Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Remuszko: Zapiski smoleńskie prywatnoblogowe

Stanisław Remuszko
Fotorzepa
[Sobota, 10 kwietnia 2010, 22:00]

...Właœnie wróciłem z trzygodzinnego smutnego spaceru z Kasiš – od stacji metra przy Arsenale, przez Długš, Miodowš i Krakowskie do Placu Piłsudskiego, i pragnę zanotować tylko dwie refleksje.

Po pierwsze, rozmiar i ranga tragedii oraz jej zupełnie niesłychane konsekwencje docierajš do mej œwiadomoœci powoli. Dwanaœcie godzin temu wieœć o katastrofie wzbudziła we mnie wrażenie/uczucie znacznie słabsze, mniejsze, bardziej rozmyte. Zadzwoniłem do Zurichu, gdzie moja córka właœnie urodziła córkę; zadzwoniłem do paru bliskich druhów. A potem zjedliœmy sobotnie œniadanie. Co zrozumiem jutro?

Po drugie, patriotycznym œwiatełkiem w mroku jest to, co widziałem. A widziałem nieprawdopodobne tłumy ludzi w każdym wieku, mężczyzn i kobiety, dziewczyny i chłopaków, zwykłych przechodniów, także żołnierzy i policjantów na służbie – wszystkich strasznie przejętych i poruszonych. Widziałem niesłychanš spontanicznoœć i autentyzm. Może częœć przyszła z ciekawoœci, ale widziałem niesamowicie dużo młodzieży aż nienaturalnie poważnej. Zwracał uwagę niemal zupełny brak kolorowych strojów. Na całej trasie widziałem też setki dorosłych dzieci – nastolatków w harcerskich mundurach – którzy wzięli się nagle i nie wiadomo skšd, stajšc do apelu... Może jutro uda mi się napisać coœ więcej. Przepraszam...

[Poniedziałek 12 kwietnia 2010]

...Człowiekowi łatwiej pogodzić się z nieszczęœciem wtedy, gdy pozna jego powody i zrozumie jego mechanizm. Gdy człowiek nie wie nic i niczego nie może być pewien – cierpi bardziej. Takš mamy naturę.

Przypuszczam, że jeszcze żaden lotniczy wypadek na œwiecie nie był zbadany tak wszechstronnie i dokładnie, tak przeœwietlony w każdym detalu i wszystkich aspektach – jak będzie przeanalizowana katastrofa rzšdowego Tu-154. Przypuszczam, że wszystko odbędzie się z maksymalnš jawnoœciš i pod kontrolš mediów, z bacznym wysłuchaniem rad i ocen najlepszych na œwiecie ekspertów.

Przypuszczam, że gdy poznamy końcowy, ostateczny raport o przyczynach tragedii, ulży nam na duszy. Nawet wtedy, gdy okaże się, że pomylili się ludzie lub/i zawinił przypadek.

[Czwartek 15 kwietnia 2010]

...Dzielę się swym przypuszczeniem (graniczšcymi z pewnoœciš), do którego doszedłem po wielogodzinnych zróżnicowanych lekturach oraz po rozmowach z dwoma starymi druhami (doœwiadczonymi lotnikami): głównš przyczynš katastrofy były błędy pilotów rzšdowej Tutki..

Były też inne błędy ludzkie oraz niesprzyjajšce okolicznoœci przyrodnicze (pogoda, ukształtowanie terenu), ale nie one zadecydowały o tragedii (w sensie: inni piloci w takich samych okolicznoœciach, a nawet ci sami za innym razem, mogliby wyjœć z tego cało)....

[Pištek 16 kwietnia 2010]

...Od paru dni, aby pokłonić się prezydenckim trumnom, trzeba stać w ulicznej kolejce kilka, a nawet kilkanaœcie godzin – także nocš, samotnie, na własnych nogach, bez wygód. Dla fanatyków to pewnie nic trudnego, ale co to znaczy, że chcš to robić dosłownie dziesištki tysięcy zwykłych ludzi? I to głównie ludzi ze wszystkich stron Kraju, ludzi oddalonych od swych domostw o setki kilometrów? Ludzi całkowicie anonimowych? Jak to wytłumaczyć rozumem?

Niemal słyszę patriotycznš odpowiedŸ, którš podpowiada mi moje szeœćdziesięciotrzyletnie zbajpasowane serce – ale przecież to nie może być prawda...

[Wtorek 27 kwietnia 2010]

...Smoleńska katastrofa była – w sumie – rezultatem czystego przypadku. Słowa „przypadek" nie zawiera ponoć żadna Œwięta Księga żadnej z Wielkich Wiar, ale ja sšdzę, iż rzšdzi on naszymi losami w znacznie większym stopniu, niż to się na ogół przyjmuje.

Być może częœć Rodaków chciałoby widzieć w tej tragedii rękę boskš lub chociaż szatańskš. Lecz tu podkreœliłbym raczej wielkoœć Stwórcy, który dał człowiekowi rozum i wolnš wolę, w niczym jej (co do istoty) nie ograniczajšc. Sšdzę, że w tej naszej wolnoœci jesteœmy dokładnie równi Bogu. Jednak nie ma wolnoœci bez odpowiedzialnoœci.

Za naszš narodowš tragedię odpowiadajš przede wszystkim ludzie. Ci, którzy Ÿle zorganizowali całš tę tragicznš podróż, oraz ci, którzy jš Ÿle zrealizowali. Niech będzie, że to sam diabeł w ostatniej chwili sprowadził mgłę. Ale człowiek dawno już wymyœlił skutecznš obronę przed takimi czartowskimi sztuczkami: zwielokrotnione przyrzšdy nawigacyjne oraz absolutnie żelazne procedury.

Tak patrzšc, z przerażeniem obserwuję zabiegi niektórych mediów/internautów, by winš obcišżyć geologię (wšwóz), impuls elektromagnetyczny (KGB-FSB), bombę, Mosad, wódkę albo spisek międzynarodowy/wewnętrzny. Nie tak, proszę Państwa. Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem, i tego się trzymam. Od szeœćdziesięciu dwóch lat...

[5 lutego 2013]

...Nie pojmuję, jakim cudem całkiem spora liczba dorosłych ludzi, którzy na co dzień solidnie pracujš, pilnie uczš się, rozsšdnie biznesujš, żyjšc w ten sposób arytmetycznie, logicznie i fizycznie - jednoczeœnie odmawia uznania argumentów tak oczywistych, tak absolutnych, tak bezdyskusyjnych i tak porażajšcych, że ja, stary człowiek, nie potrafię sobie wyobrazić czegoœ adekwatniejszego od tego słynnego lapidarnego ujęcia kršżšcego w sieci:

„Ta straszliwa katastrofa to również straszliwy wstyd dla nas. Air Force One państwa, które pretenduje do roli europejskiego gracza, rozbija się, ponieważ piloci elitarnej jednostki wojskowej, powołanej specjalnie do przewożenia najważniejszych osobistoœci, wprowadzili współrzędne pasa w innym układzie niż ten, w którym pracował ich GPS; niewłaœciwie korzystali z wysokoœciomierzy; nie posłuchali wieży, że nie ma warunków; oszukali, a potem ignorowali urzšdzenie mówišce ludzkim głosem: „podcišgnij, lecisz w ziemię"; wreszcie przekroczyli wysokoœć decyzji, wypatrujšc przez okna gruntu (eufemizm, zeszli poniżej poziomu pasa). Do tego wisienka na torcie: nie mieli dopuszczeń, żeby w ogóle tego dnia na tej maszynie wzbić się w powietrze, a te nieaktualne, które mieli, były udzielone bezzasadnie. Srom straszny."

Ci sami moi Rodacy nie dajš się oszukać na wadze nawet o dekagram, obrachowywujš resztę co do grosza, poprawnie odczytujš liczniki, swobodnie obsługujš pralkę, kompa oraz ajfona, potrafiš bezkolizyjnie prowadzić auto, rozsšdnie szacujš swoje prywatne interesy (ekstrapolacje, estymacje, zwišzki przyczynowo-skutkowe), nie mylš się przy przelewach etc., etc. - lecz gdy tylko zaczynajš myœleć o Smoleńsku, wszystkie te ich umiejętnoœci i sprawnoœci nagle biorš w łeb. Wędrujš na œmietnik. Ciemna rozumowa mogiła, stupor nieboszczyka, wiara starożytnych Słowian. Dlaczego tak się dzieje? To dopiero zagadka i tajemnica...

Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL