzi społecznych na samym dole, postawienie człowieka wobec współobywatela w roli państwowego policjanta i szpicla jest techniką totalitaryzmu praktykowaną w Sowietach i w niemieckiej III Rzeszy. Pomniki Pawki Morozowa za donos na ojca ozdobiły jego ojczyznę. Niemiec w państwie Hitlera bez skrupułów donosił na najbliższego nawet członka rodziny, choćby chodziło tylko o słuchanie zabronionej, zagranicznej radiostacji. Bez międzyludzkiej lojalności już dawno nie byłoby naszego narodu, który mało miał szczęścia do dobrego państwa. Żołnierz Niezłomny dnia by bez niej nie przetrwał. To Polacy wymyślili przestrogę: „Choćby cię smażyli w smole..."

Loteria Ministerstwa Finansów przy demonstracyjnym, nieustannym wciskaniu narodowi genu kłótliwości i niezgody jest już groźnym etapem kształcenia społeczeństwa totalitarnego. Jest szczujnią. Przerabianiem Polaka na totalniackiego męta. Chwytem do mdłości prymitywnym, choć na przynętę idą tym razem auta i notebooki. W starej komunie nagrodą w szkole podłości bywały karton papierosów, albo puszka szynki. W ojczyźnie Pawki wystarczał i bagażnik gugułowatych owoców.

Żałosna jest hipokryzja rzeczników takich pseudoobywatelskich postaw szczególnie tu, gdzie jednym ciosem wycina się samodzielne inicjatywy milionów wolnych obywateli. Gdy pierwszym kroczkiem nadzorców tutejszych finansów w kierunku uczciwej konkurencji winno być objęcie podatkami co najmniej na ogólnych zasadach wyżartego białasa. Nietykalnego nadjumacza, który podstępnie zawiesił nad Polską fałszywy kaganek kolonialnej cywilizacji. Banki i kontenery handlowe, montownie, zleceniodawcy prac dla miejscowej siły pociągowej, budowniczy autostrad, zwycięzcy przetargów na sprzątanie ulic, zarządcy telefonii, beneficjenci jumy polskiego cukru, cementu, elektryczności i czego tam jeszcze, to kasta, której twarda ręka urzędu podatkowego tu nie tyka. Testów rzetelności nikt jej nie urządza. Uczciwości i jej gospodarczych cudów nie podważa. Mimo, że, co najgorsze, do biznesu zgrai nadjumaczy uwiązani jesteśmy niczym pańszczyźniany chłop prawem propinacji zmuszony do przehulania w karczmie swej krwawicy.

A tu pewien dinozaur pokazuje mi swoje bankowe kwity gotówkowych opłat za telewizję. Prowizja za usługę wpłaty na konto dostawcy prowadzone przez ów bank wynosi około 20% wpłacanej kwoty. Około dziesięciu złotych, różnie w różnych oddziałach. Dinozaur wyciąga tę dychę także z kieszeni, a bank inkasuje ją BEZ skwitowania. Kwit dla klienta opiewa na płatność główną. Dowodu wpłaty konkretnej kwoty za usługę na nim brak. Jakoś jest to możliwe w finansowym biznesie. Dinozaur chętnie udostępni kwity kontrolerom. Nierejestrowane na papierze sumy, które lecą tym sposobem we wszystkich, krajowych placówkach owego banku mogą iść w miliony.

Wobec sumy spodziewanego odzysku uważam więc, że niniejszym doniesieniem w celu przysługi dla zaprzyjaźnionego kapitału zasłużyłam na nagrodę w postaci Lamborghini dla siebie oraz czegoś nie gorszego dla wspomnianego dinozaura i to bez losowania. Przy okazji wypięcia się po równie symboliczny medal od rodzimej wiceminister Leszczyny, jak również dyplom pełen pięknych słów o społeczeństwie obywatelskim. Polecam się na przyszłość – życzliwa.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL