Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Męska rozmowa o raku i wstydzie

Fotorzepa/Krzysztof Skłodowski
Państwo udaje, że leczy. Nikt nie ma odwagi powiedzieć – leczymy jedynie pewne schorzenia, a innych nie. Żyjemy w obłudzie – przekonujš eksperci.

Pod koniec stycznia w redakcji „Rzeczpospolitej" odbyła się debata poœwięcona kwestiom zdrowia mężczyzn zmagajšcych się z rakiem. Tematy zwišzane z typowymi dla nich problemami onkologicznymi powoli przestajš być tabu. Najbardziej intymne dla mężczyzn schorzenie to m.in. rak prostaty, z którym zmagali się Krzysztof Krauze czy Józef Oleksy.

Zachorowalnoœć na raka gruczołu krokowego wyraŸnie i systematycznie wzrasta – alarmujš statystyki. Jak tłumaczy prof. Piotr Wysocki, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, przyczyn takiego stanu jest kilka. Przede wszystkim większa wykrywalnoœć tej choroby.

– Wœród mężczyzn roœnie œwiadomoœć, że majš możliwoœć oznaczenia swoistego markera raka prostaty, czyli stężenia PSA. Pomimo kontrowersji wokół tego badania liczba owych oznaczeń wzrasta – mówi prof. Wysocki. W efekcie mamy coraz większš grupę Polaków, u których zdiagnozowano chorobę na różnych stadiach rozwoju. Roœnie także grupa mężczyzn, u których zdiagnozowano jš w bardzo wczesnym stadium.

Jak się okazuje, nie jest to nic nietypowego. – Podobny przyrost chorych na raka prostaty zaobserwowano kilkanaœcie lat temu w USA, kiedy zaczęto tam stosować analogiczne badania – wyjaœnia prof. Wysocki.

Wiele kwestii dotyczšcych przyczyn powstawania i przebiegu raka prostaty wcišż stanowi dla naukowców i lekarzy zagadkę. – Obecnie nie sš jeszcze do końca poznane czynniki predestynujšce do raka gruczołu krokowego. O ile np. w przypadku raka pęcherza moczowego możemy stwierdzić, że czynnikiem zdecydowanie zwiększajšcym ryzyko jego wystšpienia jest palenie papierosów, o tyle w przypadku raka stercza wiadomo na pewno jedynie to, że wpływ na jego wystšpienie majš czynniki genetyczne – mówi prof. Andrzej Borkowski, przewodniczšcy Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Urologicznego (PTU). Wyjaœnia, że w rodzinach, w których jeden z mężczyzn cierpiał na tę chorobę, ryzyko jego wystšpienia wzrasta czterokrotnie, jeżeli chorowało dwóch mężczyzn – nawet jedenastokrotnie.

Czterdziestolatek

Ustalenie innych przyczyn tej choroby jest trudne z bardzo prostego powodu. Choroba rozwija się powoli, a to oznacza, że szczegółowe badania prowadzone na dużej grupie pacjentów musiałyby trwać dziesištki lat. Przeprowadzenie rzetelnych badań klinicznych przy takich uwarunkowaniach jest bardzo trudne. Ale jak zauważa prof. Borkowski, powolny rozwój choroby zmienia też podejœcie medycyny do raka prostaty. Schorzenia gruczołu krokowego, które kiedyœ kwalifikowano jako nowotwór, obecnie uznaje się za zmiany zwišzane z wiekiem. Zmienia się także podejœcie do leczenia tego raka.

– Nowotwory niskiego ryzyka udaje się leczyć nieoperacyjnie, by uniknšć powikłań zwišzanych z zabiegiem. Z kolei nowotwory wysokiego ryzyka, kiedyœ nieuleczalne, obecnie leczy się z bardzo dobrymi wynikami – wyjaœnia szef Rady Naukowej PTU.

Podstawowe metody leczenia raka prostaty sprowadzajš się do wycięcia gruczołu lub radioterapii. Dr Elżbieta Senkus, specjalistka w zakresie onkologii klinicznej i radioterapeutka, podkreœla, że forma leczenia powinna być indywidualnie dostosowana do pacjenta. Chwali zmianę wprowadzonš przez pakiet onkologiczny, zgodnie z którš o wyborze leczenia pacjenta będzie decydował interdyscyplinarny zespół lekarzy. – To daje o wiele większš gwarancję, że otrzyma on optymalnš terapię – tłumaczy dr Senkus.

Tomasz Michałek ze stowarzyszenia UroConti wskazuje, że zgodnie z zaleceniami mężczyŸni po 40. roku życia powinni regularnie poddawać się badaniom gruczołu krokowego. – Problem polega na tym, że panowie bardziej dbajš o swoje samochody niż o siebie. Państwo dopuszcza do ruchu jedynie te pojazdy, które przejdš okresowe badania techniczne. Dlaczego to samo państwo nie zamierza narzucić takiego obligatoryjnego badania dla mężczyzn, by wyodrębnić grupę narażonš na tę chorobę? – pyta Tomasz Michałek. Zaznacza, że obecnie spora częœć chorych trafia do lekarza, gdy rak jest już zaawansowany, co nie pozostaje bez wpływu nie tylko na skutecznoœć leczenia? ale także na koszty terapii.

Trudny temat

Psycholog społeczny dr Katarzyna Korpolewska wyjaœnia, że jest to po częœci wynik stereotypowych uwarunkowań dotyczšcych społecznej roli, do pełnienia której zostali wychowani mężczyŸni. – To specyficzna grupa pacjentów. Gdy trzeba się zmierzyć z chorobš, u mężczyzn występuje mechanizm obronny – tłumaczy dr Korpolewska. Dlaczego tak się dzieje? Panowie nie sš wychowywani do tego, aby chorować. – W przeciwieństwie do kobiet, które zdecydowanie wczeœniej doœwiadczajš naruszenia ich intymnoœci przez lekarza, bo nawet gdy nie chorowały, to przecież były badane przez ginekologa, czy chociażby zetknęły się ze szpitalem w czasie porodu dziecka. Na barkach kobiety spoczywa też obowišzek opieki nad osobami chorymi, dlatego te tematy sš im bliższe – wyjaœnia psycholog. MężczyŸni starajš się odcišć od choroby, tym bardziej gdy np. leczenie może doprowadzić do ograniczenia ich sprawnoœci. – Bywa, że wysyłajš do lekarza żonę, by to ona usłyszała diagnozę, a nawet rezygnujš z leczenia, bo nie chcš się konfrontować z zabiegami, które naruszš ich intymnoœć – dodaje psycholog.

Zwraca uwagę, że w œwiadomoœci społecznej funkcjonujš choroby godne, jak na przykład problemy kardiologiczne, oraz choroby wstydliwe, które najczęœciej zwišzane sš z narzšdami płciowymi. – Mechanizm badań z nimi zwišzanych jest dla mężczyzn trudny do zaakceptowania, podobnie jak powikłania z nimi zwišzane, czyli problemy z trzymaniem moczu, niesprawnoœć seksualna – wskazuje dr Korpolewska.

To jednak powoli się zmienia. Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie, który od 12 lat przyglšda się debacie publicznej poœwięconej tematom onkologicznym, przyznaje, że jeszcze dziesięć lat temu rak prostaty był tak wstydliwym tematem, że nie podejmowały go nawet media. – To się zmienia. Trzy, cztery ostatnie lata przyniosły ogromny postęp edukacji zdrowotnej – przekonuje i wskazuje chociażby przykład Krzysztofa Krauzego, który nie krył się ze swojš chorobš i podkreœlał, że w walce z niš najważniejsza była dla niego jakoœć życia. – To dlatego medycyna oraz cały system opieki zdrowotnej powinien dšżyć do tego, aby pacjent miał gwarancję, że mimo schorzenia może funkcjonować na odpowiednim, godnym poziomie – zastrzega Chrostowski.

Ten zły testosteron

Jak państwo powinno się mierzyć z problemem raka prostaty? Zdaniem prof. Borkowskiego w ramach profilaktyki najskuteczniejsze jest badanie PSA. – Za jego pomocš można odseparować grupę mężczyzn powyżej 40. roku życia o podwyższonym ryzyku, których następnie trzeba wnikliwie obserwować – przekonuje profesor.

Co dalej? Wyjaœnia prof. Wysocki: – W zaawansowanym stadium choroby, kiedy jest ona nieuleczalna, podstawš terapii jest leczenie systemowe i ogólnoustrojowe. Polega ono na stosowaniu leków hormonalnych. Rak prostaty jest nowotworem hormonozależnym i jego wzrost skorelowany jest z poziomem testosteronu, dlatego podaje się leki, które hamujš jego produkcję. Jest to tzw. kastracja farmakologiczna – mówi. Problem polega na tym, że na pewnym etapie leczenia rak sam zaczyna produkować testosteron, w zwišzku z czym przestaje być wrażliwy na leczenie, a to skutkuje nawrotem i szybkim rozwojem choroby. Jeszcze dziesięć lat temu nie było skutecznych narzędzi. Teraz się to zmieniło. – Na poczštku dekady opracowano nowe leki hormonalne poprawiajšce rokowania chorych: abirateron i enzalutamid. W sumie mamy już cztery nowe terapie o udowodnionej skutecznoœci, które można stosować u chorych z zaawansowanym nowotworem – mówi prof. Wysocki. Problem polega na tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia refunduje tylko jednš i tylko u tych pacjentów, którzy wczeœniej zostali poddani chemioterapii.

Prof. Wysockiemu wtóruje dr Senkus: – Nowoczesne leki hormonalne, takie jak abirateron i enzalutamid nie tylko zdecydowanie wydłużajš czas życia pacjenta, lecz także poprawiajš jego jakoœć – przekonuje. Podkreœla fakt, że sš mało toksyczne. Udostępnienie tych leków zmniejsza ryzyko niekorzystnych reakcji u pacjentów. Jej zdaniem systemowa walka z rakiem wymaga też dobrej terapii przeciwbólowej, opieki paliatywnej i dostępnoœci leków wpływajšcych na metabolizm kostny. I tu pojawiajš się problemy, bo np. dla pacjentów z niewydolnoœciš nerek nie ma refundowanych leków, które wzmacniałyby ich system kostny. – Tymczasem dostęp do nowoczesnych terapii hormonalnych znaczšco może przedłużać życie i poprawiać jego jakoœć. Zmniejszajš one ryzyko bardzo bolesnych przerzutów do koœci, co jest szczególnie ważne w kraju, w którym lekarze nie zawsze chcš lub potrafiš uœmierzyć cierpienie pacjenta – zaznacza dr Senkus.

Prof. Wysocki zwraca uwagę, że właœciwa terapia onkologiczna polega na zastosowaniu dostępnych metod w odpowiedniej sekwencji, co sprowadza się nie tylko do wydłużenia czasu życia pacjenta, ale także do utrzymania jego jakoœci. Możemy spowolnić chorobę, nie używajšc radykalnych, agresywnych metod, korzystajšc z leków mniej toksycznych, których skutecznoœć daje nam tak ważny w onkologii czas. By móc leczyć raka sekwencyjnie, walczšc o ten czas, potrzebny jest dostęp do pełnego wachlarza metod terapeutycznych – nie pozostawia wštpliwoœci prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

Na ten aspekt sprawy zwraca uwagę także psycholog społeczna dr Korpolewska. Podkreœla, że podstawowym celem leczenia pacjenta jest to, by mógł jak najdłużej cieszyć się życiem. – Nie leczymy przecież choroby, ale człowieka. Dla każdego z nas co innego ma w życiu wartoœć. Dlatego terapia powinna być dostosowana także do portretu psychologicznego pacjenta. Czy można wycenić opłacalnoœć wydłużenia komuœ życia o trzy miesišce? Kto podejmie się tego zadania? Sš osoby, dla których w tym czasie wydarzš się rzeczy bardzo istotne: œlub córki czy narodziny wnuka, bšdŸ po prostu będzie to czas, w którym uda im się zamknšć ich sprawy życiowe – przekonuje psycholog.

W tym kontekœcie prof. Borkowski przywołuje wyniki dużych badań przeprowadzonych w USA. W tym doœwiadczeniu zaproponowano pacjentom zwiększenie dawki promieniowania, dzięki czemu mieli perspektywę dłuższego życia, ale perspektywę poważniejszych powikłań. Większoœć się na to nie zgodziła.

Standard nie dla wszystkich

Szymon Chrostowski zwraca uwagę, że młodzi ludzie w ogóle się nie zastanawiajš nad konsekwencjami leczenia, a dojrzalsi pacjenci nie sš w stanie podjšć decyzji dotyczšcej formy terapii bez pomocy lekarza, który powinien mieć do dyspozycji pełen wachlarz możliwoœci. – To dlatego w Polsce muszš zostać wprowadzone i być refundowane europejskie standardy leczenia. Problem polega na tym, że dostęp do pewnych terapii, które na œwiecie sš już standardem, u nas jest wcišż ograniczony – apeluje Szymon Chrostowski. – Nikt nie kwestionuje doœwiadczenia i wiedzy polskich lekarzy, ale niestety ta wiedza nie zawsze się przekłada na możliwoœci terapii, wybór i dostęp do najnowszych modeli leczenia – dodaje.

Co na to przedstawiciele systemu finansujšcego służbę zdrowia? Andrzej Œliwczyński, naczelnik Wydziału Analiz, Programów Lekowych i Chemioterapii Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, relacjonuje, że NFZ płaci za te terapie, które odpowiednie instytucje kontrolne pozytywnie oceniły.

– Od ustalania standardów leczenia sš towarzystwa naukowe. Ich praca jest potem weryfikowana przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), a NFZ jest jedynie płatnikiem dla tych procedur, które zostały ocenione jako skuteczne oraz opłacalne. Żaden system na œwiecie nie finansuje wszystkich dostępnych metod leczenia, dlatego możliwoœci terapeutyczne sš dopasowane do naszych możliwoœci finansowych – twierdzi naczelnik Œliwczyński. – Decydujšc się na sfinansowanie jakiejœ grupie pacjentów dostępu do bardzo drogich terapii, będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie, jakiej grupie chorych będziemy musieli odmówić leczenia, bo trzeba przecież na ten cel znaleŸć dodatkowe œrodki – dodaje. Przekonuje, że w leczeniu raka prostaty najskuteczniejsze metody, czyli leczenie operacyjne oraz radioterapia, sš od dawna finansowane przez Fundusz. A od trzeciego kwartału minionego roku NFZ finansuje także jednš z nowych opcji terapeutycznych.

Dr Senkus zwraca uwagę na dużš bezwładnoœć systemu ochrony zdrowia. – Zbyt długo się czeka na wprowadzenie do systemu nowych standardów terapii, a jednoczeœnie wcišż finansowane sš terapie, które sš mało skuteczne, toksyczne, niemajšce wpływu na czas życia pacjentów – mówi. Z obserwacji Tomasza Michałka wynika, że wiele terapii majšcych pozytywne rekomendacje AOTMiT na bardzo długi czas utyka w Ministerstwie Zdrowia. – Trudno to wytłumaczyć z perspektywy pacjenta, który ma œwiadomoœć, że sš one stosowane i finansowane w innych krajach. Znam przykład jednej z metod leczniczych, która od 20 lat jest stosowana w krajach europejskich, a u nas od kilku lat trwajš nad niš badania – przekonuje.

Samochód czy leki

W ocenie psycholog Korpolewskiej takie działania mogš sprawiać wrażenie, że przedłużanie procedur ma za zadanie przysporzyć budżetowi państwa oszczędnoœci. – Żyjemy w potwornej obłudzie, państwo jedynie udaje, że leczy. Nikt nie ma odwagi powiedzieć, że leczymy pewne choroby, a innych nie leczymy – mówi. W jej ocenie obywatele powinni mieć dostęp do takiej wiedzy. – Gdybym miała nowotwór piersi, to wiedziałabym, że państwo zapłaci za mojš terapię w pierwszej fazie rozwoju choroby, ale w trzeciej czy czwartej już nie. Wtedy mogłabym podjšć decyzję i zabezpieczyć oszczędnoœci na leczenie czy przedłużenie życia, a nie zakup działki czy samochodu – argumentuje. Jej zdaniem taka obłuda prowadzi do ogromnej nieœwiadomoœci społecznej. – Ludzie nie wiedzš, dlaczego majš dbać o zdrowie, bo nie wiedzš, że jeœli zachorujš, to nie otrzymajš każdej możliwej pomocy, i nie wiedzš, ile ona będzie ich kosztowała – wyjaœnia. Na tym nie koniec. Niekorzystnie wpływa to także na pracę lekarzy. – Taki stan rzeczy prowadzi do ich zawodowej demoralizacji, stajš się œwiadczeniodawcami, a nie partnerami pacjenta. Zastanawiajš się, jakš zastosować terapię, kalkulujšc, co im pozwala system, któremu bojš się narazić. W efekcie leczenie zostało sprowadzone do czystego biznesu – mówi psycholog.

Maciej Piróg, doradca prezydenta ds. zdrowia, zwraca uwagę, że mimo że standardy leczenia onkologicznego się zmieniajš, to jest jeszcze sporo do zrobienia. – Potrzebne jest umocnienie pozycji funkcjonujšcych przy szpitalach ekspertów psychoonkologów, którzy pomagaliby pacjentowi w walce z chorobš. Problem w tym, że na ich zatrudnienie brakuje pieniędzy, podobnie jak na rehabilitantów czy specjalistów z zakresu opieki paliatywnej. O tym pakiet onkologiczny chyba zapomniał – mówi Maciej Piróg. Dodaje, że w pakiecie o pewnych istotnych kwestiach zapomniano, inne zaœ przeregulowano. Ważne, by jak najszybciej zostało to naprawione. W jego ocenie kolejnym problemem jest malejšca liczba lekarzy w Polsce, których mamy najmniej w UE. Wyjeżdżajš coraz częœciej nawet nie ze względów ekonomicznych, ale z powodu większych możliwoœci kształcenia podyplomowego.

Choć Andrzej Œliwczyński przekonuje, że NFZ z roku na rok wydaje coraz większe œrodki na terapie onkologiczne, i w tym roku będzie to ponad 6 mld zł, to zdaniem specjalistów te œrodki nie nadšżajš za potrzebami. Prof. Wysocki: – Œrodki wzrastajš, ale trzeba pamiętać, że każdego roku notujemy 130 tys. nowych zachorowań na raka. Połowa z tych przypadków będzie leczona przewlekle, w niektórych przypadkach oznacza to dwu-, trzykrotnie dłuższy czas przeżycia, w innych nawet pięciokrotny – mówi. To oznacza, że istnieje koniecznoœć stosowania coraz droższych terapii. Szacuje się, że w 2020 r. populacja pacjentów onkologicznych leczonych przewlekle osišgnie pułap miliona pacjentów, czyli dwa razy więcej niż obecnie, a to oznacza, że nakłady nie będš nadšżały za wyzwaniami. Zdaniem prof. Wysockiego problemem jest także malejšce zaufanie do lekarzy. – W niektórych przypadkach można opóŸniać leczenie raka prostaty, jednak do takiego rozwišzania trzeba przekonać pacjenta, a trudno jest to zrobić, gdy on nie darzy lekarza zaufaniem – wyjaœnia.

Zdaniem dr Korpolewskiej warto podkreœlić fakt, że jakoœć życia pacjentów ma ogromny wpływ na sektor finansów publicznych, bo jeżeli będš oni funkcjonować dobrze, będš mogli normalnie pracować, nie będš go obcišżać, nie będš potrzebowali specjalistycznej opieki i nie będš obcišżeniem dla własnych rodzin, która dalej będzie mogła być aktywna zawodowo.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL