Władza z seksapilem

aktualizacja: 04.02.2015, 07:23
Foto: design museum

Londyńskie Design Museum pokazuje, jak moda wspiera feminizm.

Wystawę „Women Fashion Power" powinni obejrzeć przede wszystkim macho i samce alfa. Żeby wiedzieli, kiedy stracili prowadzenie.

Tę wystawę muszą też obowiązkowo zaliczyć kobiety, żeby wiedzieć, z kogo brać przykład i czego unikać, wspinając się na szczyt drabiny społecznej.

Ta wystawa jest dla każdego, kto chce się dowiedzieć, jakimi metodami kobiety wtargnęły w męski świat.

Ten show jest o tym, jak kobiety manifestowały i manifestują za pomocą kostiumu. Jeden z pasaży, w który zapuszczamy się od wejścia, nazywa się „Korytarz władzy". Którą należy uznać za pionierkę? Elżbietę I? Czy należy zacząć od Margaret Thatcher? Nie, to zaczęło się w starożytności. Egipska królowa Hatszepsut, która trochę nielegalnie zajęła na tronie miejsce syna, podbija sobie pozycję stylizacją á la faraon. Pozwoliło jej to sprawować władzę prawie 20 lat.

Przez tysiąclecia słaba płeć symulowała siłę męskim kostiumem: papieżyca Joanna, Joanna d'Arc, królowa Krystyna, George Sand, Zofia Stryjeńska... Dziś nie trzeba udawać faceta, mocne kobiety współczesności nie kryją seksapilu. Robią z niego użytek, żeby zwieść supermenów. Nie trzeba także królewskich tytułów, by stanąć u steru państwa. Jedno jest pewne: siłę trzeba zaznaczyć wyglądem.

Kiedyś synonimem bogactwa i władzy były dla obydwu płci koronki. Teraz o standardzie, klasie i kasie świadczą designerskie ciuchy. Jednak muszą być skromne, niekrzyczące ceną. Trochę jak z sieciówki, trochę jak od prywatnej krawcowej. Taki styl reprezentuje Angela Merkel, właścicielka setek niemal identycznych kostiumów we wszystkich odcieniach tęczy.

Nie tylko ona nosi się w tak bezpretensjonalny sposób. Wiele dam ze szczytów władzy lekceważy przymilanie się do męskiego świata. Michelle Obama wygłosiła nawet coś w rodzaju credo: noś to, w czym dobrze się czujesz.

Nigdy wcześniej żadnej londyńskiej prezentacji nie otwierała pani mer Paryża. I Anne Hidalgo nie tylko przecięła wstęgę, lecz także... rozebrała się na użytek pokazu „Women Fashion Power". Bez widowni, ale jednak. Swój oficjalny outfit przekazała Design Museum jako eksponat.

Oprócz niej swoje stroje pozwoliła wystawić ćwierć setki dam trzymających władzę. Nie tylko te wysoko postawione w politycznym świecie. Także te, które dzierżą rząd dusz, wpływowe dziennikarki, dyktatorki kształtujące gusty epoki. Te, które panują nad emocjami mas.

Jednej z nich powierzono koncepcję przestrzenną, zarazem dramaturgię pokazu. Ale Zaha Hadid, pierwsza w historii laureatka Nagrody Pritzkera „Oscara architektury" (2004), w Design Museum wspaniałomyślnie zrobiła miejsce damom w projektanckim fachu: Vivienne Westwood, Diane von Furstenberg, Zandrze Rhodes. Także oddała hołd Jackie Kennedy, księżnej Di, Hillary Clinton, Nancy Reagan, a nawet Elżbiecie II.

Powie ktoś – blask brytyjskiej (pochodzącej z Iraku) gwiazdy dekonstruktywizmu przyblakł. Ale nie jej celebrycka pozycja! Hadid zaprojektowała gwiaździsty układ tematów i eksponatów. A w newralgicznych punktach ustawiła lustra, zwodniczo przenoszące show na publiczność.

Hadid sprawia, że od wejścia robi się gorąco. I od razu wiadomo, co najbardziej przeszkadzało kobietom w biegu o sukces: gorset. Połowa XIX wieku. W gablotach – obiekty przypominające klatki. Konstrukcje z fiszbin, niekiedy nawet metalowe, uniemożliwiające oddech pełną piersią. A tu ciąża! Trzeba poluzować okowy. Gorset zaczyna być „elastyczny". Tak kobiety złapały pierwszy głębszy oddech.

Każdy etap emancypacji to szmugiel z męskiej garderoby do damskiej. Elementy męskości adaptowane czy raczej kradzione przez płeć ładniejszą, ale słabszą. Krawat, koszula (zwana bluzką), żakiet...

Granicą tolerancji okazały się spodnie. Przykład przyszedł zza wielkiej wody: to Amelia Bloomer, jedna z pierwszych dziennikarek, odkryła szarawary, które są wygodniejsze niż halki i spódnice. Niestety, nie są efektowne. W 1851 roku zwolenniczki „bloomerek" (tak nazywano nowe spodnie) stają się obiektem dowcipów i karykatur. Śmiano się jednak dopóty, dopóki nie nastał rowerowy szał. Bajadery/bloomerki nie unosiły się z wiatrem, więc uznano je za strój godny i przyzwoity. Jednak seks ani władza nie miały z tym nic wspólnego.

Panom powinien włączyć się alarm, gdy Marlena Dietrich pojawiła się w smokingu w filmie „Maroko"; gdy Greta Garbo i Katharine Hepburn zaczęły paradować na co dzień w spodniach. I kiedy Elsa Schiaparelli, projektantka związana z surrealistami, stworzyła modę krzykliwą, manifestacyjnie niegrzeczną. Wtedy kobiety zrozumiały, że skromność z władzą nie licuje. Tak trwa to do dziś.

—Monika Małkowska z Londynu

Wystawa „Women Fashion Power" czynna jest do 26 kwietnia.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE