Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Jerzy Haszczyński o wizycie Orbana w Warszawie

Viktor Orbán dotkliwie się przekonał, co dla Polaków oznacza zawiedziona miłoœć. Połšczona na dodatek z nagłoœnionš w mediach zdradš w najbliższej rodzinie.

Przywódca bratanków zdradził nas, rozkładajšc kilka dni temu w Budapeszcie czerwony dywan przed Władimirem Putinem, dokładnie w momencie, gdy ten łamał porozumienia dotyczšce zakończenia konfliktu na Ukrainie.

Ponieważ wszystko to dzieje się w czasach realnego zagrożenia, usprawiedliwienia dla Orbána za sprawienie wielkiego zawodu i dopuszczenia się zdrady nie ma i być nie może. Orbán zawiódł nie tylko PiS, który marzył o Budapeszcie w Warszawie, ale i PO, która broniła go przed izolacjš w Unii Europejskiej (za co zresztš dziękował niegdyœ Donaldowi Tuskowi).

Teraz przywódcy największych partii w Polsce potraktowali węgierskiego premiera zupełnie niedyplomatycznie, może nawet œcigali się w okazywaniu, kto bardziej zawiódł się na Orbánie i bardziej nie może mu darować całowania po rękach Putina.

Jarosław Kaczyński w ogóle nie zamierzał się spotkać ze swoim niedawnym bohaterem politycznym, bliskim ideowo, a na dodatek niezwykle skutecznym.

Ewa Kopacz nie chciała być gorsza, przeczołgała węgierskiego goœcia, wygłaszajšc w jego obecnoœci najostrzejsze w czasie swego premierowania przesłanie dotyczšce polityki zagranicznej, zwłaszcza wschodniej. Pełne moskiewskich aluzji. Zarzuciła mu, że zapomniał o wspólnej walce z dyktaturš „przywiezionš ze Wschodu" i solidarnoœci Polaków z węgierskš wolnoœciš „rozjeżdżanš przez sowieckie czołgi" w 1956 roku. Jeżeli dodać do tego słowa o Ukraińcach jako „wielkim europejskim narodzie", który ma prawo decydować o swoim losie, to można stwierdzić, że Ewa Kopacz przy okazji wizyty Orbána wreszcie okreœliła swoje stanowisko wobec Kijowa. Jest dalekie od przedstawionego pierwszego dnia urzędowania planu chowania się w domu przed problemami na Wschodzie.

W zalewie antyorbanowskich gestów i wypowiedzi należy jednak pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, Viktor Orbán przewiduje upadek liberalno-demokratycznego Zachodu, który był przez parę dekad wspólnym celem Węgrów i Polaków. W zwišzku z tym osłabia więzi europejskie, a umacnia te z potęgami spoza Zachodu– Rosjš (co dla nas szczególnie przykre) i Chinami (mniej, bo nie burzš porzšdku w naszym regionie). Przy okazji okreœlenie „Polak, Węgier – dwa bratanki" powoli przechodzi do historii. Inni słowiańscy bratankowie przejmujš naszš rolę.

Jednak – i to jest po drugie – ewentualny upadek Zachodu takiego, jaki znamy i do jakiego dšżyliœmy, to daleka przyszłoœć. Na razie mamy na głowie agresję Rosji na Ukrainę. Podtrzymanie sankcji wobec antyzachodniego agresora wymaga jednoœci Zachodu. Orbán też jest do tego potrzebny. Jego obietnica (o której dowiedziała się „Rzeczpospolita"), że nie zawetuje przedłużenia unijnych sankcji, to nawet ładny prezent na pożegnanie dla zdradzonych i zawiedzionych.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL